REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

W Sopocie najwyższa wśród powiatów frekwencja w wyborach do PE

2014-05-27 17:55
publikacja
2014-05-27 17:55
Dodaj Bankier.pl w Google

W polskich powiatach najwyższą frekwencję w wyborach do PE - 43 proc. - zanotowano w Sopocie. Najmniejszą - niecałe 13 proc. - w powiecie elbląskim. W opinii samorządowców i politologa niska frekwencja może wynikać m.in. z braku wiary w zmiany na lepsze.

Sopot - miasto na prawach powiatu - i powiat elbląski znajdują się wprawdzie w różnych województwach, ale dzieli je raptem kilkadziesiąt kilometrów. Po ogłoszeniu przez Państwową Komisję Wyborczą oficjalnych wyników wyborów do Parlamentu Europejskiego okazało się, że te dwa powiaty znalazły się na dwóch różnych biegunach, jeśli chodzi o udział ich mieszkańców w niedzielnym głosowaniu.

Sopot, w którym frekwencja wyniosła 43,06 proc., okazał się krajowym rekordzistą wśród polskich powiatów. Tuż za nim uplasował się Kraków z 40,15 proc., dobry wynik - 38,06 proc. - uzyskała też Warszawa. Z kolei najmniej wyborców - 12,71 proc. - poszło do urn w powiecie elbląskim (woj. warmińsko-mazurskie). Na drugim miejscu w tym rankingu - z 12,75 proc. - znalazł się powiat gołdapski (woj. warmińsko-mazurskie), a dalej - krapkowicki (opolskie) z 13,12 proc. Średnia frekwencja w Polsce wyniosła 23,82 proc.

W opinii prezydenta Sopotu Jacka Karnowskiego tak wysoką frekwencję miasto zawdzięcza obywatelskiemu społeczeństwu. Sopocianie bardzo interesują się tym, co się dzieje w mieście, widać to choćby po udziale w głosowaniach nad budżetem obywatelskim. Poza tym mieszkańcy Sopotu są bardzo przedsiębiorczy i dobrze wykształceni: 25 proc. mieszkańców ukończyło studia wyższe. Sopot jest też w czołówce, jeśli chodzi o ilość pozyskanych z Unii środków w przeliczeniu na mieszkańca, więc sopocianie widzą, jakie korzyści przynosi Unia i jak ważni są ludzie, którzy nas w niej reprezentują powiedział.

Wakacje na giełdzie

Politolog, dr Jarosław Och z Uniwersytetu Gdańskiego podkreślił, że Sopot w większości wyborów uzyskiwał dobrą frekwencję. Och podzielił zdanie Karnowskiego, że wynika to z dobrego wykształcenia i wysokiego poziomu aktywności oraz odpowiedzialności obywatelskiej sopocian". Politolog ocenił też, że drugą przyczyną może być dobra współpraca samego Karnowskiego i tamtejszych urzędników z mieszkańcami.

W opinii kierownika Katedry Współczesnych Systemów Politycznych Instytutu Nauk Politycznych i Stosunków Międzynarodowych UJ prof. Marka Bankowicza, Kraków zawdzięcza wysoką frekwencję przede wszystkim temu, że równolegle z wyborami do PE w mieście odbywało się referendum dotyczące m.in. organizacji zimowych igrzysk olimpijskich w 2022 r. Jak wyjaśnił, wielu mieszkańców chciało zabrać głos w sprawie referendum, a niejako przy okazji zagłosowało w wyborach do PE.

Zdaniem Bankowicza powodem dobrej frekwencji w Krakowie był też fakt, że na małopolskich listach znalazł się bardzo dobry zestaw kandydatów, odbiegający od średniej w kraju. PO i PiS wysunęły znaczących kandydatów, a jeszcze doszły te mniejsze ugrupowania, które zgłosiły swoich liderów, jak choćby Zbigniewa Ziobro czy Jarosława Gowina - powiedział Bankowicz dodając, że znane nazwiska mogły przyciągnąć wyborców.

Z kolei wśród czynników, które determinują niską frekwencję, dr Och wymienił biedę, ubóstwo i poczucie opuszczenia przez władze. Ludzie czują się pozostawieni sami sobie, nie chcą uczestniczyć w wyborach, bo czują się rozczarowani, zirytowani. Często przypominają sobie, że w niektórych wyborach brali udział, ale ich aktywność niczego nie zmieniała. Postrzegają władzę i wybory jako rzecz, która tak naprawdę nie wywiera wpływu na ich codzienną egzystencję powiedział Och dodając, że do tego dochodzi jeszcze bardzo często rozczarowanie złożonymi, ale nie zrealizowanymi obietnicami wyborczymi.

Sławomir Jezierski - starosta powiatu elbląskiego, gdzie frekwencja była najniższa w kraju - ocenił, że dla przeciętnego Polaka Parlament Europejski i praca europarlamentarzystów jest odległa i mało interesująca. "Ludzie są przeświadczeni, że na samo tworzenie list kandydatów nie mają najmniejszego wpływu. Kandydują +spadochroniarze+, którzy ogłaszają swe plany głównie z ulotek i plakatów" - podkreślił starosta. Dodał, że powiat elbląski to głównie gminy wiejskie, gdzie wyborcy muszą wykazać się dużą determinacją, by dojechać do komisji wyborczych, aby oddać głos.

Sekretarz powiatu gołdapskiego Anna Rawinis powiedziała z kolei PAP, że niski udział mieszkańców w głosowaniu może wynikać z ich nastawienia i oceny dotyczącej w ogóle polityków. "Ludzie chyba już nie wierzą, że cokolwiek może się zmienić, dlatego nie biorą w ogóle udziału w wyborach" - oceniła. Podkreśliła, że na niski udział w wyborach może składać się także to, że wschodnie rejony województwa warmińsko-mazurskiego są słabo zaludnione oraz że wielu ludzi wyemigrowało za pracą.

Jedną z niższych frekwencji w kraju zanotowano też w powiecie krapkowickim w Opolskiem. Zdaniem dyrektora tamtejszej delegatury Krajowego Biura Wyborczego Rafała Tkacza tak mały udział mieszkańców w wyborach wynika z faktu, że na terenie powiatu krapkowickiego jest wiele gmin, których mieszkańcy - stale lub czasowo - mieszkają za granicą. Są zameldowani na Opolszczyźnie, więc wpisuje się ich na listy wyborców, ale głosować nie przyjeżdżają powiedział PAP Tkacz.

Podobną opinię wyraził sekretarz powiatu krapkowickiego Henryk Małek. Jego zdaniem wiele z osób, które wyjechały z opolskiego za granicę na stałe, nie wymeldowało się. Do domów czy bliskich przyjeżdżają raz czy dwa razy w roku, ale w spisie wyborców ciągle funkcjonują powiedział. (PAP)

aks/ ali/ kat/ rgr/ mok/ gma/

Źródło:PAP
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Wybory do Parlamentu Europejskiego 2014

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki