Trzy główne nowojorskie indeksy zakończyły poniedziałkową sesję na plusie. Lecz ani S&P500, ani Dow Jones nie pobiły historycznych, śródsesyjnych szczytów wyznaczonych w czwartek. Nasdaqowi do rekordu wszech czasów wciąż brakuje ponad stu punktów.


To była bardzo spokojna sesja. Inwestorzy z USA nieudanym puczem wojskowym w Turcji przejęli się jeszcze mniej niż ich europejscy koledzy. Na Wall Street liczą się teraz tylko wyniki i prognozy amerykańskich spółek. A te wyglądają nie tak źle, jak się obawiano. Dobrą passę kontynuują banki: akcje Bank of America podrożały o prawie 4% po publikacji raportu za drugi kwartał.
Przy wsparciu ze strony sektora finansowego S&P500 urósł o 0,24%, kończąc sesję na poziomie 2.166,89 pkt. Dow Jones zyskał symboliczne 0,09%, osiągając na zamknięciu wartość 18.533,05 punktów. W obu przypadkach w trakcie dnia nie udało się pobić maksimów z czwartku, choć kursy z zamknięcia były rekordowo wysokie.
Najlepiej spisał się Nasdaq, który zwyżkował o 0,52%. Jednak temu indeksowi do ubiegłorocznego rekordu wszech czasów brakuje jeszcze 2,1%. W poniedziałek oprócz banków to właśnie mocno reprezentowane w Nasdaqu spółki technologiczne były najsilniejszym punktem rynku.

To efekt informacji z SoftBanku, który złożył ofertę przejęcia brytyjskiej firmy ARM projektującej procesory. Transakcja opiewa na kwotę 32 mld dolarów – to spora premia dla akcjonariuszy, więc notowania ARM podskoczyły o 40%.
Już po zakończeniu regularnej sesji wynikami za drugi kwartał mocno rozczarował Netflix – ostatnio jedna z najmodniejszych spółek na Wall Street. W handlu posesyjnym akcje Netfliksa potaniały o 14%. Choć zysk na akcję w wysokości 9 centów zdecydowanie przekroczył prognozowane przez analityków trzy centy, to spółka rozczarowała przychodami oraz przede wszystkim tempem przyrostu liczby użytkowników. W drugim kwartale przybyło ich tylko 1,68 mln (w tym 160 tys. w USA), podczas gdy oczekiwano przyrostu o 2,46 mln.
Krzysztof Kolany































































