Proces wygaszania WIBOR-u został rozłożony na kilkanaście lat, a jego ostateczny koniec nastąpi dopiero z początkiem 2037 r. Jak przekonuje prezes ZBP Tadeusz Białek, transformacja wskaźników będzie bezkosztowa i całkowicie neutralna finansowo dla klientów banków.


Proces uporządkowanej likwidacji WIBOR-u został mocno rozciągnięty w czasie, aby pozwolić obecnym umowom hipotecznym na naturalne wygaśnięcie bez konieczności masowego aneksowania. Z perspektywy banków zegar jednak tyka – instytucje finansowe mogą oferować produkty oparte na starym wskaźniku jedynie do końca bieżącego roku, a od 2027 r. w nowych umowach ostatecznie zastąpi go nowy wskaźnik referencyjny. Osoby, które już spłacają hipoteki na WIBOR-ze, nie muszą podejmować żadnych działań. Jeśli ich umowa potrwa dłużej niż do 2037 r., zadziała ustawowa klauzula awaryjna, która automatycznie i neutralnie kosztowo podmieni wskaźnik. W praktyce mało kto tego doświadczy.
Prezes ZBP Tadeusz Białek w rozmowie z Łukaszem Koryckiem w czasie Europejskiego Kongresu Finansowego przytacza ciekawą statystykę: średni czas życia kredytu hipotecznego w Polsce wynosi zaledwie 9,5 roku, głównie z uwagi na powszechne nadpłacanie rat. Zdecydowana większość dzisiejszych zobowiązań po prostu wygaśnie przed ostateczną zmianą. Rynek dynamicznie się przy tym transformuje. Mimo że w całym historycznym portfelu 70 proc. wciąż stanowią kredyty zmiennoprocentowe, to obecnie w nowej sprzedaży zdecydowanie dominują umowy ze stałą stopą. Sam WIBOR, jak ocenia Tadeusz Białek, padł po części "wizerunkową ofiarą" wysokich stóp procentowych NBP w dobie walki z inflacją. Nowy wskaźnik również będzie podążał za stopą referencyjną banku centralnego, jednak startuje na rynku w okresie niższych stóp, co w oczach klientów siłą rzeczy wykreuje jego tańszy i korzystniejszy wizerunek.
Partnerem publikacji jest Związek Banków Polskich






















































