Był to kolejny spokojny dzień na nowojorskich parkietach. Dow Jones i Nasdaq w trakcie poniedziałkowej sesji poprawiły rekordy wszech czasów, choć sztuka ta nie udała się indeksowi S&P500.


Po intensywnych zwyżkach z pierwszej połowy maja ten ostatni zatrzymał się na rekordowo wysokich poziomach, tuż powyżej 5 300 punktów. W poniedziałek S&P500 zyskał 0,05% i zakończył handel na wysokości 5 308,16 pkt.
Średnia przemysłowa Dow Jonesa trzecią sesję z rzędu flirtowała z okrągłym poziomem 40 000 punktów. Ale tym razem zakończył dzień ze stratą 0,49% i poniżej tej magicznej wartości z czwórką z przodu. Wyraźnie w górę poszedł jedynie Nasdaq Composite, który zyskawszy 0,65% zameldował się na nowym historycznym szczycie (16 497,87 pkt.).
Festiwal rekordów dotarł także na rynki metali szlachetnych. Notowania srebra po raz pierwszy od 2012 roku tak wyraźnie przebiły poziom 30 USD za uncję. Złoto w ujęciu nominalnym i dolarowym było najdroższe w historii. Rekordy padły także na rozgrzanym do czerwoności rynku miedzi, gdzie czerwony metal pierwszy raz w dziejach kosztował 11 000 USD za tonę.
Wśród poszczególnych spółek wyróżniały się walory Nvidii, które podrożały o 2,5%. Po środowej sesji ta „najważniejsza giełdowa spółka świata” opublikuje raport za I kwartał. To właśnie Nvidia wraz z garstką innych technologicznych gigantów odpowiada za większość tegorocznej poprawy zysków amerykańskich spółek. Analitycy z Goldman Sachs otwarcie napisali, że to nie jest już nawet „Wspaniała Siódemka”, lecz wielka piątka – bo wyniki przestały poprawiać Apple i Tesla.

Póki co inwestorzy zdają się bimbać na eskalację wojny handlowej między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Po tym, jak administracja Joe Bidena nałożyła zaporowe cła na szereg chińskich towarów (m.in. auta elektryczne, półprzewodniki, panele słoncze, stal i aluminium), Pekin odpowiedział ocleniem „zachodniego” plastiku oraz nałożył sankcje na trzy amerykańskie firmy z branży zbrojeniowej. Kilka lat temu podobne działania ekipy Donalda Trumpa potrafiły wywołać lekki popłoch na rynkach finansowych.
Nieco w tle tego wszystkiego pozostają spekulacje dotyczące polityki Rezerwy Federalnej. Kolejni oficjele z Fedu w swoich wypowiedziach zachowują daleko idącą powściągliwość względem żądań rynków finansowych, które domagają się obniżenia stopy funduszy federalnych. I trudno się temu dziwić, skoro nawet oficjalna inflacja CPI wciąż grubo przekracza 3%, przy 2-procentowym celu.
Tylko w poniedziałek wiceprzewodniczący Rezerwy Federalnej Philip Jerfferson powiedział, że jst zbyt wcześnie, by powiedzieć, że spowolnienie inflacji jest „długotrwałe”. Wtórował mu drugi wiceprezes Michael Barr, według którego restrykcyjna polityka potrzebuje więcej czasu. Z kolei szef Fedu z Atlanty Raphael Bostic przyznał, że „trochę potrwa”, zanim bank centralny upewni się, że wzrost cen jest na stabilnej trajektorii spadkowej.
Tymczasem rynek terminowy na przeszło 60% wycenia prawdopodobieństwo wrześniowego cięcia stóp w Rezerwie Federalnej – wynika z obliczeń FedWatch Tool. Albo więc ktoś tu się myli, albo ktoś będzie musiał mocno zmienić zdanie i wycofać się z tego, co powtarza od dobrych kilkunastu tygodni.
KK






























































