Raptem 850 mln zł netto pozyskało we wrześniu Ministerstwo Finansów ze sprzedaży obligacji oszczędnościowych. Papiery detaliczne przestały być istotnym źródłem finansowania budżetu państwa.


Po tym, jak w czerwcu resort finansów przedstawił oszczędzającym wyraźnie lepszą ofertę obligacji detalicznych, Polacy rzucili się na rządowy dług. W raptem trzy miesiące do państwowej kasy wpłynęło z tego tytułu ponad 22 mld zł netto (po odliczeniu kwoty, która ministerstwo wypłaciło obligatariuszom z tytułu wykupu papierów w terminie i wcześniejszego, na żądanie) - tyle samo co przez poprzednie dwa lata.
Moda na obligacje oszczędnościowe trwała jednak dość krótko. We wrześniu zobowiązania Skarbu Państwa wobec nabywców tego typu papierów wzrosły już zaledwie o 850 mln zł.
Jest to sytuacja szczególnie niepokojąca w okresie, gdy rząd szuka pieniędzy na finansowanie wysokich wydatków. W ostatnich tygodniach zmieniła się polityczna narracja dot. państwowej kasy. Politycy zaczęli komunikować konieczność cięcia (przynajmniej niektórych) wydatków czy przywrócenia wyższych stawek VAT na prąd i paliwa. Równocześnie bardzo wysokie (choć wyraźnie niższe niż w październiku) pozostają rentowności polskich obligacji, co oznacza, że resort finansów musi oferować inwestorom instytucjonalnym korzystniejsze warunki, emitując papiery skarbowe.
Zobacz także
Pewnym panaceum mogłyby być właśnie obligacje detaliczne. Ale aby tak się stało, Ministerstwo Finansów znów wyraźnie musiałoby podnieść ich oprocentowanie. To jednak mogłoby spowodować odpływ depozytów z banków, co z kolei zapewne przełożyłoby się na spadek popytu tych instytucji na hurtowe obligacje skarbowe.

Maciej Kalwasiński






























































