Rząd próbuje zmienić realia rynku pracy w Polsce – próbuje podjąć walkę z umowami śmieciowymi. W tej sprawie stanowisko zajęli już pracodawcy i związki zawodowe, a konkretne propozycje zmian ustawowych usłyszymy jeszcze przed wakacjami. Powstaje pytanie, czy nowa propozycja rządu nie będzie kolejnym jałowym kompromisem między żądaniami związkowców i przedsiębiorców.
Rynek pracy w Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem umów śmieciowych, to jeden z poważniejszych problemów rządu Donalda Tuska. Padały już propozycje oskładkowania umów śmieciowych, a przykład dobrych praktyk w ostatnim czasie dało, w ogłoszonym przetargu, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Z zapowiedzi wiceministra wynika także, że kolejnych propozycji powinniśmy się spodziewać jeszcze przed wakacjami.
MPiPS nie chce firm zatrudniających na „śmieciówki”
Ministerstwo Pracy rozpisało w połowie marca przetarg na ochronę budynków. Co ciekawe cena nie będzie jedynym kryterium wyboru – aż 40% punktów firma mogła otrzymać za kryterium jakości. Było ono jednak rozumiane w nietypowy sposób. Według Specyfikacji Istotnych Warunków Zamówienia, zamawiający miał dokonać oceny oferentów także na podstawie liczby osób wykonujących zlecenie, które będą zatrudnione na umowę o pracę.

Bankier.pl/AK

Eksperci zaznaczają, że jest to pokaz dobrych praktyk ze strony instytucji, która ma za zadanie dbać o interesy pracowników. Zdaniem byłego szefa Urzędu Zamówień Publicznych, Tomasza Czajkowskiego, aż w 98% przetargów cena była jedynym kryterium wyboru. MPiPS walczy z umowami śmieciowymi nie tylko tworząc ustawy, ale również przez pracę u podstaw. Przetarg został rozstrzygnięty 19 maja – wygrała go firma, której oferta była trzecia pod względem ceny, ale uzyskała maksymalną liczbę punktów w kryterium jakości.
Kolejny ruch jeszcze w czerwcu?
Na konkretne propozycje zmian w kwestii umów tymczasowych czeka ponad 3 mln osób zatrudnionych na takich warunkach. Konkretne propozycje rządu w tym zakresie, według wiceministra pracy Radosława Mleczko, zostaną podane w ciągu kilku tygodni - jeszcze przed wakacjami. Propozycje były konsultowane 20 maja na posiedzeniu Komisji Trójstronnej.
Pracodawcy mają swoją własną wizję zmian w Kodeksie pracy. Zgodnie z przekazami PAP oczekują oni, że umowy na czas określony powinny być podpisywane maksymalnie na 4 lata, a okres próbny powinien zostać wydłużony z trzech do sześciu miesięcy. Okres wypowiedzenia ma natomiast zależeć od stażu w pracy.
Związki zawodowe nie uczestniczyły w rozmowach. Ich przedstawiciele uznali, że jakość dialogu społecznego w Polsce jest na żenującym poziomie, a ich wyjście z Komisji Trójstronnej ma być wyrazem protestu. Rząd deklaruje jednak, że weźmie pod uwagę także stanowisko związkowców. A ci oczekują m.in. ustalenia maksymalnego okresu trwania umowy tymczasowej najwyżej na 18 miesięcy.
Można się spodziewać, że stanowisko rządu będzie wypośrodkowanym kompromisem między propozycjami pracodawców i związków zawodowych. Możemy to zauważyć również w wypowiedziach Radosława Mleczko: - Mamy w głowie i szufladach propozycje, które wydają się nam najbardziej racjonalne, wyważone, a jednocześnie mające najlepszy wpływ na rynek pracy – powiedział Mleczko w wypowiedzi dla PAP. Propozycje rządu musi jeszcze zaakceptować Europejski Trybunał Sprawiedliwości, który uznał wcześniej dwutygodniowy okres wypowiedzenia umowy za dyskryminujący.
Nie wiadomo, co z oskładkowaniem
Radosław Mleczko w swoich wypowiedziach nie wspomniał nic na temat oskładkowania umów zleceń, co było wcześniej jednym z flagowych pomysłów w walce z umowami śmieciowymi. Przypomnijmy, że projekt został przyjęty przez rząd w marcu, a pod koniec kwietnia sejmowa komisja polityki społecznej i rodziny skierowała projekt do dalszych prac w podkomisji, i jak do tej pory - nie nastąpił progres legislacyjny.
Korzyści z oskładkowania z pewnością odczuje jednak ZUS, a w efekcie budżet państwa. Oskładkowanie umów zleceń ma zwiększyć roczne wpływy do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych o 650 mln zł. To i tak kropla w morzu potrzeb Funduszu, którego zadłużenie może w przyszłym roku sięgnąć 75 mld zł.
Projekt oskładkowania został jednak dosyć chłodno przyjęty przez opinię publiczną. Z założenia miał on przysłużyć się zapewnieniu godnych emerytur osobom pracującym na umowie zlecenie, lub na kilku umowach. Nawet zdaniem MPiPS, wejście w życie projektu faktycznie przysłuży się jedynie 100 tysiącom osób, które są zatrudnione na więcej niż jedną umowę zlecenie. O ile zapowiedziane zmiany rządu w zakresie umów terminowych nie będą wystarczająco odważne, podobny los może spotkać również i ten projekt.
Marcin Lekki
Bankier.pl






























































