REKLAMA

„To są relikwie, nie zabytki”. Spór o przedmioty osobiste ofiar Rzezi Wołyńskiej

2026-08-29 06:09, akt.2026-08-29 11:08
publikacja
2026-08-29 06:09
aktualizacja
2026-08-29 11:08
Dodaj Bankier.pl w Google

Odnalezienie szczątków 55 ofiar UPA w Woli Ostrowieckiej dało nadzieję na przyspieszenie prac na Wołyniu. Eksperci zwracają jednak uwagę, że do rozwiązania pozostaje wiele kwestii - zezwoleń, miejsc pochówku, finansowania kolejnych działań czy losów artefaktów odnajdywanych przy ofiarach.

„To są relikwie, nie zabytki”. Spór o przedmioty osobiste ofiar Rzezi Wołyńskiej
„To są relikwie, nie zabytki”. Spór o przedmioty osobiste ofiar Rzezi Wołyńskiej
fot. Vladyslav Musiienko / /  Reuters / Forum

Tegoroczne ekshumacje w dawnej wsi Wola Ostrowiecka trwały kilka tygodni między lipcem a sierpniem. W tym czasie interdyscyplinarny zespół Biura Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej podjął szczątki 55 ofiar rzezi wołyńskiej (w tym 26 dzieci). Najwięcej, bo 48 osób, znaleziono w dole śmierci na terenie dawnego gospodarstwa Aleksandra Strażyca. Wcześniej, w 1992, 2011 oraz 2015 roku w najbliższej okolicy odnaleziono, ekshumowano i godnie pochowano szczątki 674 osób. Według listy ofiar sporządzonej przez historyków wciąż pozostaje do odnalezienia ok. 300 osób. Na 30 sierpnia zaplanowano uroczystości pogrzebowe. Możliwe, że przy tej okazji wyartykułowane zostaną deklaracje dotyczące kolejnych badań na terenie Ukrainy.

Wszystkie dotychczasowe badania w tym miejscu łączą się z osobą dr. Leona Popka z lubelskiego oddziału IPN, członkowie jego rodziny zostali bestialsko zamordowani 30 sierpnia 1943 roku. W środowisku Kresowian uchodzi za autorytet, dlatego bardzo mocno wybrzmiały jego słowa z lipca br., kiedy powiedział, że w obecnej sytuacji ekshumacje na Wołyniu to kwestia kilkuset lat. Badaczowi chodziło o to, że w br. do ekshumacji ofiar UPA doszło jedynie w Puźnikach i Woli Ostrowieckiej. Tymczasem szacunki mówią nawet o kilku tysiącach miejsc mordu sprzed osiemdziesięciu lat. Popek wywołał dyskusję na temat tempa tych prac, w tym samym czasie strona ukraińska zadeklarowała otwartość do organizacji kolejnych poszukiwań.

Obecnie w Kijowie jest czternaście wniosków Instytutu Pamięci Narodowej, które czekają na rozpatrzenie - poinformował wiceprezes IPN dr Karol Polejowski, podczas konferencji 28 lipca, która odbyła się przy cmentarzu w Ostrówkach.

Skomplikowane procedury i 14 wniosków w Kijowie

Strona ukraińska wymaga, aby na każdy etap prac składane były trzy osobne wnioski - tj. dotyczące poszukiwań, następnie ekshumacji, a na koniec pochówku. Mówiąc o czternastu wnioskach wiceprezes IPN zaznaczył, że niektóre z pozwoleń dotyczą większej liczby lokalizacji. Instytucja od lat współpracuje z wieloma specjalistami, ma spore doświadczenie w tym zakresie. Jeszcze w lipcu Polejowski deklarował, że wszystkie pozytywnie rozpatrzone wnioski będą realizowane.

- My jesteśmy instytucją państwa polskiego, a więc liczymy na pomoc, wsparcie również ze strony innych instytucji państwa polskiego. My te wnioski systematycznie, sukcesywnie będziemy realizować - powiedział Polejowski.

Wakacje na giełdzie

Rzecznik prasowy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego Piotr Jędrzejowski przekazał PAP, że wszystkie prace na Wołyniu prowadzone są przez mieszane, polsko-ukraińskie zespoły. To specjaliści z zakresu archeologii, antropologii i medycyny sądowej. Podkreślił, że „ponieważ miejsc, w których dokonano zbrodni jest wiele, proces ekshumacyjny będzie długotrwały”.

„Kolejne prace będą prowadzone zarówno przez Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN (...), jak i przez inne podmioty posiadające odpowiednie zezwolenia, kwalifikacje i doświadczenie. Harmonogram prac jest ustalany na bieżąco i jest warunkowany przez wiele czynników, m.in. złożone wnioski o wydanie zezwoleń na przeprowadzenie prac, postęp w badaniach historycznych nad poszczególnymi miejscami zbrodni, warunki terenowe, możliwości czasowe polskich zespołów badawczych oraz sytuację bezpieczeństwa na Ukrainie” - przekazał PAP Piotr Jędrzejowski z MKiDN.

