Kosztowne tankowanie
- Flotylla naszych siedmiu kutrów odłowiła już około 65 procent przypadających w tym roku limitów połowowych dorszy - mówi Romualda Białkowska, dyrektor Przedsiębiorstwa Połowów i Usług Rybackich Szkuner we Władysławowie. - Będziemy łowić te ryby do 15 czerwca, gdy zacznie obowiązywać okres ochronny i wznowimy połowy 15 września. W tym roku wyniki połowowe były znacznie lepsze od ubiegłorocznych, na co zapewne wpływ miało zmniejszenie polskiej floty rybackiej. Jest jednak inny problem -ceny ryb są takie same od wielu lat. Gdy chodzi o dorsza, to ceny zależą od kursu euro, bo większość tych ryb, w postaci mrożonych filetów, jest eksportowana do krajów Unii Europejskiej. Podrożał jedynie bałtycki łosoś, ale tylko z powodu jego niedostatku, który wynika z bardzo małych połowów. Dyrektor Białkowska zaznacza, że zwiększają się koszty utrzymania kutrów. Tankują one jednorazowo po 15 ton paliwa. Stanowi to więc duży wydatek. Łącznie wzrost kosztów eksploatacji kutrów, w stosunku do ubiegłego roku, wynosi około 30 procent.
Dorsze w kilku skrzynkach
- Sytuacja rybaków bałtyckich jest coraz gorsza - potwierdza Władysław Marzec, współwłaściel kutra „ZAG - 27”, bazującego w Gdańsku Górkach Zachodnich. - Armatorów nie stać na wypełnienie drożejącym paliwem całych zbiorników. A żeby dojść na łowisko dorszowe z Gdańska czy Gdyni trzeba płynąć kilka godzin i zużyć wiele paliwa. Zdarza się, że zdołamy odłowić zaledwie kilka skrzynek dorsza albo z powodu pogorszenia warunków pogodowych nie podejmujemy połowów i wracamy. Oprócz paliwa, w ostatnim czasie o 100 procent zdrożał sprzęt połowowy, w tym sieci. Sam kuter trzeba okresowo remontować, a także często usuwać na nim awarie, których nie brakuje. Są to dodatkowe, niemałe koszty - dodaje Marzec.
NaszeMiasto.pl
Jacek Sieński
Źródło:NaszeMiasto.pl




























































