Zapisy dotyczące potwierdzenia wysokości długu, wprowadzane przez niektóre banki we wnioskach o wstrzymanie spłat rat kredytów, nie muszą oznaczać, że w przyszłości "frankowicze" chcący iść do sądu znajdą się na straconej pozycji - pisze środowa "Rzeczpospolita".
Jak przypomina dziennik, banki komercyjne w Polsce oferują już wakacje kredytowe, czyli możliwość zawieszania spłaty rat kapitałowych lub kapitałowo-odsetkowych na trzy–sześć miesięcy. Ale - dodaje - niektóre we wnioskach czy aneksach wymagają potwierdzenia wysokości pozostającego do spłaty kredytu.
Zawieszenie spłaty kredytów. Wyjaśniamy, jak to działa i ile kosztują

Kilkumiesięczne wakacje kredytowe mogą oznaczać znaczący wzrost raty po okresie zawieszenia spłat. W przypadku dwuletniego zobowiązania na 10 tys. zł trzy miesiące przerwy przełożyć się mogą na późniejsze obciążenie wyższe o 20 proc. - wynika z analizy Bankier.pl.
To - według "Rzeczpospolitej" - wzbudziło niepokój "frankowiczów", którzy obawiają się, że podpisując się pod takim dokumentem, zablokują sobie możliwość prowadzenia postępowania sądowego związanego z abuzywnością niektórych zapisów umów.
"Tak jak zapowiedzieliśmy, będziemy zwracali uwagę na ten wątek. Jednak dziś nie jesteśmy w stanie potwierdzić lub zaprzeczyć, że takie zapisy są stosowane, gdyż nie otrzymaliśmy jeszcze wzorców umownych do analizy. Jak tylko je otrzymamy, oczywiście będziemy zwracali uwagę na sygnały klientów dotyczące modyfikacji innych warunków umownych niż wynikające z odroczenia płatności" – mówi gazecie Izabela Dąbrowska-Antoniak, dyrektor wydziału klienta rynku bankowo-kapitałowego w Biurze Rzecznika Finansowego.

Frankowcy pójdą do sądów – wyrok TSUE był iskrą. Raport Bankier.pl

Tylko jedna trzecia spłacających kredyty oparte na frankach i nie spierających się jeszcze w sądzie nie rozważała ostatnio wystąpienia na drogę sądową przeciwko bankowi, wynika z sondażu przeprowadzonego przez Bankier.pl. Respondenci w badaniu „Życie z frankiem” najczęściej wskazują, że bodźcem do podjęcia pozytywnej decyzji o pozwie był październikowy wyrok TSUE.
Dodaje, że w razie dostrzeżenia takiej praktyki instytucja ta będzie nie tylko informowała opinię publiczną, ale też podejmie odpowiednie działania związane z podejrzeniem naruszenia zbiorowych interesów konsumentów. (PAP)
mkr/ itm/






























































