REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Sztuka przetrwania, czyli rzecz o waletowaniu

2007-09-28 09:30
publikacja
2007-09-28 09:30
Ciężko określić, ilu naprawdę ich jest. Mieszają się z prawowitymi mieszkańcami domów studenckich, a niektórzy uzyskują nawet status legalnego lokatora. Jedni zamieszkują w akademiku przez tydzień, inni przez całe lata. Przeczytaj o waletach w krakowskich akademikach.

Akademik – prawdziwe skupisko studentów i drugi dom dla wielu żaków. Czasem jednak zamienia się w quasihotel, a tzw. waleci przenikają się z prawowitymi mieszkańcami.

"Dziewczyna przyszła i zapytała, czy jej chłopak nie mógłby zostać u nas na jakiś tydzień, dopóki nie znajdzie nowego mieszkania. Tydzień zamienił się w miesiąc."
fot. Marcin Biodrowski
Waletów można podzielić na tymczasowych i stałych. Ci pierwsi nocują w akademiku sporadycznie – korzystają z gościnności kolegów po małej imprezie, która troszkę się przedłużyła albo ze względu na zaoczny tryb studiów zjawiają się co dwa tygodnie na weekend. Można tak określić również kogoś, kto przyjechał w odwiedziny do brata, siostry lub znajomych. Typ stały jest już w zasadzie mieszkańcem domu studenckiego, tyle że nie do końca prawowitym.

Można też przyjąć podział ze względu na stopień legalności pobytu w akademiku i rozróżniać waleta legalnego, półlegalnego i nielegalnego. Pierwszy pojawia się bardzo rzadko. Głównie dlatego, że nie we wszystkich akademikach regulaminy przewidują możliwość zdobycia takiego statusu. W tym przypadku zyskuje się bowiem kartę mieszkańca, która gwarantuje swobodne wejścia bez obawy, że ochroniarz albo portier powstrzyma próbę wtargnięcia na teren domu studenckiego. Do zalegalizowania pobytu potrzebna jest wyłącznie zgoda mieszkańców danego pokoju. Jednocześnie trzeba uiszczać comiesięczne opłaty. Są one niższe niż stawka dla zwyczajnego mieszkańca, ale wystarczają, by powstrzymywać od legalizowania swojego statusu.

Walet legalny

Paweł na waleta mieszka już ponad pół roku, zdecydowały o tym względy finansowe.

– Mam status legalnego waleta, tzn. UJ płaci za to, że ich wyzyskuję – mówi. – Rok temu poznałem kolesia, zamieszkiwaliśmy legalnie, teraz dalej mieszkamy, ale on nie waletuje. Jest zbyt pożądny.

W swoim akademiku Paweł zna osiem osób o statusie waleta. Wierzy, że jemu uda się mieszkać tak przez najbliższe parę lat. Niektórzy studenci już teraz mówią mu, że jest weteranem.

– Trzeba znać przepisy, w których są luki. Przyjeżdżając do Krakowa, byłem studentem uczelni warszawskiej. Miałem status studenta. Od tego zaczyna każdy walet, ale przecież często jest tak, że twoja kariera na studiach szybko gaśnie – opowiada. – Idzie się do kierowniczki, niektórzy kupują kwiaty, inni zauważają jej nowy pierścionek, który dostała od męża 40 lat temu. Zależy, jaką się lubi technikę. Ja byłem szczery. Kierowniczka jest bardzo ludzka. Zasugerowała mi, żebym zamieszkał na waleta z kumplem, który mieszka legalnie. I tak ma za mnie psie pieniądze, bo tylko 75 zł.

W swoim akademiku Paweł jest rozpoznawany, ale nie łamie przepisów, więc nie czuje się zagrożony.
– Są reguły, to ich przestrzegasz. Jeśli zamieszkujesz u kogoś w pokoju, wszystkie osoby muszą się zgodzić na to, że będziesz waletem. Czasem wchodzisz do trójki, a tam już są cztery osoby. Słyszałem też o przypadku, że walet sprowadzał waleta – mówi Paweł.

Z asymilacją waletów bywa różnie. Zdarzają się przypadki nadużyć ze strony dodatkowych mieszkańców w stosunku do współlokatorów.

– To było pod koniec roku akademickiego, tuż przed sesją. Podobno ta sama historia powtórzyła się na wakacjach, ale mnie tu już na szczęście nie było – wspomina Ania, mieszkanka domu studenckiego.

– Ciebie to przynajmniej zapytała, a ja stanęłam przed faktem dokonanym. Wróciłam z wesela, a on już u nas mieszkał, jak gdyby nigdy nic. Pozostałe dziewczyny zapytane nie zareagowały. Stwierdziły, że chciały rozstać się pokojowo, bo na przyszły rok miały już zapewniony pokój dwuosobowy - bez swojej „podwójnej” współlokatorki – dodaje mieszkająca z nią obecnie Kasia.

Ciężko określić, ilu naprawdę ich jest. Mieszają się z prawowitymi mieszkańcami domów studenckich, a niektórzy uzyskują nawet status legalnego lokatora. Jedni zamieszkują w akademiku przez tydzień, inni przez całe lata. Przeczytaj o waletach w krakowskich akademikach.