Brak kwater na pochówki i luki w prawie. Dr Leon Popek ostrzega przed kolejnym problemem na Wołyniu

Jak udało się nieoficjalnie ustalić PAP, IPN jest w stanie przeprowadzić kilkanaście prac ekshumacyjnych w skali roku. Jędrzejowski z MKiDN podkreśla, że IPN wykonuje swoje prace według własnego budżetu. MKiDN może zapewnić finansowanie w ramach programu „Miejsca pamięci narodowej za granicą”. W wyniku ostatniego naboru trzy wnioski dotyczące poszukiwań uzyskały wsparcie po 180 tys. zł (pula całego programu wyniosła ok. 6,6 mln zł, dofinansowano łącznie 26 różnych projektów związanych z miejscami pamięci poza granicami kraju). Poszukiwania to jednak istotny, ale nie najdroższy etap prac. Najwięcej kosztują prace archeologiczne, w trakcie których szczątki są odsłaniane, badane przez specjalistów i dokumentowane. Koszty są jednak trudne do oszacowania. To nie tylko kilkutygodniowa praca całego zespołu, ale także opracowanie wyników badań. Jedna próbka DNA kosztuje kilka tysięcy złotych, ale IPN pobiera je od każdej z ofiar. Łącznie setki tysięcy, jeśli nie miliony złotych dla każdego miejsca kaźni sprzed lat.

Zasady polsko-ukraińskiej współpracy reguluje umowa z 1994 roku. Dr Leon Popek zwrócił uwagę na fakt, że ma ona sporo wad. Nie jest m.in. doprecyzowane, gdzie mają mogą zostać pochowane osoby, których szczątki zostaną podjęte w trakcie ekshumacji. W Woli Ostrowieckiej problemu nie było, bo obok zachował się dawny cmentarz parafialny. Przy kolejnych ekshumacjach może on się jednak pojawić.

- Nie ma wyznaczonych takich miejsc. Ja myślę, że perspektywicznie powinniśmy wyznaczyć. I coś takiego zrobiliśmy osiem lat temu. Objeździliśmy tereny Wołynia, wyznaczyliśmy sześć miejsc, które logistycznie spełniają takie warunki. Po pierwsze są to dawne cmentarze rzymskokatolickie, teren jest ogrodzony, posprzątany. Nawet miejscowi Ukraińcy i miejscowi Polacy dbają o te tereny. I można by tam wyznaczyć kwatery pod pochówki. Ale w dalszym ciągu nie ma to przełożenia (na konkretną umowę) - ostrzega Popek.

Gdzie powinny spocząć ofiary zbrodni wołyńskiej? Stanowisko MKiDN i IPN

Z umowy z 1994 roku wynika, że wszelkie prace muszą się odbywać w oparciu o lokalne prawo - w tym wypadku ukraińskie. Instytucją odpowiedzialną za realizację umowy po polskiej stronie jest Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.

„W opinii Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochówki powinny następować tam, gdzie zamieszkiwały ofiary zbrodni wołyńskiej. Pozwala to zachować pamięć o ofiarach w miejscach, z którymi były związane, i odpowiada woli ich rodzin. Tak było m.in. w przypadku Puźnik, gdzie wyraźnym życzeniem rodzin było, aby ekshumowane szczątki spoczęły na okolicznym cmentarzu. Pochówki powinny mieć charakter indywidualny dla każdej ekshumowanej ofiary” - deklaruje Piotr Jędrzejowski z MKiDN.

O kwestii pochówków ofiar UPA wypowiadał się też wiceprezes IPN, który podkreślił, że respektowane jest w tej kwestii miejscowe prawo.

- My tutaj nie podejmujemy samodzielnych decyzji, jednak jesteśmy na terytorium państwa ukraińskiego. Ale naszym celem jest to, aby ci, których odnajdujemy, identyfikujemy, spoczęli w poświęconej ziemi. Najczęściej oczywiście, tak jak ma to miejsce w różnych częściach Ukrainy, będą to pewnie miejsca, kwatery wydzielone na istniejących już cmentarzach - powiedział Polejowski.

Ukraińskie prawo zatrzymuje medaliki i obrączki ofiar z Wołynia

Innym problemem, na który zwraca uwagę dr Leon Popek, są podejmowane w trakcie ekshumacji zabytki. To najczęściej medaliki, krzyżyki, obrączki, czy inne drobne przedmioty osobiste.

W świetle tej umowy te przedmioty trafią do magazynu jakiegoś muzeum ukraińskiego. Chcę to wyraźnie podkreślić: dla nas, rodzin pomordowanych, są to relikwie, są to świętości - powiedział PAP dr Popek. - Tymczasem nikomu niepotrzebne będą niszczały w jakimś magazynie, w muzeum ukraińskim - dodał.

