Cena najaktywniejszego na Londyńskiej Giełdzie Metali trzymiesięcznego kontraktu na dostawę tony metrycznej miedzi podskoczyła dziś o 245 USD (3%) do 8315 USD. Po raz pierwszy w historii notowania miedzi przekroczyły 8000 USD nie dalej niż wczoraj. Od początku roku surowiec podrożał już o 89%.
Poważny cios znerwicowanym inwestorom zadał dziś codzienny raport LME o stanie komercyjnych zapasów czerwonego metalu. Jak się okazało, ich poziom obniżył się dziś najbardziej od pięciu tygodni - o aż 2%. Zapasy wykorzystywane są do łatania dziur w podaży, gdy dostawcy nie są w stanie zaspokoić popytu na surowiec.
Na ostatnie horrendalne zwyżki cen metali wielki wpływ ma rosnące szybko zapotrzebowanie ze strony funduszy inwestycyjnych, które szukają na rynkach surowców większych niż np. na rynkach akcji stóp zwrotu.
Z szacunków grupy Bloomsbury Minerals Economics Ltd. wynika, że tego typu spekulacyjni inwestorzy mogą być w tej chwili w posiadaniu kontraktów opiewających łącznie na nawet 465 tysięcy ton miedzi - byłoby to ponad trzykrotnie więcej niż wynosi łączny poziom zapasów surowca na giełdach w Londynie, Nowym Jorku i Szanghaju.
Inwestorów z równowagi wyprowadzają dodatkowo napływające z różnych stron świata coraz to nowe doniesienia o zakłóceniach podaży. Z powodu akcji protestacyjnych pracowników problemy z utrzymaniem wydobycia miedzi ma obecnie m. in. kompania Grupo Mexico S.A.
BaP

































































