Problem Unii Europejskiej polega na tym, że biedny dłużnik sam musi sobie radzić z kłopotami, a za bogatego problemy rozwiązuje rząd. Parlament Europejski przekonuje, że kończą się czasy, gdy za ratowanie upadających banków płacić musieli tylko podatnicy. Pomóc w tym mają nowe regulacje UE, które wejdą w życie już najprawdopodobniej w 2016 roku. Stworzenie nowego prawa zajęło politykom aż 8 lat.
Do tej pory było tak, że jeśli instytucja finansowa miała kłopoty, to po pomoc zgłaszała się do rządu. Ten po długich negocjacjach udzielał bankom gwarancji lub robił przelew z publicznych środków. Niektóre instytucje finansowe trzeba było ratować, bo ryzyko ich upadku mogło pociągnąć za sobą o wiele gorsze konsekwencje. Kłopot polegał na tym, że odpowiedzialność za błędy scedowano na podatników.
Wartość banków pozostawała bez większych zmian – innymi słowy – właściciele tych instytucji nie ponosili strat współmiernych do tych, jakie ponosili podatnicy w danym kraju, którzy często z daną instytucją nie mieli nic wspólnego. Decyzje dotyczące ratowania banków pozornie wydawały się bezkosztowe, bo w końcu obywatele nie musieli wyciągać pieniędzy z własnych kieszeni. Jednak zapłacono za to chociażbym podwyżkami podatków, likwidacją wielu ulg lub jak kto woli – brakiem obniżek podatków.
Wierzyciele dołożą się do strat
Zgodnie z nowym prawem w pierwszymi w kolejce, by pokryć straty banku, będą właściciele oraz wierzyciele, czyli udziałowcy oraz właściciele obligacji. Nowy system nie wyklucza dokapitalizowania banków z publicznych pieniędzy, tylko wprowadza hierarchię udzielania pomocy. Autorzy tej regulacji słusznie wyszli z założenia, że zyski banków były prywatne, a straty publiczne. W czasie kryzysu UE udzieliła systemowi bankowemu prawie pomocy o wartości 4,5 bln euro w tym 600 mld euro w formie różnego rodzaju wpłat.
Zobacz także
Zgodnie z nową procedurą (od 2016 roku) właściciele obligacji w dużym skrócie - w sytuacji niewypłacalności banku – stracą swoje papiery wartościowe. Dodatkowo na banki zostanie nałożony obowiązek utrzymywania funduszu rezerwowego, który ma pokrywać straty w momencie, gdy wkład właścicieli i wierzycieli banków okaże się niewystarczający. W ciągu następnych ośmiu lat kraje należące do unii bankowej będą musiały sfinansować powstanie Jednolitego Funduszu Restrukturyzacji i Uporządkowanej Likwidacji o wartości 55 miliardów euro.

7 dni na wypłatę 100 tys. euro
Parlament Europejski wprowadzi też dodatkową ochronę depozytów. Klienci mogą być spokojni o środki w wysokości do 100 tys. euro, które w razie kłopotu banku mają być wypłacone w ciągu 7 dni. Państwa członkowskie mają tez ustalić kwotę pieniędzy niezbędną do przeżycia, która ma być wypłacana wcześniej – do pięciu dni. Ponadto wprowadzi się dodatkowe gwarancje dla depozytów o wartości 200 tys. euro, które powstały na skutek jednorazowej wpłaty związanej np. ze sprzedażą domu lub mieszkania. Te środki mają podlegać gwarancji przez 3. miesiące od momentu wpłacenia ich na rachunek.
Unia bankowa powoli staje się faktem. Jednak zasadniczym celem nowych regulacji jest uniezależnienie pomocy zagrożonym instytucjom finansowym od decyzji politycznych. Chodzi o tworzenie procedur pomocy, które mają opierać się na twardych danych, a nie na zaufaniu lub nie do polityków, którzy często podejmują decyzje o nieustalone wątpliwe kryteria.
Łukasz Piechowiak





















































