Koncerny motoryzacyjne coraz częściej wypuszczają na rynek auta, które prędzej czy później mogą zagrozić zdrowiu i życiu kierowcy. Statystyki dotyczące ubiegłego roku wskazują na kolejny rekord w liczbie samochodów, które zostały objęte kampaniami naprawczymi przez producentów. W samych Stanach Zjednoczonych ta liczba sięgnęła 51 mln sztuk.
Łączna liczba pojazdów, które zostały w 2015 roku wezwane przez producentów do naprawy w wyniku wykrycia usterek, wyniosła 51,26 mln sztuk. To o 270 tysięcy więcej niż miało to miejsce w 2014 roku – donosi „The Wall Street Journal”. To rekordowe dane odnotowane od momentu prowadzenia takich badań przez amerykańską National Highway Traffic Safety Administration, czyli od 1966 r.
Kampanie naprawcze mają olbrzymi wpływ na bezpieczeństwo zarówno kierowcy, jak i pozostałych uczestników ruchu drogowego. Producenci niejednokrotnie wzywali w ostatnich latach swoje pojazdy do usunięcia licznych, mniej lub bardziej poważnych, usterek. Problem jednak często dotyczył sytuacji, w której firmy motoryzacyjne odkrywały usterkę dopiero po wystąpieniu jej w „praktyce” i spowodowaniu szkód na zdrowiu lub życiu właścicieli samochodów.
Przeczytaj także
Nie bez kozery pozostają także relacje producentów z dostawcami poszczególnych komponentów. Prawie cały rynek motoryzacyjny został dotknięty przez wadliwe poduszki powietrzne firmy Takata. O wymianie wadliwych elementów informował wtedy m.in. koncern General Motors, Honda, Nissan czy Toyota. Pod koniec 2014 roku amerykański urząd ds. kontroli ruchu drogowego informował o prawie 8 milionach samochodów, w których zamontowano wadliwe poduszki powietrzne.
Producenci jednak nie zawsze spieszą do przyznania się do winy i co najważniejsze, szybkiej naprawy problemu w celu uniknięcia niepotrzebnych wypadków. Głośną sprawą tego typu był wyrok w sprawie General Motors, które przedłużało przeprowadzenie napraw poważnej awarii zapłonu, która przyczyniła się do co najmniej 174 zgonów. Za zwłokę w naprawie 2,4 miliona aut, koncern GM zapłacił 900 mln dolarów kary.



























































