Poniedziałkowa sesja przyniosła kontynuację zwyżek na nowojorskich giełdach. Inwestorzy najwyraźniej zlekceważyli nowe groźby prezydenta Trumpa i uznali, że kolejne TACO jest już w drodze. Ton zwyżkom nadawał mocno ostatnio przeceniony sektor IT.


Jeśli ktoś oczekiwał nerwowej reakcji rynków na fiasko weekendowych negocjacji USA z Iranem, to się mocno rozczarował. Nie dość, że amerykańska delegacja z wiceprezydentem JD Vancem na czele opuściła Islamabad z niczym, to jeszcze prezydent Donald Trump zagroził blokadą irańskich portów i wstrzymanie eksportu ropy naftowej z tego kraju. Ropa początkowo drożała o ponad 7%, ale później skala zwyżki zmalała do „zaledwie” 3% i udało się zejść poniżej psychologicznego poziomu 100 USD za baryłkę.
Ale inwestorzy z Wall Street od mniej więcej dwóch tygodni zdają się w ogóle nie przejmować ani sytuacją na Bliskim Wschodzie, ani zagrożeniem stagflacją wynikającą z największego w historii kryzysu naftowego. Rynek najwyraźniej jest przekonany, że znów podadzą nam TACO (ang. Trump Always Chickens-Out) – czyli że prezydent USA znów „wymięknie” i szybko zdeeskaluje konflikt w Zatoce Perskiej. Tak samo jak rok temu zrobił to z cłami, które finalnie okazały się znacznie niższe, niż początkowo zapowiadał.
Te rachuby już od dwóch tygodni ciągną w górę wyceny akcji na Wall Street. W poniedziałek S&P500 urósł o równe 1,00% i dotarł na wysokość 6 886,24 pkt. Nasdaq Composite zwyżkował o 1,23%, osiągając wartość 23 183,74 pkt. Dow Joesn dodał 0,63% i zameldował się na pułapie 48 218,25 pkt.

Oficjalnie poniedziałkową zwyżkę tłumaczono kolejną wypowiedzią amerykańskiego prezydenta. Donald Trump uznał, że Iran „bardzo chce” zawrzeć umowę (i dlatego odszedł od stołu – logiczne). Zatem mamy klasyczny „trumpowski schemat” – dwa kroki eskalacji i jeden krok wstecz. Czas jednak gra na korzyść Teheranu. Przez Cieśninę Ormuz nie pływają tankowce (a przynajmniej pływa ich ok. 90% mniej niż przed marcem ’26), światu grożą niedobory paliw, a w USA nieuchronnie zbliżają się wybory środka kadencji (ang. midterms).
A inwestorzy zdają się uważać, że nie ma problemu tak długo, jak ropa kosztuje mniej niż 100 USD za baryłkę (przynajmniej na giełdowych wyświetlaczach, bo ceny na rynku fizycznym bywają znacznie wyższe, przed weekendem przekraczając 130 USD za baryłkę). Czas pokaże, czy ten optymizm nie okaże się mocno przesadzony.
Tymczasem uwaga Wall Street w najbliższych dniach może się skoncentrować na korporacyjnych raportach finansowych za I kwartał. Sezon wynikowy rozpoczął bank Goldman Sachs. I choć jego rezultaty (jak zwykle) przebiły rynkowy konsensus, to akcje Goldmana i tak potaniały o prawie 2%. – Nie widzimy, aby rynek specjalnie zwracał uwagę na dobre wyniki. To z powodu perspektyw wyższej inflacji, słabszego wzrostu gospodarczego i tego, że Fed może być zmuszony do utrzymania stóp przez długi, długi czas – stwierdził Peter Cardillo, główny ekonomista rynkowy w Spartan Capital Securities cytowany przez agencję Reuters.
Wyróżnikiem poniedziałkowej sesji były za to silne zwyżki cen akcji firm informatycznych. Notowania Oracle poszły w górę o ponad 12%, a notowania Salesforce, Adobe czy Accenture wzrosły po 6-7%. To odbicie po trwających od tygodni mocnych spadkach wywołanych obawami o przyszłość tradycyjnej branży IT w dobie algorytmów AI, które same potrafią pisać coraz bardziej zaawansowany kod.
KK































