Walet półlegalny

To osoba, która teoretycznie jest pełnoprawnym mieszkańcem, ale w praktyce wygląda to trochę inaczej. Są dwa sposoby na osiągnięcie tego tytułu, ale w obydwu przypadkach trzeba posiadać skierowanie do akademika wystawione na innego studenta. Wersja optymistyczna zakłada, że kandydat na waleta półlegalnego ma znajomości w administracji domu studenckiego, gdzie zamierza zamieszkać. W takim przypadku kolega, który odstąpił mu skierowanie, nie jest już potrzebny, jak ma to miejsce wówczas, gdy kombinator nie posiada przysłowiowych pleców. W takiej sytuacji osoba skierowana do akademika musi stawić się przy kwaterowaniu i wykwaterowaniu (sprawdzane są wtedy dokumenty), czyli na początku i końcu roku akademickiego.

"Przykrywał się kocem, kładł pod szafą w samych gaciach i nic mu nie przeszkadzało. Dziwny trochę był, ale w porządku"
fot. Jakub Korczyk
Tutaj trudniej też o kartę mieszkańca. Wyjścia są dwa: albo jej brak i związane z tym ryzyko, albo odklejenie zdjęcia prawowitego mieszkańca i przyklejenie swojego, a tym samym życie pod innym nazwiskiem.

– Zamieszkałam na skierowanie siostry mojego chłopaka, bo jako osobie studiującej zaocznie akademik mi nie przysługiwał. Nie było żadnych problemów. W administracji o wszystkim wiedzieli, ochroniarze mnie znali, a ja płaciłam regularnie. Nie było się zwyczajnie do czego przyczepić – wspomina Ewa, była studentka.

Jakie korzyści ma osoba rezygnująca z przysługującego miejsca? Często umawia się ze swoim „sobowtórem”, że będzie otrzymywać dowody wpłaty czesnego, aby tym samym móc dostawać dodatek mieszkaniowy do stypendium socjalnego, którego walet i tak by nie otrzymał. Zdarzają się jednak przypadki handlu miejscami w akademiku.

– Dwa lata temu znajomy zaproponował, że odsprzeda mi swoje miejsce za 500 złotych. Sam miałem problem ze skierowaniem, więc postanowiłem spróbować. Sprawa jednak wydała się po miesiącu, kolega zwrócił mi połowę kasy, no i musiałem się wyprowadzić. Mieliśmy mieć problemy, ale wszystko jakoś ucichło. I całe szczęście – wyznaje Grzesiek, były półlegalny walet.

Nielegalny walet

Walet nielegalny to typ klasyczny, o którym nikt wiedzieć nie powinien. W praktyce bywa różnie. Są akademiki, gdzie nikt się nimi nie przejmuje. Nawet jeśli zostanie takowy jegomość poproszony o pozostawienie dokumentów na portierni, to nikt nie wyciąga z tego konsekwencji.

– Mój brat nocował tu przez tydzień. Na początku pobytu na prośbę pani portierki zostawił legitymację, którą odebrał przy wyjeździe, oczywiście nic nie płacąc – mówi Daria, studentka mieszkająca w jednym z krakowskich akademików.

W Krakowie są także domy studenckie, gdzie nie ma mowy o wejściu bez uprzedniego spotkania oko w oko ze stróżem porządku. Najlepszym przykładem jest większość akademików w miasteczku AGH.

– Musimy wiedzieć, kto przebywa na terenie budynku, bo odpowiadamy za jego bezpieczeństwo. Każdy wchodzący zostawia dokumenty w skrytce pokoju, do którego idzie. Jeśli ktoś zostaje na noc, to jest wpisywany do zeszytu i pobieramy symboliczną opłatę, która nie dotyczy rodziny mieszkańców – tłumaczy portierka jednego z akademików.

– Były liczne skargi z sąsiedztwa jednego pokoju, że cały czas tam imprezują, że nie da się wejść na skład, bo od progu czuć odór alkoholu. Teoretycznie w tym pokoju powinna mieszkać dziewczyna w ciąży ze swoim chłopakiem. Poszedłem tam i wyciągnąłem z szafy ukrytych czterech kolegów przyszłego tatusia. Wszyscy ledwo stali na nogach. Dziewczyny oczywiście nie było. Wyprosiłem dzikich lokatorów, ale następnego dnia sytuacja się powtórzyła. Teoretycznie nie mogliśmy nic zrobić, gdyż imprezy odbywały się przed rozpoczęciem ciszy nocnej. Sytuacja sama się rozstrzygnęła, gdy dziewczyna zrezygnowała z akademika w drugim semestrze – wspomina woźny domu studenckiego.

Pan płaci, pani płaci...

Powody, dla których studenci udostępniają miejsce w swoim pokoju, bywają różne.

– Umowa między nami była jasna: 100 zł miesięcznie i od czasu do czasu biesiadowanie na jego koszt – przyznaje Wojtek, jeden z mieszkańców krakowskiego DS-u. – Wiedziałem, jaką ma sytuację, a że nie sprawiał problemów, postanowiłem pogadać z chłopakami. Zgodzili się, chociaż nie byli do końca przekonani.

Gatunek waletów stałych i nielegalnych jest w zasadzie na wymarciu, a ci, co pozostali, raczej nie mają wygórowanych wymagań.

– Chcieliśmy mu załatwić jakiś materac albo coś innego do spania, ale on stwierdził, że wystarczy mu kawałek podłogi jak żołnierzowi Wehrmachtu – opowiada Wojtek.

Imiona zostały zmienione na prośbę bohaterów tekstu.

Sylwia Kisielica
Źródło:
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (1)

dodaj komentarz
~Dama
No i dobrze! Kto to widzial, zeby mieszkac na 'swoim' i nie moc zapraszac do siebie gosci, bo Pan z ochrony nie pozwala... ?!

Powiązane: Budżet rodziny

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki