W przypadku Brexitu euroentuzjastyczna Szkocja może zażądać niepodległości. To opinia korespondenta parlamentarnego Scottish TV Colina Mackaya. Dziennikarz w rozmowie z Polskim Radiem nie ma wątpliwości, że różnica zdań między Anglikami a Szkotami będzie oznaczała niepewne czasy.
"Jeśli całość Królestwa zagłosuje za Brexitem, a Szkocja zdecydowanie poprze pozostanie w Unii, rozpęta się polityczne piekło. Bądźmy szczerzy: jeśli zagłosujemy za wyjściem, nie mamy pojęcia, co się stanie z Wielką Brytanią. Ale w przypadku Szkocji tę niepewność należałoby pomnożyć razy dziesięć" - ostrzega Colin Mackay.
Dziennikarz podkreśla, że dwa lata temu podczas głosowania w referendum niepodległościowym mieszkańcy Aberdeen czy Edynburga słyszeli, że najlepszą gwarancją pozostania w Unii jest pozostanie w Zjednoczonym Królestwie.
"Na podstawie tych zapewnień wielu z nas zagłosowało przeciwko niezależności. Jeśli po tym wszystkim wyciągnie się nas ze Wspólnoty, wbrew naszej woli, wywoła to ogromne zamieszanie. I całkiem możliwe, że zaowocuje nowym referendum niepodległościowym. Efektem może być wyjście Londynu z Unii, wyjście Edynburga z Królestwa i powrót Edynburga do Wspólnoty" - mówi rozmówca Polskiego Radia.
I dodaje, że po cichu wielu polityków rządzącej, separatystycznej Szkockiej Partii Narodowej liczy na to, że referendum obudzi gniew Szkotów. "Wiem na pewno, ze w SNP jest mnóstwo ludzi, którzy z radością przyjęliby głos za Brexitem w Anglii i głos przeciw w Szkocji. Mają poczucie, że to wywołałby potrzebny im rodzaj rozdrażnienia, szansę na drugie referendum, które tym razem mogliby wygrać. Publicznie jednak nikt się do tego nie przyzna" - tłumaczy Colin Mackay.

Według sondaży ogólnokrajowych, obozy eurosceptyczny i euroentuzjastyczny idą łeb w łeb. W Szkocji zwolennicy Unii przeważają. Jest ich około 60 procent.
Informacyjna Agencja Radiowa (IAR)/Adam Dąbrowski, Edynburg/dyd




























































