Nawet o 60 proc. zmniejszyła się oferta mieszkań na wynajem w największych polskich miastach. Wraz z wyraźnie spadającą podażą wystrzeliły ceny, co przy obserwowanych w ciągu ostatniego roku podwyżkach może przełożyć się na historyczne maksima. Zwiększony popyt na rynku generują przede wszystkim obywatele Ukrainy uciekający przed rosyjską inwazją.


Niedawne przewidywania ekspertów zajmujących się rynkiem nieruchomości związane z wpływem inwazji Rosji na Ukrainę i zmierzającej do Polski fali uchodźców zaczęły spełniać się wyjątkowo szybko. Jak wynika z danych banku PKO BP, w ciągu ostatnich dwóch tygodni liczba dostępnych ofert mieszkań na wynajem w największych polskich miastach zmniejszyła się od kilkunastu do ponad 60 procent. Równolegle dwucyfrowy wzrost dotknął średnie ceny ofertowe.
Kurcząca się oferta
Zgodnie z tymi danymi najmocniej – o ponad 60 proc. – w ciągu ostatnich dwóch tygodni skurczyła się oferta mieszkań na wynajem we Wrocławiu. O ok. 60 proc. mniej ogłoszeń dotyczących najmu można było znaleźć w Krakowie i Zielonej Górze. Spadek o 40 proc. zanotowano z kolei w Lublinie, Gdańsku, Warszawie, Rzeszowie i Łodzi.
Na podobne tendencje wskazują także dane portalu domiporta.pl, z których wynika, że liczba dostępnych ofert mieszkań na wynajem w ciągu trzech tygodni, pomiędzy 19 lutego a 12 marca, zmniejszyła się od 25 proc. w Warszawie do ponad 50 proc. we Wrocławiu, Lublinie i Krakowie.
Pytania głównie od Ukraińców
Kurcząca się oferta i rosnące stawki związane są w głównej mierze z napływem uchodźców z Ukrainy, którzy uciekają przed rosyjską inwazją. Według Straży Granicznej w ciągu niespełna trzech tygodni wojny (do 16 marca) do polską granicę przekroczyło ponad 1,9 mln obywateli Ukrainy.

Zwiększony popyt na rynku najmu ze strony obywateli Ukrainy potwierdzają także agenci nieruchomości.
– Zapytań o mieszkania na wynajem jest ponad dwukrotnie więcej niż jeszcze na początku lutego, choć pamiętajmy, że luty i marzec zwykle wiązały się także z przeprowadzkami studentów związanymi ze zmianą semestrów. O ile jednak w pierwszej połowie lutego pytania o oferty kierowali do nas głównie studenci, o tyle już pod koniec lutego zaczęło spływać więcej pytań od obywateli Ukrainy – zauważa Dominika Podsiadło, pośredniczka z wrocławskiego biura Andom Nieruchomości.
Jak dodaje, wówczas mieszkań szukali jednak nie uchodźcy, a obywatele Ukrainy pracujący w Polsce.
– Z naszych obserwacji wynika, że tuż przed wybuchem wojny i w jej pierwszych dniach pojawiały się pytania od obywateli Ukrainy szukających mieszkań dla członków swoich rodzin i znajomych, którzy mieli w planach przyjazd do Polski. W pierwszych tygodniach marca pojawili się już sami uchodźcy – komentuje agentka nieruchomości.
Rosnący popyt winduje stawki
Wraz z lawinowo rosnącym popytem rosną także średnie stawki ofertowe dyktowane przez wynajmujących. Jak wynika z danych PKO BP, za mieszkania w tzw. nowym budownictwie w ciągu ostatnich dwóch tygodni wzrosły one mocniej niż przez ostatnie dwanaście miesięcy.
Również w tym przypadku skala zjawiska najmocniej uwidoczniła się we Wrocławiu, gdzie średnie oczekiwania wynajmujących wzrosły w ciągu ostatnich dwóch tygodni o 33 proc. Tymczasem jeszcze w lutym średnia stawka ofertowa była wyższa w relacji rocznej o 17 proc.
Podwyżka średnich oczekiwań wynajmujących o co najmniej 20 proc. miała miejsce także w Krakowie, Poznaniu i Łodzi. W pozostałych spośród ośmiu największych polskich miast (Warszawie, Gdańsku, Szczecinie i Katowicach) średnie stawki ofertowe wzrosły w ciągu ostatnich dwóch tygodni o co najmniej 15 proc.
