Pierwsze dni tegorocznej majówki upłynęły pod znakiem silnej przeceny złotego - za euro, dolara i funta trzeba było płacić najwięcej w tym roku. W środę rano polska waluta odrabiała straty, radość otrzymujących wynagrodzenie w polskiej walucie nie trwała jednak długo.


Osoby, które rzuciły wczoraj okiem na kurs złotego po kilku dniach przerwy, musiały przecierać oczy ze zdumienia. Jeszcze w ubiegły piątek za euro płacono niewiele ponad 4,20 zł, a tydzień wcześniej było to niecałe 4,17 zł, tymczasem wczoraj po południu kurs europejskiej waluty przebił 4,29 zł. Na szczęście dla osób szykujących wakacyjne wyjazdy za granicę, złoty przerwał marsz na północ i zdążył już odrobić część strat. W poniedziałek o 9:30 euro kosztowało już "tylko" 4,25 zł. Radość nie trwała jednak długo - już o 11 kurs ponownie zbliżył się do poziomu 4,27.
Wtorek był również pierwszym dniem od stycznia, gdy kurs eurodolara spadł poniżej poziomu 1,20. Umocnienie "zielonego" wobec euro spowodowało jeszcze gwałtowniejszy wzrost cen amerykańskiej waluty wyrażonej w złotych. Za dolara płacono o ponad 10 groszy więcej niż na piątkowym zamknięciu - nawet 3,57 zł, co było najwyższą ceną w tym roku. W środę rano euro odrabiało straty do dolara, a złoty do euro, więc kurs USD/PLN spadł, chwilami poniżej 3,54 zł. Potem sytuacja powróciła do "nowej normy", a wraz z nią wycena dolara na poziomie 3,56 zł.
1 maja nowy lokalny szczyt wyznaczył również funt, którego wyceniano na 4,88 zł. W środę rano było to już niemal 6 groszy mniej, ale potem polska waluta ponownie oddała kilka groszy. Tymczasem frank znów wspiął się nieznacznie ponad poziom sprzed "czarnego poniedziałku" w 2015 r. i kosztuje 3,57 zł.
Jak wspominaliśmy przed tygodniem, nad polską walutą zawisły ciemne chmury. Trzy z wyżej wymienionych par znalazły się wówczas blisko lokalnych minimów (eurodolar) i maksimów (EUR/PLN oraz GBP/PLN), które następnie zostały przebite, co może być technicznym sygnałem pogłębienia ostatnio notowanych zniżek (EUR/USD) lub zwyżek (pozostałe pary). Można się zatem spodziewać, że złoty będzie się dalej osłabiał wobec dolara, euro i funta. Szczególnie że stopy procentowe wyznaczane przez Fed wyraźnie za oceanem rosną, co wraz z redukowaniem bilansu amerykańskiego banku centralnego napędza wzrost stóp rynkowych. Tymczasem prezes NBP Adam Glapiński coraz bardziej stanowczo podkreśla, że podwyżek stóp w Polsce nie należy się spodziewać w najbliższych dwóch latach.

MKa




























































