Portal wynagrodzenia.pl szacuje, że w 2009 r. płace wzrosną maksymalnie o 5 proc. Podwyżki będą przyznawane wybiórczo, tylko kluczowym pracownikom. Zwykle dlatego, żeby ich zatrzymać w firmie.
Podobnie uważają pytani przez nas eksperci. - Mnie się wydaje, że wzrost będzie nie większy niż 3 - 4 proc. Co i tak w sytuacji kryzysu gospodarczego byłoby doskonałym wynikiem - mówi prof. Elżbieta Kryńska, ekonomistka z Uniwersytetu Łódzkiego.
Pewni swoich podwyżek mogą być jedynie pracownicy sektora publicznego.
Nauczyciele dostaną obiecane dwie podwyżki po 5 proc. - pierwszą w styczniu, drugą we wrześniu.
Ponad 2,3 proc. dostaną pracownicy służby cywilnej.
Aż o 10 proc. wzrosną pensje policjantów, funkcjonariuszy BOR i straży granicznej.
Więcej będą zarabiać osoby, które pracują za najniższą płacę. Od 1 stycznia pensja minimalna rośnie z 1126 zł do 1276 zł.
Więcej dostaną także emeryci. Po marcowej waloryzacji ich świadczenia wzrosną o 5 proc.
Wszyscy inni mogą liczyć tylko na dobrą wolę pracodawców i na obniżkę podatków. Od stycznia są tylko dwa progi podatkowe: 18 i 32 proc. A to oznacza, że więcej pieniędzy pozostanie w naszych kieszeniach.
Na szczęście firmy, mimo kryzysu, na razie nie planują cięć wynagrodzeń. Głównie dlatego, że na gruncie polskiego prawa jest to trudne do przeprowadzenia (trzeba wręczyć pracownikowi wypowiedzenie zmieniające, a pracownik, który się na to nie zgodzi, musi odejść z pracy).
- Będą natomiast ciąć premie i bonusy - zapowiada dr Kazimierz Sedlak, szef portalu wynagrodzenia.pl. Jego zdaniem, na podwyżki nie mają co liczyć pracownicy tych sektorów, które zostaną najbardziej dotknięte kryzysem, czyli: budownictwa, branży motoryzacyjnej i finansowej. - Stracą zwłaszcza pracownicy szeregowi. Top menedżerów te kłopoty dotkną w minimalnym stopniu - mówi Sedlak.
Jeśli już ktoś dostanie podwyżkę, to raczej jej nie odczuje, bo już w styczniu Polaków czeka fala podwyżek, które znacznie podniosą koszty utrzymania.
Od kilku do kilkudziesięciu procent podrożeje woda, a o 5 proc. energia elektryczna. Trzeba także będzie więcej zapłacić za wywóz śmieci, bo zmieniła się opłata środowiskowa za utrzymanie wysypiska.
Analitycy przewidują, że o 2 proc. wzrosną też ceny żywności, zwłaszcza wieprzowiny i chleba. Z drugiej strony stanieje mleko, nabiał, owoce i drób.
Po podwyżce akcyzy więcej zapłacimy także za papierosy (o ok. 1 zł), wódkę (o ok. 1,5 zł) i piwo (o ok. 7 gr).
Nadal jednak nie powinno być większych problemów ze znalezieniem pracy. Z grudniowego "Barometru Zatrudnienia" opracowanego przez międzynarodową agencję zatrudnienia "Manpower" wynika, że w przyszłym roku co piąta firma planuje zwiększenie zatrudnienia. To jednak znacznie mniej niż przed rokiem. W II kwartale 2008 r. nabór pracowników planowała co trzecia firma w Polsce.
Najwięcej osób chce zatrudnić sektor budowlany, który już od kilku lat narzeka na niedobory pracowników i dlatego kryzys nie doprowadzi do redukcji zatrudnienia. Obronną ręką wyjdą też banki, które mimo zawirowań będą zatrudniać nowych pracowników, by pomogli klientom przebrnąć przez skomplikowaną procedurę kredytową.
Eksperci podkreślają, że firmy mogą wzmocnienie pozycji pracodawcy wykorzystać do wymiany pracowników słabych na dobrych, co pozwoli im lepiej funkcjonować na rynku.
Tak może stać się np. w handlu, gdzie nie powinno być problemów z zatrudnieniem. Ponieważ w tej branży często wynagrodzenie jest prowizyjne, możemy mieć do czynienia z innym zjawiskiem - spadkiem pensji na skutek spadku obrotów.
Zdaniem analityków, w niektórych branżach mogą się pojawić problemy ze znalezieniem pracy. Dotyczy to np. PR-owców, marketingowców i osób zajmujących się reklamą oraz zatrudnionych w firmach konsultingowych.
- Już dziś specjaliści z tych dziedzin mają kłopoty ze znalezieniem pracy. W przyszłym roku to się jeszcze nasili - mówi Dagmara Bałusz z agencji doradztwa personalnego Manpower.
Kłopoty z pracą mogą mieć także pracownicy zatrudnieni w fabrykach przy liniach produkcyjnych. - Już się nie rekrutuje pracowników na te stanowiska - twierdzi Bałusz.
Na razie nie ma powodów do obaw - uspokaja Michał Boni, szef doradców premiera Donalda Tuska i ekspert rynku pracy. Jego zdaniem, do tej pory w Polsce źle się działo, bo płace rosły szybciej niż wydajność. Teraz to się wyrówna. Problemem może być natomiast bezrobocie. - Ono na pewno wzrośnie. Ale nie sądzę, żeby było wyższe niż 10 proc - dodaje. Jest także przekonany, że zahamowanie wzrostu płac nie nastąpi z dnia na dzień. - Sądzę, że do tego może dojść dopiero w drugiej połowie roku - podsumowuje Boni.
POLSKA Gazeta Opolska
Joanna Ćwiek
































