Jedynie średnie ceny ofertowe w Gdańsku rosły w ostatnich dwóch tygodniach wolniej (+15 proc.) niż w relacji rocznej, porównując luty 2022 r. do lutego 2021 r. (+23 proc.).
Rok z rynkiem wynajmujących
Choć jego skala i tempo może budzić obawy chcących wynająć mieszkanie, wzrost stawek na rynku najmu nie jest jednak niczym nowym. Te rosną od ponad roku, co sprawia, że w skali roku podwyżki sięgają 20 proc.
Jak wynika z danych Bankier.pl udostępnionych przez serwis nieruchomości Otodom, w styczniu w dwucyfrowym tempie w relacji rocznej rosły zarówno średnie ceny ofertowe dyktowane za najmniejsze kawalerki (poniżej 35 mkw.), większe mieszkania o powierzchni od 38 do 60 mkw., jak i lokale o powierzchni od 60 do 90 mkw.
W ostatnim przypadku najmocniejsze wzrosty zanotowano we Wrocławiu i w Warszawie i wyniosły one odpowiednio 25 i 22 proc., co oznacza, że nominalnie wynajmujący oczekiwali o blisko 700 zł/m-c i 900 zł/m-c więcej niż w styczniu 2021 r. W Warszawie średnia cena ofertowa dyktowana za mieszkania o powierzchni od 60 do 90 mkw. była najwyższa w historii pomiarów i wyniosła 4923 zł/m-c, po raz pierwszy tak znacząco zbliżając się do psychologicznej bariery 5000 zł/m-c.
Jak zauważa cytowana już Dominika Podsiadło, stawki notowane za największe mieszkania mogą wzrosnąć jeszcze mocniej.
– Cały czas, a w ciągu ostatnich tygodni jeszcze mocniej, rośnie popyt na duże – ponad 70-metrowe mieszkania. Zapytań o takie metraże jest coraz więcej, głównie ze strony obywateli Ukrainy. W kilku przypadkach pytania dotyczyły zakwaterowania nie jednej, a co najmniej dwóch rodzin. Z jednej strony to znacznie bardziej ekonomiczne rozwiązanie od wynajmu dwóch czy trzech kawalerek, z drugiej jednak współpracujący z nami właściciele mieszkań zaczęli podnosić czynsze, ponieważ większa grupa lokatorów to jednocześnie większe ryzyko – zdradza Dominika Podsiadło.
Jak jednak dodaje, podwyżki stosowane przez właścicieli chwilowo pustych mieszkań mają także podnoszone przez spółdzielnie i zarządców czynsze.
Rynek najmu a rynek sprzedaży mieszkań
W opinii Jarosława Jędrzyńskiego, eksperta portalu RynekPierwotny.pl, wpływ pojawienia się uchodźców na rynek sprzedaży mieszkań będzie znikomy w porównaniu z sytuacją na rynku najmu. Uciekający przed wojną nie będą bowiem zbyt szybko gotowi na kupno mieszkania w innym kraju, nawet jeśli odłożyli wcześniej gotówkę.
– Jeśli napływ uchodźców z Ukrainy miałby wzmóc popyt na rynku sprzedaży mieszkań, to wzrost obserwowany byłby jednak nie wśród uchodźców, a inwestorów wykorzystujących wzmożony ruch na rynku najmu. To z kolei może doprowadzić do dalszego nasilonego względem poprzednich miesięcy wzrostu stawek – zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym – analizuje Jarosław Jędrzyński.
– Jeżeli ten dość prawdopodobny scenariusz przyśpieszenia koniunktury na rodzimym rynku wynajmu i wzrostu jego rentowności ulegnie materializacji, pociągnie to za sobą wzrost popytu na mieszkania ze strony inwestorów indywidualnych oraz funduszy PRS. Do tego poważny nawis podażowy nowych mieszkań nabytych w ostatnich latach spekulacyjnie z zamiarem odsprzedaży z zyskiem, także w dużej części może zmienić przeznaczenie na wynajem długoterminowy – dodaje.
































































