Jeszcze nigdy spekulacyjny kapitał nie był tak mocno zaangażowany w obstawianie spadków cen złota. Jeśli jednak kurs kruszcu pójdzie w górę, to fala pokrywania krótkich pozycji będzie skutkować szybkim wzrostem cen kontraktów na złoto.
Złoto ma za sobą najgorszy kwartał od przeszło 30 lat. Tylko od początku roku cena żółtego metalu wyrażona w dolarach spadła o 26%. Banki inwestycyjne, które jeszcze kilka miesięcy temu zalecały kupna złota, teraz jak jeden mąż obstawiają dalsze spadki i zalecają wyprzedaż kruszcu. Nie brak prognoz zakładających przecenę do 1.000 USD albo jeszcze głębszą.
Gra na spadek cen złota stała się równie modna, jak dwa lata temu gra na aprecjację kruszcu. W lipcu 2011 gra z trendem okazała się błędem. Teraz może być podobnie, ponieważ wychylenie rynkowego sentymentu znów przybrało skrajny rozmiar. Poza zakrzyczaną i ponownie zmarginalizowaną grupką goldbugów nikt nie radzi, aby kupować złoto. Analitycy jak jeden mąż krzyczą: sprzedaj!
A inwestorzy słuchają. Od początku roku liczba krótkich spekulacyjnych pozycji otwartych na nowojorskiej giełdzie towarowej (COMEX) uległa potrojeniu i 7 lipca (to ostatnie dostępne dane) osiągnęła absolutne maksimum. Tak skrajnie negatywnego sentymentu popartego lewarowaną gotówką złoto nie doświadczyło ani pod koniec 20-letniej bessy w roku 1999, ani podczas korekty w roku 2005, ani nawet podczas bicia historycznych rekordów latem 2011 roku.

Ekstremalna jednomyślność inwestorów bardzo często poprzedza średnio i długoterminowe punkty zwrotne na rynku. Najwięcej krótkich pozycji spekulanci otworzyli między 11 czerwca a 9 lipca, czyli przy cenach rzędu 1.390 USD/oz. i niższych. Jeśli kurs złota przekroczy ten opór, to prawie 34 tys. zlewarowanych kontraktów będzie pod kreską (niektóre nawet po 200 USD na każdej ze stu uncji, na które opiewa 1 kontrakt). Wtedy inwestorzy zaczną otrzymywać wezwania do uzupełnienia depozytu zabezpieczającego (margin call), co wielu zmusi do zamknięcia pozycji – czyli odkupienia kontraktu. Skutki tego nagłego i „niespodziewanego” popytu są łatwe do przewidzenia i oznaczają skokowy wzrost cen złota.
Źródło: dane Commodity Futures Trading Commission. Opracowanie: Bankier.pl
Lawinowo rosnąca liczba krótkich spekulacyjnych pozycji (przy względnie stałej liczbie pozycji długich) sprawiła, że tzw. spekulacyjna pozycja netto w kontraktach na złoto spadła do najniższego poziomu od początku hossy w 2002 roku. Przez ostatnie kilka lat wskaźnik ten dobrze sprawdzał się jako kontrarny indykator wyznaczający lokalne ekstrema kursu złota. Teraz spekulanci jako grupa są praktycznie pozbawieni ekspozycji na rynku złota – liczba pozycji długich i krótkich w tej grupie niemal się znosi.
DNA Rynków: wyblakłe złote góry (fragment)
Więcej: DNA Rynków: złotousty Ben Bernanke
Oczywiście w krótkim terminie (kilka tygodni) rynek może jeszcze pogłębić lipcowe dno (1.180 USD/oz.) i nawet cen rzędu tysiąca dolarów nie można wykluczyć. Byłaby to jednak rzadka sytuacja, gdy notowania metalu spadają poniżej marginalnych kosztów jego wydobycia. Patrząc w dłuższym horyzoncie każda cena poniżej 1.300 USD/oz. wydaje się być dobrą okazją do uzupełnienia portfela inwestycyjnego fizycznym złotem. Ale jeśli ktoś chce spekulacyjnie zagrać na wzrost cen złota w perspektywie najbliższych dni czy tygodni, to prędzej sugerowałbym ruletkę.
Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl






























































