Piątkowa sesja na nowojorskich parkietach przyniosła kontynuację pokaźnej przeceny akcji z dnia poprzedniego. Pod wpływem obaw stagflacyjnych indeks S&P500 znalazł się najniżej od przeszło pół roku.


Na zamknięciu piątkowej sesji indeks S&P500 znalazł się na poziomie 6 368,36 punktów, co oznaczało spadek o 1,67% i najniższy kurs zamknięcia od 3 września. Nadaq zanurkował o 2,15% i finiszował z wynikiem 20 948,36 pkt., tracąc już blisko 13%względem zeszłorocznego szczytu hossy. Dow Jones zaliczył cofnięcie o 1,73%, do poziomu 45 166,64 pkt. – czyli także najniższego od początków września.
Przyczyny dalszej przeceny akcji są dość oczywiste. Chodzi o kontynuację wojny z Iranem, która trwa już od miesiąca. Izraelsko-amerykański blitzkrieg powoli zamienia się w długą wojnę na wyczerpanie, której Jankesi chyba nie są w stanie wygrać. A przynajmniej nie bez interwencji wojsk lądowych. Stąd też kolejne 10-dniowe ultimatum prezydenta Trumpa można już chyba odczytywać jako przejaw słabości, a nie wspaniałomyślności Stanów Zjednoczonych. W piątek prezydent Donald Trump przedłużył termin ataku na irańską infrastrukturę energetyczną do 6 kwietnia, czyli nieco ponad tydzień po pierwotnym terminie, który miał upłynąć dzisiaj.
- Zgodnie z prośbą rządu Iranu, proszę, niech to oświadczenie posłuży jako dowód, że wstrzymuję okres niszczenia elektrowni” – napisał Trump w poście na portalu Truth Social.- Rozmowy trwają i pomimo błędnych twierdzeń ze strony fałszywych mediów i innych, idą bardzo dobrze. Dziękuję za uwagę! – dodał prezydent USA. Tyle że coraz mniej ludzi na rynkach wierzy w to, że jakikolwiek dialog z Teheranem w ogóle jest prowadzony.
A to oddala nas od rychłego zakończenia wojny w Zatoce Perskiej, odblokowania Cieśniny Ormuz i przywrócenia brakujących 10-15% globalnych dostaw ropy naftowej i 20% LNG. Lęk budzi także drożejąca w związku z tym ropa naftowa, która w piątek poszła w górę o kolejne 4%, do 106 USD za baryłkę w przypadku surowca typu Brent.

- Wojna może się skończyć w każdej chwili, a sytuacja może wrócić do normy w ciągu kilku miesięcy, ale równie dobrze ropa może kosztować 200 USD za baryłkę za sześć miesięcy - powiedział Nicolas Domont, zarządzający funduszami w Optigestion.
- Im dłużej Cieśnina będzie zamknięta, tym gorzej będzie na rynku ropy naftowej – powiedział Jay Hatfield, założyciel i dyrektor generalny Infrastructure Capital Advisors. - Cena znacznie spadnie, ale po ponownym otwarciu Cieśniny nadal będzie problem z zapasami, więc jeśli otwarcie Cieśniny potrwa kolejny miesiąc, cena ropy może utrzymać się na poziomie około 80 dolarów przez jakiś czas, dopóki nie uda nam się odbudować zapasów – dodał Hatfield.
A to z kolei prowadzi do nasilenia presji inflacyjnej i obaw o stagflację – czyli okresu wysokiej inflacji i niskiego (lub wręcz ujemnego) wzrostu gospodarczego. Coraz częściej mówi się o groźbie powtórki z lat 70-tych, gdyż w ciągu 4 lat świat przeżywa już drugi kryzys energetyczny. Dlatego też wszyscy teraz patrzą na rynek długu, na którym rentowności obligacji skarbowych USA czy Niemiec zbliżyły się do niebezpiecznie wysokich poziomów. W przypadku Tresuries na rynku widać zachowania, które ostatnio razem wystąpiły w maju 2008 roku – czyli tuż przed najostrzejszą fazą Wielkiego Kryzysu Finansowego z lat 2007-09.
Rynek terminowy na blisko 25% wycenia szanse, że do końca roku Rezerwa Federalna zdecyduje się na przynajmniej jedną podwyżkę stóp procentowych – wynika z obliczeń FedWatch Tool. To wprawdzie wyraźnie mniej niż dwa dni temu (wtedy było to prawie 50%), ale jeszcze miesiąc temu rynek dyskontował OBNIŻKI stopy funduszy federalnych rzędu 50-75 pb. Zmiana jest zatem bardzo gwałtowna i negatywnie waży na wycenach akcji i obligacji.
W tym kontekście kluczowe mogą być oczekiwania inflacyjne konsumentów, producentów oraz inwestorów. W marcowym raporcie Uniwersytetu Michigan krótkoterminowa inflacja oczekiwana przez gospodarstwa domowe wzrosła do 3,8% z 3,4% w lutym. Oczekiwania długoterminowe obniżył się z 3,3% do 2,2%. Ale to nadal wyraźnie powyżej 2-procentowego celu Rezerwy Federalnej. Zatem bankierzy centralni nie mają prawa mówić, że „oczekiwania inflacyjne są dobrze zakotwiczone”.


























