Zdaniem Popka, tego typu przedmioty powinny trafiać w pierwszej kolejności do rodzin ofiar. W drugiej - do polskich placówek muzealnych. Wymienił m.in. powstające w Chełmie Muzeum Pamięci Ofiar Rzezi Wołyńskiej, czy Muzeum Ziem Wschodnich Dawnej Rzeczypospolitej w Lublinie. Przedstawiciel MKiDN potwierdza, że w myśl obowiązującej umowy, przedmioty z wykopalisk muszą zostać na Ukrainie.

„Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego dopuszcza możliwość prowadzenia rozmów ze stroną ukraińską w celu przewiezienia do kraju artefaktów w przypadku ich znalezienia podczas kolejnych ekshumacji” - przekazał rzecznik ministerstwa.

Kwestia ta została zauważona przez polski IPN. W lipcu w Ostrówkach wiceprezes instytucji podkreślał, że jest to „element, który też jest istotny z punktu widzenia polskiej historii”.

- My staramy się uzyskać zgodę władz ukraińskich na to, aby artefakty wydobywane przy szczątkach mogły zostać przewiezione do Polski. Aby mogły one trafić do rodzin, dla których bardzo często to są jedyne pamiątki po przodkach, którzy zginęli - mówił Polejowski.

„Patrzymy sobie na ręce”. Dlaczego ekshumacje na Wołyniu są trudniejsze niż poszukiwania żołnierzy niemieckich?

Ekshumacje ofiar zbrodni wołyńskiej to dla Polaków temat szczególny, ale ekshumacje wojenne nie są niczym niecodziennym. Problemem w przypadku Wołynia było wieloletnie blokowanie prac przez stronę ukraińską. Jeśli obecny trend zostanie utrzymany, to prace będą mogły ruszyć w szybszym tempie. Przykład ekshumacji żołnierzy niemieckich (ale nie tylko) na terenie Polski pokazuje, że podobna współpraca jest możliwa. Tutaj za poszukiwania odpowiada zespół badawczy Pracowni Badań Historycznych i Archeologicznych POMOST - organizacji finansowanej przez Volksbund, niemiecki odpowiednik IPN-u. Reprezentujący ją archeolog dr Marcin Michalski przekazał PAP, że od początku swojej działalności odnalazła ona szczątki ponad 25 tys. ofiar II wojny światowej różnej narodowości.

„Różnica jest taka, że my pracujemy zupełnie samodzielnie (bywają lata, że w ogóle nie spotykamy się z Niemcami, a jeśli już, to czysto kurtuazyjnie), a w Ukrainie obie strony działają jednocześnie, patrząc sobie na ręce” - przekazał PAP dr Marcin Michalski z POMOST-u.

Z wielu powodów powierzenie prac ekshumacyjnych na Wołyniu wyłącznie ukraińskim specjalistom wydaje się niemożliwe. Są jednak inne kwestie, które w przypadku współpracy Polski i Niemiec zostały rozwiązane, a które w przypadku ekshumacji na Wołyniu mogą być drażliwą kwestią. Chodzi m.in. o miejsca wtórnego pochówku - na terenie Polski zorganizowano kilkanaście takich miejsc, gdzie chowane są szczątki żołnierzy Wehrmachtu, SS, czy Volkssturmu. Michalski podkreślił, że jeśli chodzi o ekshumacje ofiar zbrodni UPA „brakuje zrozumienia, zaufania i odpowiedniego systemu”.

Kolejną różnicę widać w przypadku znajdywanych podczas ekshumacji przedmiotów.

Nie znalazłem w umowie polsko-ukraińskiej zapisu, który nakazuje pozostawienie przedmiotów w tamtejszych muzeach. Podejrzewam, że jest to wynik działania przepisów odrębnych. W przypadku naszych prac jest to dokładnie opisane w porozumieniu i wygląda następująco: przedmioty identyfikujące (nieśmiertelniki, biżuteria z grawerunkiem personalnym, dokumenty i dewocjonalia) trafiają do Niemiec, natomiast wszystkie inne rzeczy zostają w Polsce. Volksbund zasadniczo przechowuje te przedmioty i jedynie na wniosek rodzin je wydaje. To, co pozostaje u nas, staramy się przekazywać do lokalnych muzeów, które są najbliżej (geograficznie i tematycznie) grobów przez nas badanych” - opisuje dr Michalski.

Prace ekshumacyjne prowadzone na przełomie lipca i sierpnia w Woli Ostrowieckiej były szeroko relacjonowane przez media. Wzbudziły ogromne zainteresowanie, padały deklaracje o przyspieszeniu prac w przyszłości. Kolejne ich odsłony będą wymagały nie tylko nakładów finansowych i zaangażowania wielu instytucji, ale także rozmów ze stroną ukraińską dotyczącą zasad współpracy.

Michał Torz (PAP)

mt/ dki/

Źródło:PAP
Tematy
Tanie konto firmowe na lata. Najlepsze oferty w długiej perspektywie
Tanie konto firmowe na lata. Najlepsze oferty w długiej perspektywie

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Relacje Polska-Ukraina

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki