REKLAMA
BADANIE

Świadczeniem wyrównawczym po łapach

2009-09-16 06:00
publikacja
2009-09-16 06:00
Świadczenie wyrównawcze jest zapisane w kodeksie cywilnym i być może poprzez ten sam fakt agenci ubezpieczeniowi liczą, że jakby coś nie po myśli ułożyło się z partnerem biznesowym, czyli z towarzystwem ubezpieczeniowym albo spółką reprezentującą jego interesy, to można będzie się powołać za zapisy ustawowe i skutecznie dochodzić świadczenia, co wyrównawczym się zwie. Prawdą jest również, że dla celów marketingowych niektóre towarzystwa wpisują agentom do umów możliwość dochodzenia roszczenia wyrównawczego, jakby z łaski potwierdzając to, co w ustawie zostało zapisane i co nie wymaga potwierdzenia.

To takie przyjazne agentowi towarzystwa, choć w praktyce okazuje się, że jest to niezwykle szorstka przyjaźń, w rodzaju tej, jaką przed laty okazywali sobie politycy pewnej partii oraz prezydent wywodzący się z szeregów tejże. Nieliczni co prawda, ale jednak próbują dochodzić swoich roszczeń. Wierzą święcie w słuszność swojej sprawy, czując za plecami poparcie najwyższego organu stanowiącego prawo w Polsce. Ale to wszystko jedna wielka lipa! Prawo prawem, ale słuszność jest zawsze po stronie silniejszej strony stosunku agencyjnego, czyli ubezpieczyciela. Prawo jest dla maluczkich, żeby im dawało wiarę. Prawo jest dla mających materialną, w interesującej nas sprawie – korporacyjną moc rażenia, by raz jeszcze mogli pokazać maluczkim, gdzie jest ich miejsce w szeregu.

Przyznam szczerze, że wywodzę się z kręgu tych naiwnych, którzy wierzą, że stanowione prawo ma charakter powszechnie obowiązujący i w tym konkretnym przypadku dotyczy pewnej grupy zawodowej, jak również określonych sytuacji związanych z umowami agencyjnymi. Tak jednak nie jest. Potwierdził to w wyroku z dnia 8 listopada 2005 r. Sąd Najwyższy, który stwierdził ni mniej, ni więcej, iż:

1. Świadczenie wyrównawcze nie ma charakteru powszechnego i nie należy się w każdym wypadku, w jakim rozwiązano z agentem umowę.
2. Ustawodawca przy transpozycji pojęć nieokreślonych zawartych w dyrektywie EWG nr 86/653 nie ma obowiązku doprecyzowania ich w prawie krajowym.

Taki wyrok nie dość, że przysporzył wątpliwości w kwestii rozwiania problemu w kontekście przesłanek o roszczenie („znaczne korzyści”, „zasady słuszności”), to jeszcze pozwolił usztywnić stanowisko towarzystwa w indywidualnej sprawie właśnie w oparciu o wyrok Sądu Najwyższego. Wszystko zatem jest kwestią interpretacji. SN w przywołanym wyroku stwierdził, iż dla uwzględnienia żądania zasądzenia świadczenia wyrównawczego, o którym mowa w art. 7643 k.c., nie wystarcza samo istnienie kręgu klientów pozyskanych przez agenta, ale konieczne jest ustalenie, że dający zlecenie nadal czerpie korzyści z tego tytułu, zaś „znaczne korzyści” wymagają doprecyzowania w każdym indywidualnym przypadku, a w orzecznictwie polskich sądów nie wykształciły się do tej pory kryteria precyzujące to pojęcie. Jak wielki musi być wysiłek intelektualny, by ustalić, czy dający zlecenie nadal czerpie korzyści z wcześniej zawartych umów za pośrednictwem agenta? Wystarczy żądanie przedstawienia wpływów na konto ubezpieczyciela w określonym czasie z portfela klientów po agencie, z którym rozwiązano umowę w trybie uzasadniającym ubieganie się o świadczenie wyrównawcze. Czy to takie trudne, niemożliwe do zrealizowania? Twierdzę, że w każdym przypadku, w którym następuje rozwiązanie umowy agencyjnej, ubezpieczyciel wciąż czerpie korzyści z wcześniej zawartych kontraktów ubezpieczeniowych za pośrednictwem agenta, z którym rozwiązano umowę. Co więcej, mógłby je czerpać w większym niż do tej pory zakresie, bowiem były pośrednik, ukontentowany korzystnymi skutkami rozwiązania umowy, zadba o to, by jego dotychczasowi klienci kontynuowali umowy, zadba również o referencje do kolejnych klientów. Czy ta kwestia przerasta potężne, sowicie wynagradzane umysły management firm ubezpieczeniowych? Za krótka perspektywa na kontrakty menedżerskie pozwala żyć tylko jednym rokiem? A może by tak szerzej pomyśleć? Ponieważ nie ustalono wciąż kryterium „znacznych korzyści”, proponuję, by do zapisów kodeksu cywilnego wprowadzono dodatkowe formuły typu: „korzyści ponadprzeciętne”, „korzyści rokujące w dłuższej perspektywie czasowej”, może „korzyści korporacyjne”, uwzględniające zyski dla wszystkich spółek korporacji, i przyjąć od razu regułę, że ich brak choćby dla jednej ze spółek pozbawia możliwości dochodzenia roszczenia wyrównawczego. Inwencję pozostawiam lobby ubezpieczeniowemu, które oczywiście i w żaden sposób nie ma wpływu tak na tworzenie, jak i stosowanie prawa.

