Specjalne biuro w Departamencie Stanu USA będzie rozdawać granty w Europie, by wpłynąć na politykę wewnętrzną państw i wspierać poglądy bliskie prezydentowi Donaldowi Trumpowi; może to prowadzić do legitymizacji grup skrajnie prawicowych - ocenił w poniedziałek magazyn „Foreign Policy”.


Departament Stanu ogłosi wkrótce, że będzie przyznawać granty europejskim podmiotom za pośrednictwem Biura ds. Demokracji, Praw Człowieka i Pracy (DRL), które dawniej odpowiadało za promowanie demokracji w takich krajach jak Kuba, Iran, czy Rosja. Środki, jakie rozdysponuje resort, będą przynajmniej w części przeznaczone na „przekształcanie polityki wewnętrznej w Europie” - wyjaśnił magazyn.
Za program ten odpowiadać będzie wiceszef biura, 27-letni Samuel Samson, którego kariera zaczęła się w organizacji American Moment, powiązanej z wiceprezydentem J.D.Vance'em. Nie wiadomo, jakimi funduszami dysponuje DRL obecnie, ale w ubiegłym roku jego budżet wynosił 205,2 mln dolarów.
Samson zasłynął jako autor opublikowanego w maju 2025 r. bardzo krytycznego eseju na temat Europy, którą opisał jako „gniazdo cyfrowej cenzury, masowej imigracji, ograniczania religijnej wolności i licznych ataków na demokratyczne samostanowienie” - przypomniał „FP”.
Podróże zagranicznie Samsona i jego spotkania w Waszyngtonie dają pojęcie o tym, jakie formacje polityczne mogą liczyć na wsparcie; w Austrii, Czechach i na Słowacji wiceszef DRL spotykał się z „sojusznikami podzielającymi poglądy” administracji Trumpa. We Francji usiłował interweniować w sprawie przywódczyni tamtejszej prawicy Marine Le Pen, która została skazana za defraudację środków unijnych. Samson ocenił, że jest to „przykład politycznych represji”.

Do Wielkiej Brytanii udał się specjalnie na spotkanie z szefem populistycznej partii Reform UK Nigelem Farage'em, a w USA rozmawiał z deputowanymi ze skrajnie prawicowej niemieckiej formacji AfD - wyliczył magazyn.
Rzecznik Departamentu Stanu zapewnił, że biuro nie będzie finansować partii politycznych, ale anonimowy rozmówca „FP” wyjaśnił, iż choć specjalna ustawa (Foreign Assistance Act) zabrania resortowi dyplomacji wpływania na wynik wyborów za granicą, to jednak można ten przepis ominąć, przekazując pieniądze istniejącym think tankom, czy specjalnie utworzonym ośrodkom.
Część ekspertów uważa, że z uwagi na spadającą popularność administracji Trumpa w Europie zabiegi takie nie przyniosą rezultatów. Inni politolodzy sądzą jednak, że amerykańskie wsparcie finansowe dla partii bliskich programowo Trumpowi może okazać się całkiem skuteczne - podsumował magazyn.(PAP)
fit/ rtt/































































