Trwa wojna o lubelskie złoża węgla. Ostatnia decyzja sądu sprawia, że chcący pobudować tam kopalnię Jan Karski Australijczycy mogą zostać z niczym. Prairie zapowiada jednak dalszą walkę o złoża.
W ubiegłym roku Prairie Mining pozwało Ministerstwo Środowiska w związku z nieprzedłużeniem wyłącznego prawa do ubiegania się o koncesję wydobywczą na terenie planowanej kopalni Jan Karski. Polski sąd zakazał wówczas resortowi środowiska udzielania koncesji innej stronie na wspomnianym terenie do zakończenia postępowania sądowego.
Prairie poinformowało wczoraj, że decyzja ta została cofnięta przez sąd apelacyjny. W praktyce oznacza to, że teraz każdy może zgłosić się po koncesję dla tego złoża. Ręce zaciera Bogdanka, do której złóż przylegają te, na których miała powstać kopalnia Jan Karski. Obie spółki walczyły o złoże, to Australijczycy zajęli jednak pole position. Teraz decyzja sądu w pewnym sensie wspiera plany kontrolowanej przez Skarb Państwa spółki kosztem Prairie.
- Decyzja sądu apelacyjnego jest kolejnym dowodem nieuczciwego i niesprawiedliwego traktowania Prairie jako inwestora zagranicznego w Polsce, dlatego firma rozważy wszystkie inne działania niezbędne do zapewnienia zachowania jej praw - głosi komunikat. Konflikt na linii Prairie-rząd tym samym się zaostrza. Być może do jego rozwiązania potrzebny będzie arbitraż, którym Australijczycy straszą rząd od ubiegłego roku.

Cała sprawa odbiła się na notowaniach Prairie. Akcje spółki potaniały na wtorkowej sesji o przeszło 11 proc. Na środowej wprawdzie zyskują 3,9 proc., to jednak pozwala na odrobienie ledwie części strat. Decyzja sądu może uniemożliwić spółce realizację planów dotyczących lubelskiego złoża. Sprawa jest jednak rozwojowa.
Walka z Bogdanką
Przypomnijmy, Prairie weszło do polski z pomysłem budowy kopalni Jan Karski. - Węgiel na terenie koncesji odznacza się bardzo dobrymi parametrami jakościowymi, szczególnie w pokładzie 391. Projektowana kopalnia będzie produkować węgiel koksujący typu 34 (koksujący) o jakości porównywalnej z innymi krajowymi i zagranicznymi producentami - wyjaśnia spółka na swojej stronie. W złożu znajdować ma się także wysokiej jakości węgiel energetyczny.
Australijczycy na drodze do budowy kopalni napotkali jednak wiele problemów. Najpierw weszli w konflikt z Ministrem Środowiska. Spółka zarzucała resortowi, że złamał prawo, nie wydając w terminie trzech miesięcy decyzji w sprawie ustalenia użytkowania górniczego. Z kolei ten twierdził, że spółka nie spełniła wszystkich warunków, by zawrzeć umowę użytkowania górniczego z tzw. prawem pierwszeństwa. W międzyczasie wniosek o koncesję wydobywczą złożyła Bogdanka. Ta sama, do której złóż przylegają te, na których Prairie chce postawić Jana Karskiego. Dodatkowo pikanterii sprawie dodaje fakt, że Bogdanka kontrolowana jest przez Eneę, ta zaś przez Skarb Państwa w osobie ministra Tchórzewskiego.
Nie tylko Karski
Już po ogłoszeniu planów budowy Jana Karskiego Prairie zainteresowało się innym obiektem. To Dębińsko na Śląsku, które w promocyjnej cenie udało się odkupić od pogrążonych w problemach Czechów z NWR. - Planowane zasoby do wydobycia szacowane są na łącznie 210-260 mln ton węgla koksującego - informowała wówczas spółka. Co istotne, ów węgiel to nie 34 (jak w przypadku Jana Karskiego), a najbardziej pożądana 35, czyli węgiel koksujący najwyższej jakości. Australijczycy zapłacili Czechom niecałe 2 mln euro.
Co ciekawe, również Dębińsko graniczyło z kontrolowanymi przez spółki Skarbu Państwa złożami. Tym razem chodziło o Jastrzębską Spółkę Węglową, która zresztą jest europejskim liderem wydobycia węgla typu 35. W październiku 2016 roku, gdy Australijczycy przejmowali Dębińsko, JSW miała własne problemy i była skupiona na wychodzeniu na prostą. Teraz jednak, gdy stanęła na nogi i ma setki milionów zysków, zainteresowała się złożem. Szczególnie, że węgiel koksujący mocno podrożał, a sięgnąć po zasoby Dębińska można byłoby stosunkowo szybko dzięki sąsiednim Szczygłowicom, gdzie już działa kopalnia JSW. Według obliczeń spółki wydobycie na poziomie 0,5 mln ton rocznie można byłoby rozpocząć już w półtora roku po uzyskaniu pozwoleń.
Nadzieje z Jastrzębia
JSW zresztą nie tylko było zainteresowane Dębińskiem, ale i Janem Karskim, gdzie przecież węgiel koksujący też jest. Pojawiła się koncepcja współpracy z Bogdanką, a JSW ruszyła z przeglądem projektów Prairie. - Zagłębie Lubelskie posiada duże zasoby węgla koksującego, które pozwoliłyby Jastrzębskiej Spółce Węglowej na wzrost wolumenu wydobycia, obniżenie kosztów produkcji, a to mogłoby mieć wpływ na wzrost efektywności spółki - mówił jeszcze w październiku Daniel Ozon, prezes JSW.
Wstępna umowa ws. nawiązania potencjalnej współpracy dotyczącej projektów węglowych w Polsce została podpisana w marcu 2018 roku. W lutym pojawiła się informacja, że Jastrzębska Spółka Węglowa i Prairie Mining, w celu prowadzenia dalszych rozmów, wydłużyły do 28 września 2019 roku jej obowiązywanie. W ostatnich dniach JSW informowało o zdobyciu finansowania, konkretów dotyczących współpracy z Prairie bądź przejmowania aktywów Australijczyków, wciąż jednak brak.
AT






























