Tymczasem jednak, po wyjaśnieniu stanowiska spółki ING Usługi Finansowe w sprawie ubiegania się eks-agenta – pana Cezarego Jarońskiego, które ukazało się w „Gazecie Ubezpieczeniowej”, podpartego przywołanym wyżej wyrokiem Sądu Najwyższego, w całej rozciągłości oddalającego roszczenie o zapłatę świadczenia wyrównawczego, otrzymałem od zainteresowanego list, z prośbą o jego opublikowanie, co niniejszym czynię. Oto jego treść:

Kontynuując sprawę mojego wystąpienia o wypłatę świadczenia wyrównawczego do ING Usługi Finansowe, pragnę zająć teraz moje, Cezarego Jarońskiego, oficjalne stanowisko. Przedstawiciel ING UF, Pan Piotr Papaj, powołuje się na orzeczenie SN z dnia 8 listopada 2005 r., że świadczenie nie ma charakteru powszechnego i nie należy się w każdym przypadku rozwiązania umowy agencyjnej. Zgoda, tylko że moja sprawa nie ma charakteru powszechnego, bo jestem pierwszym agentem w ING UF, który ze względu na wiek przeszedł na emeryturę (…). „Znaczne korzyści” – o te korzyści dbają aktuariusze, którzy określając wysokość składki i sumę ubezpieczenia, dbają o zyski ING. Wyniki (zyski – przyp. SD), jakie co roku osiąga ING, dobitnie o tym świadczą. W ich wysokości jest jakiś procent polis zawartych za moim staraniem (…). Dwanaście blisko lat zdobywałem nowych klientów, u przyjętych do obsługi dzięki mnie były zawierane nowe polisy. (…) W rodzinie, którą obsługiwał inny agent i podpisał 4 umowy, ja w ciągu trzech lat podpisałem dalszych 17 umów indywidualnych, jedną grupową i fundusze inwestycyjne. Względy słuszności oczywiście, że są, np.:

1. Polisy zawierane były na okresy kilkunastu lub na kilkadziesiąt lat, a nie na rok, czyli ING przez ten okres pobiera składki, które z założenia zawierają w sobie zyski.
2. To dzięki mnie przekazane polisy kontynuują wyrobione stosunki i reputację, którą wypracowałem dla ING swoim postępowaniem (…). Jest udowodnione, że klient kupuje osobę agenta, a nie firmę. To praca agenta ma decydujący wpływ na wartość firmy dającej mu zlecenie, a nie reklamy.
3. Przez minimum 10 lat szkoliłem nowych agentów (…). Przepracowałem ok. 370 godzin. Licząc tylko po 50 zł/h daje to kwotę 18 500 zł, którą ING zaoszczędziło. 11 lat zajmowałem się sprawami administracyjnymi oddziału, których NIKT nie chciał realizować. Poświęciłem na to ok. 1100 godzin – licząc 5 zł/h, daje to kwotę 5500 zł. Na pożegnanie nawet nie było zwykłego „dziękuję”. Te kwoty to również wymierne korzyści dla ING.
4. Wystarczająca prowizja, jak to określono w odpowiedzi ING UF, stanowiła godziwą zapłatę za wykonywane przeze mnie czynności. Nikt nie policzył moich kosztów.
Pan Piotr Papaj w swoim stanowisku pisze, że przytoczono mi przyczyny odmownej decyzji. Istotnie, podane przyczyny SĄ na zasadzie nie, bo nie, gdyż tak naprawdę nie mają nic wspólnego z zapisami kodeksu cywilnego i podpisaną umową o współpracy. Nigdzie w tych aktach nie ma powiązania przyczyn z przyznaniem i wypłatą świadczenia wyrównawczego, a ja uważam, że moje dowody i spełnione kryteria są mocniejsze, bo oparte na prawie. Ja nie mam zamiaru fantazjować i wymyślać bzdetów na podobnym poziomie. I jeszcze sprawa jakoby przedwczesnego wysłania wniosku o świadczenie wyrównawcze. Pan Piotr Papaj kłamie, o czym świadczą dokumenty, i tak:

– w dniu 1 października 2008 r. złożyłem wymówienie umowy o współpracy za trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia. Otrzymałem do wypełnienia dokument „Rozwiązanie umowy o współpracy przez przedstawiciela z zachowaniem okresu wypowiedzenia”, a w nim jest napisane: oznacza to, że umowa powyższa ulegnie rozwiązaniu z upływem trzech miesięcy od dnia doręczenia Spółce niniejszego wypowiedzenia”, czyli zgodnie z tym pismem, podpisanym przez dyrektora oddziału, umowa została rozwiązana z dniem 1 stycznia 2009 r.
– ja swoje pismo o świadczenie wysłałem 6 stycznia 2009 r., czyli na mój rozum, po rozwiązaniu umowy, chyba że powinienem otrzymać inne formalne rozwiązanie umowy, bo jeżeli tak, o czym nie wiem, to formalnie jestem dalej współpracownikiem i przedstawicielem ING UF.

Moja jednak była Centrala ING UF, gubicie się w swojej arogancji, bucie i lekceważeniu tych, którzy często, nie mając wyboru, jeśli chodzi o pracę, przynoszą Wam pieniądze w zębach.

Przesyłam kserokopię posiadanej przeze mnie dokumentacji dotyczącej mojej sprawy. Wyrażam zgodę na jej przetwarzanie, bo nawet w świetle wyroku Trybunału Konstytucyjnego z dnia 17 lipca 2007 r. (sygn. akt P 16/06) i treści w nim zawartych oraz spełnionych warunków, jestem jako strona zdecydowanie słabsza niż Goliat – ING w słuszności. Jeżeli tak nie jest, to czy mam pozwać ustawodawcę, czyli Sejm i Senat, o wydanie bubla prawnego, który jest tak napisany, że agent nie powinien przez cały czas współpracy z ubezpieczycielem pobierać prowizji, dopłacać mu jeszcze, musi skończyć minimum 125 lat, być obłożnie i śmiertelnie chorym, jego polisy, na co nie ma wpływu, powinny przynosić min. 50 mln zł rocznie korzyści firmie, to może wtedy zaspokoi względy słuszności, np. ING, i może łaskawie jego spadkobiercy w trzecim pokoleniu otrzymają świadczenie, oczywiście bez odsetek.
Pewny swego, z poważaniem – Cezary Jaroński.

Przytoczyłem treść korespondencji z niewielkimi skrótami. Wyziera z niej ogromny żal do byłego partnera biznesowego, który w opinii eks-agenta wyrządził mu krzywdę, odmawiając prawa do wypłaty świadczenia wyrównawczego, ba, lekceważąc w korespondencji, jak też w stanowisku wyrażonym na łamach „Gazety Ubezpieczeniowej”. Cóż można do tego dodać. Prawo prawem, ale słuszność musi być po naszej stronie. Gdy do tego można skutecznie wykorzystać nieznajomość prawa w kwestii wypowiadania umów, w szczególności zachowania terminów wypowiedzenia i konsekwencji prawnych, jakie się z nimi łączą, można stwierdzić, że agent znowu przegrał. Sądzę, że przegrał również jego partner biznesowy, który toczy spór o pietruszkę. Może czasami podziękowanie za wkład pracy, za wyniki, za lojalność, nagroda pieniężna, niekoniecznie w wysokości wnioskowanego świadczenia wyrównawczego, załatwiłyby więcej niż publiczne toczenie sporu. Co do powszechności świadczenia – czy naprawdę wnioski o świadczenie mają charakter powszechny? Twierdzę, że tylko promil agentów kończących współpracę występuje z takim wnioskiem. Jakaż to zatem powszechność? A gdy prezesowi towarzystwa, które puści je z dymem, zapisano kilkaset tysięcy odprawy, choć jest to powszechne, odmawiają wypłaty? W kwestii wypowiedzeń umów odsyłam do „Niezbędnika agencyjnego” na str. 22. Ignorantia iuris nocet…

Sławomir Dąblewski
esde@wp.pl
Źródło:
Tematy
Weź udział w promocji i zgarnij premię
Weź udział w promocji i zgarnij premię

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki