REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Rynek pracy bezwzględny dla matek. Większość Polaków widzi potężną ścianę

Jacek Misztal2026-05-21 06:00redaktor Bankier.pl
publikacja
2026-05-21 06:00
Dodaj Bankier.pl w Google

Zjawisko „kary za macierzyństwo” to wciąż brutalna rzeczywistość polskiego rynku pracy. Z najnowszego badania wynika jednoznacznie: aż 71% Polaków widzi niechęć pracodawców do zatrudniania matek małych dzieci, a 70% dostrzega barierę w ich awansie.

Rynek pracy bezwzględny dla matek. Większość Polaków widzi potężną ścianę
Rynek pracy bezwzględny dla matek. Większość Polaków widzi potężną ścianę
fot. Nubefy / / Shutterstock

Choć Dzień Matki tradycyjnie wiąże się ze składaniem życzeń, wręczaniem kwiatów i laurek, twarde statystyki finansowe oraz zawodowe obnażają głębokie, systemowe nierówności, z którymi na co dzień zmagają się kobiety. Odprowadzanie dziecka do żłobka, nieprzespane noce i praca na pełnych obrotach zderzają się ze szkodliwymi stereotypami i surowymi ocenami w miejscu pracy.

Ściana macierzyństwa i rekrutacyjne obawy

Zjawisko "motherhood penalty" oznacza w praktyce, że matki są znacznie gorzej oceniane pod względem zawodowym, a ich kompetencje – nawet jeśli w pełni dorównują osiągnięciom bezdzietnej reszty zespołu – schodzą na dalszy plan. Według badania serwisu InterviewMe (przeprowadzonego na grupie 764 Polaków), zjawisko to w Polsce jest wciąż niezwykle widoczne. Trudności zaczynają się tuż po zakończeniu urlopu macierzyńskiego, już na etapie rekrutacji.

Aż 45% ankietowanych wprost przyznaje, że matki w pracy są traktowane gorzej niż inni pracownicy. Skąd bierze się ta dyskryminacja? Zdaniem 44% badanych, niechęć firm wynika przede wszystkim z obaw o ograniczoną dyspozycyjność kobiet wychowujących dzieci. Polacy wyraźnie dostrzegają istnienie tzw. „ściany macierzyństwa”, czyli niewidzialnej, lecz bardzo namacalnej bariery, która drastycznie ogranicza szanse matek na rozwój zawodowy i otrzymanie awansu.

Co ciekawe, na polskim rynku pracy nadal silnie rezonuje krzywdzący stereotyp tzw. "roszczeniowej matki". Opinie w tej kwestii wyraźnie dzielą społeczeństwo. Blisko 46% badanych uważa, że kobiety posiadające małe dzieci nadużywają swoich uprawnień pracowniczych. Jednak większość respondentów (54%) staje w ich obronie, tłumacząc, że zachowania, które przez część osób są mylnie interpretowane jako roszczeniowość, to w rzeczywistości niezwykle trudna sztuka żonglowania dwiema pełnoetatowymi rolami.

Wakacje na giełdzie

- Paradoks polega na tym, że wiele umiejętności rozwijanych przez matki, np. zarządzanie czasem, odporność na stres, ustalanie priorytetów czy szybkie podejmowanie decyzji, to dokładnie te kompetencje, których firmy coraz częściej poszukują u liderów - komentuje Dominika Kowalska, ekspertka kariery InterviewMe, CPRW.

- Niestety, część pracodawców z obawy przed wyzwaniami operacyjnymi ostrożniej podchodzi do zatrudniania młodych matek czy powierzania im kluczowych projektów. Takie założenia nie mówią jednak nic o rzeczywistych kompetencjach czy możliwościach konkretnej osoby - dodaje.

Ekonomiczny wymiar macierzyństwa

Konsekwencje społeczne i zawodowe to jednak tylko wierzchołek góry lodowej. Rodzicielstwo uruchamia potężny, wieloletni finansowy efekt domina. W literaturze przedmiotu ten spadek dochodów rodziców – w praktyce dotykający niemal wyłącznie matek, w porównaniu z osobami bezdzietnymi o analogicznym doświadczeniu i wykształceniu – określa się jako "child penalty", czyli finansową karę za dziecko.

Badania przeprowadzone przez ekonomistę Marcina Pałkę dla Ministerstwa Finansów pokazują szokującą prawdę: dziesięć lat po narodzinach pierwszego dziecka dochody Polek są średnio aż o 28 proc. niższe niż gdyby nie zostały matkami, podczas gdy w przypadku mężczyzn ten efekt w ogóle nie występuje. Co więcej, skala finansowej "kary" rośnie drastycznie z każdym kolejnym potomkiem. Przy jednym dziecku jest to ubytek rzędu 19,8 proc. rocznego dochodu, przy dwojgu – 25,8 proc., a przy trojgu i większej liczbie dzieci strata przekracza barierę 30 proc..

- Macierzyństwo zmienia w życiu kobiety bardzo wiele, również w wymiarze finansowym. Co ważne, skala finansowych konsekwencji rośnie z każdym kolejnym dzieckiem: przy jednym to ok. 19,8 proc. utraconego rocznego dochodu, przy dwojgu – 25,8 proc., a przy trojgu i więcej – ponad 30 proc. Na emeryturze świadczenie kobiety jest dziś o ok. 31 proc. niższe od świadczenia mężczyzny. Te liczby są wyraźnym sygnałem, że potrzebujemy edukacji finansowej i narzędzi pozwalających kobietom odbudowywać kapitał po przerwie – mówi Małgorzata Gliwińska, fundatorka Fundacji finmarie Polska.

Trzeba mieć też świadomość, że całkowity koszt wychowania jednego dziecka do 18. roku życia wyceniany jest w Polsce na około 358 tys. zł (ok. 1,7 tys. zł miesięcznie), a świadczenie wychowawcze 800+ pokrywa mniej niż połowę tej kwoty.

Anatomia luki dochodowej i koszty powrotu do pracy

Z czego wynika tak gigantyczna przepaść w dochodach? Kluczowy jest tu czas trwania przerwy zawodowej. Kobieta po porodzie korzysta standardowo z 20 tygodni urlopu macierzyńskiego oraz z większości z 41 tygodni urlopu rodzicielskiego. I chociaż od 2023 roku wdrożono unijne dyrektywy gwarantujące każdemu z rodziców 9 tygodni urlopu nieprzenoszalnego, w polskich realiach ponad 83 proc. zasiłków z tego tytułu wciąż przypada kobietom. Łączna przerwa zawodowa kobiet sięga często około 14 miesięcy.

W dynamicznie zmieniających się branżach ponad rok nieobecności tworzy głęboką lukę kompetencyjną. Podczas gdy matka przebywa na urlopie, jej bezdzietni współpracownicy nieprzerwanie zdobywają nowe umiejętności, realizują projekty i awansują. Kiedy kobieta ostatecznie wraca do pracy, napotyka drugą barierę: konieczność zorganizowania opieki. Średnia miesięczna opłata za prywatny żłobek w dużym mieście to wydatek rzędu 1,5–2,5 tys. zł, co w przypadku zarabiania pensji minimalnej (ok. 3,5 tys. zł netto) konsumuje przeważającą część wynagrodzenia matki. Ponadto pojawiają się sytuacje losowe i choroby dziecka, co obiektywnie ogranicza pełną dyspozycyjność pracownicy.

Efekty tego zjawiska nie znikają po powrocie do biura. Z najnowszego raportu Instytutu Badań Strukturalnych (IBS) wynika, że skorygowana godzinowa luka płacowa (czyli różnica w zarobkach kobiet i mężczyzn na tych samych stanowiskach i przy podobnym stażu) wynosi w Polsce od 15 do 18 proc., a za powstanie większości tej różnicy odpowiada właśnie fakt posiadania dzieci.

Długi cień macierzyństwa – drastycznie niższe emerytury

Najbardziej bolesne żniwo „kary za macierzyństwo” przychodzi w jesieni życia, przekładając się na gigantyczną lukę emerytalną. Każda pensja, z której zrezygnowała matka ze względu na pobyt na urlopie czy przejście na niepełny etat, to brakujące składki w ZUS. Dla kobiety zarabiającej 6 tys. zł brutto, roczna strata na nieodprowadzonych składkach wynosi około 14 tys. zł.

Po latach systematycznego niedoinwestowania własnego konta emerytalnego, kobiety na emeryturze pobierają świadczenia o blisko jedną trzecią (31 proc.) mniejsze od mężczyzn. Różnicę tę doskonale widać w danych ZUS po waloryzacji z marca 2025 r.: średnia emerytura kobiety wynosiła niespełna 3,5 tys. zł brutto, podczas gdy mężczyzny – niemal 5 tys. zł. Prawie 40 proc. (dokładnie 38,4%) emerytek w Polsce musi utrzymać się za świadczenie nieprzekraczające 2,8 tys. zł brutto.

Trzy kroki do domknięcia luki finansowej

Zjawisko to jest na tyle powszechne, że systemowe rozwiązania – takie jak rozbudowa sieci żłobków, świadczenia rodzinne, czy nawet nieprzenoszalne urlopy dla ojców – działają w Polsce jedynie częściowo. Aby uniknąć pułapki ubóstwa i drastycznego spadku standardu życia, matki muszą same wdrożyć mechanizmy obronne, podejmując trzy strategiczne decyzje finansowe:

  • Poduszka finansowa w wysokości równowartości trzech do sześciu miesięcy podstawowych wydatków, ulokowana na osobnym koncie oszczędnościowym lub w obligacjach skarbowych – ze względu na łatwy dostęp do środków i niewielkie ryzyko spadku ich wartości, w przeciwieństwie do akcji, których wycena może być akurat w dołku, gdy pieniądze są pilnie potrzebne – ogranicza ryzyko wymuszonego przez sytuację finansową, wcześniejszego powrotu do pracy, a w razie komplikacji pozostawia przestrzeń na decyzje.
  • Świadoma rozmowa z partnerem o budżecie domowym po porodzie. Zasiłek macierzyński wynosi 100 proc., 81,5 proc. lub 70 proc. podstawy wymiaru (czyli średniego wynagrodzenia z ostatnich 12 miesięcy) – w zależności od wybranego wariantu urlopu (samego macierzyńskiego czy macierzyńskiego z rodzicielskim) i terminu złożenia wniosku do ZUS, więc realna różnica między pensją a świadczeniem może sięgnąć nawet kilkudziesięciu procent dotychczasowych dochodów.
  • Regularne inwestowanie po powrocie do pracy. Klasa instrumentów powinna odpowiadać horyzontowi inwestycyjnemu i tolerancji ryzyka – lokaty bankowe i obligacje skarbowe (w tym indeksowane inflacją) chronią kapitał, ale realna stopa zwrotu po podatku i inflacji bywa bliska zeru, podczas gdy fundusze inwestycyjne i ETF-y dają wyższy długoterminowy potencjał zysku, choć wiążą się ze zmiennością i ryzykiem utraty części kapitału.

Jak najwcześniejsze zrozumienie skali finansowych konsekwencji macierzyństwa jest pierwszym i najważniejszym krokiem do odwrócenia tego niepokojącego trendu. Zarówno walka ze stereotypami rekrutacyjnymi, jak i budowanie świadomości ekonomicznej, są kluczowe, aby "kara za dziecko" przestała definiować zawodową i finansową przyszłość milionów Polek.

Oprac. JM, na podstawie InterviewMe oraz InfoWire.pl

Źródło:
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Ukraina prawie gotowa z superbronią. Może uderzyć w Kreml
Jacek Misztal
Jacek Misztal
redaktor Bankier.pl

Redaktor działu newsroom, absolwent ekonomii oraz przedsiębiorczości i finansów na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach. Wśród zainteresowań można wymienić geopolitykę, rynki finansowe oraz kino. Telefon: 502 924 237

Tematy

Komentarze (15)

dodaj komentarz
piotr2019
System premiuje bezdzietność. Skąd zatem zdziwienie, że kobiety nie rodzą?
Zamiast dawać przywileje wszystkim kobietom (zgodnie z danymi GUS ok. 30% kobiet umrze bezdzietnie), należy wprowadzić większe przywileje, ale tylko matkom i uzależnipone od liczby wychowanych dzieci, które będzie utrzymywać w przyszłości system emerytalny?
System premiuje bezdzietność. Skąd zatem zdziwienie, że kobiety nie rodzą?
Zamiast dawać przywileje wszystkim kobietom (zgodnie z danymi GUS ok. 30% kobiet umrze bezdzietnie), należy wprowadzić większe przywileje, ale tylko matkom i uzależnipone od liczby wychowanych dzieci, które będzie utrzymywać w przyszłości system emerytalny?
Dziś premiujemy tak samo pracującą matkę np. 4 dzieci i kobietę bezdzietną.
peluquero
gdyby nie podatki i obciążenia socjalne w wymiarze wykraczającym poza rozsądek nie byłoby tego problemu, po za tym te niedźwiedzie przysługi państwa...
zenonn
Problem jest bardziej strukturalny:

małe firmy naprawdę boją się kosztów organizacyjnych długich nieobecności,
w wielu branżach trudno zastąpić specjalistę na rok lub dłużej,
system żłobków i elastycznej pracy w Polsce nadal jest słaby,
kultura organizacyjna wciąż zakłada „idealnego pracownika”, który nie ma obowiązków
Problem jest bardziej strukturalny:

małe firmy naprawdę boją się kosztów organizacyjnych długich nieobecności,
w wielu branżach trudno zastąpić specjalistę na rok lub dłużej,
system żłobków i elastycznej pracy w Polsce nadal jest słaby,
kultura organizacyjna wciąż zakłada „idealnego pracownika”, który nie ma obowiązków rodzinnych.

To tworzy błędne koło:
pracodawcy mniej chętnie inwestują w młode kobiety → kobiety przewidują ryzyko i ostrożniej planują karierę → firmy jeszcze bardziej traktują macierzyństwo jako „problem kosztowy”.

Ciekawy jest też szerszy kontekst rynku pracy, którego artykuł tylko dotyka. Polska weszła w etap dużo trudniejszego rynku niż kilka lat temu. Formalnie bezrobocie jest niskie, ale:

spadła liczba atrakcyjnych ofert,
firmy ostrożniej zatrudniają,
rekrutacje są dłuższe,
wzrosła konkurencja o dobre stanowiska.

W takim środowisku grupy uznawane za „bardziej ryzykowne organizacyjnie” — młode matki, osoby 50+, juniorzy — odczuwają pogorszenie najmocniej.

Mam też zastrzeżenie do narracji medialnej, która czasem sugeruje, że wystarczy „zmienić mentalność pracodawców”. To za mało. Jeśli państwo chce wyższej dzietności i aktywności zawodowej kobiet jednocześnie, to musi:

radykalnie zwiększyć dostępność żłobków,
promować realny urlop ojcowski,
wspierać elastyczny czas pracy,
ograniczyć biurokratyczne ryzyko dla małych firm.

Bez tego całość kończy się społecznym konfliktem:

kobiety czują się karane za macierzyństwo,
pracodawcy czują się obciążeni kosztami,
państwo dziwi się spadającej dzietności.

I jeszcze jedna ważna rzecz: problem najmocniej dotyczy klasy średniej i zawodów specjalistycznych. W pracach prostych rotacja jest wysoka niezależnie od macierzyństwa. Natomiast w korporacjach i zawodach eksperckich przerwa 1–2 lata potrafi realnie obniżyć tempo kariery, szczególnie dziś, gdy technologie i procesy zmieniają się szybciej niż dekadę temu.

Podsumowując: artykuł opisuje realne zjawisko, ale trochę zbyt moralizatorsko. To nie jest wyłącznie kwestia „złych pracodawców”, tylko efekt zderzenia biologii, ekonomii, prawa pracy i słabej infrastruktury opiekuńczej.
tomitomi
..... nie ! to jest efekt chorej lewackiej ideologii , która zainfekowała umysły ''wykształconych '' ludzi !
To jest to , przed czym się broni Ameryka , Rosja , Chiny i reszta normalnego świata !!!!
bt5
Państwo polskie jest de facto bankrutem bo firmy robią sztuczne koszty żeby tylko nie zapłacić podatków. I z czego państwo ma pobudować te mityczne żłobki. Za PRL miałem praktyki w kilku fabrykach i złobek ( i przedszkole) były na tereni zakładu. Na przerwie matule wywalaly cyce i karmiły a po robice zabierały dzieciary do domu.
tomkooo odpowiada tomitomi
ale rosja chiny i usa maja ten sam problem dzietnosci co reszta "zachodniego" swiata.
problemem jest to, ze kazano kobietom pracowac i robic kariery - no to pracuja i robia kariery.
ja rozumiem ze mozna lewactwa nie lubic, ale podciaganie wszystkiego pod lewactwo zakrawa na chorobe psychiczna
zenonn
Zmieniła się rola kobiet
Ktoś wymyślił równouprawnienie, kobiety na traktory, do kopalń uranu, nie tylko do urzędów.
Czego teraz jęczy?

Aby były dzieci ktoś musi na nie płacić. Ktoś musi się dziećmi opiekować. Albo dzieci albo praca. Alternatywnie obie rzeczy są robione źle. Może płacić państwo, ojciec, dziadek, gah,
Zmieniła się rola kobiet
Ktoś wymyślił równouprawnienie, kobiety na traktory, do kopalń uranu, nie tylko do urzędów.
Czego teraz jęczy?

Aby były dzieci ktoś musi na nie płacić. Ktoś musi się dziećmi opiekować. Albo dzieci albo praca. Alternatywnie obie rzeczy są robione źle. Może płacić państwo, ojciec, dziadek, gah, pasywny dochód,...
bt5
Jeśli chodz o matki i dzieci to w normalnych krajach jak Niemcy jest Mutterrente czyli punkty do naliczania emerytury które dostaje się za przychówek. A jelsi chodzi o mityczną luke emerytalną kobiet w PL to przedstawione dane są zdezaktualizowane bo obecnie pwszechne jest że chłop ma emeryturę głodową ponzek minimalnej bo pracy Jeśli chodz o matki i dzieci to w normalnych krajach jak Niemcy jest Mutterrente czyli punkty do naliczania emerytury które dostaje się za przychówek. A jelsi chodzi o mityczną luke emerytalną kobiet w PL to przedstawione dane są zdezaktualizowane bo obecnie pwszechne jest że chłop ma emeryturę głodową ponzek minimalnej bo pracy nie miał lub śmiecie na smieciówkach lub sezonowe saksy gdzie skóadki kradną agencje pracy za granicą . A gospodarstwa emeryckie stoją finansowo na dobrej emeryturze kobiety która pracowałą stabilnie i popłatenie w budzetówce nie majac dzieci.
samsza
Opis tendencyjny, nie wiadomo jak to liczą, np. roczna strata z etatu 14.000 przez dziecko, czy te 9600 z 800+ tu uwzględniane czy nie, i czy wliczane są tysiączki przekazywane przez ojca, czy udajemy że dzieci wychowują matki samotnie?
No i porównywanie wymiaru emerytury która jedna zaczyna się w 60 rż a druga w 65 rż, podane
Opis tendencyjny, nie wiadomo jak to liczą, np. roczna strata z etatu 14.000 przez dziecko, czy te 9600 z 800+ tu uwzględniane czy nie, i czy wliczane są tysiączki przekazywane przez ojca, czy udajemy że dzieci wychowują matki samotnie?
No i porównywanie wymiaru emerytury która jedna zaczyna się w 60 rż a druga w 65 rż, podane wyliczenia bezwzględne bez przypomnienia, że oznacza to 5 lat krócej płacenia skladek i 5 lat korzystania z odłożonego kapitału różnicy.
instynktsowella
To, co nazywacie "bezwzględnym rynkiem", w rzeczywistości jest rynkiem głęboko zniekształconym przez wcześniejsze interwencje państwowe, które wygenerowały określone bodźce. Pracodawca na rynku nie działa w próżni. Działa w otoczeniu regulacji prawnych (Kodeks Pracy). Jeśli państwo nakłada na pracodawcę ogromne, sztywne To, co nazywacie "bezwzględnym rynkiem", w rzeczywistości jest rynkiem głęboko zniekształconym przez wcześniejsze interwencje państwowe, które wygenerowały określone bodźce. Pracodawca na rynku nie działa w próżni. Działa w otoczeniu regulacji prawnych (Kodeks Pracy). Jeśli państwo nakłada na pracodawcę ogromne, sztywne koszty i ryzyka związane z zatrudnieniem konkretnej kategorii pracowników (np. długie, obligatoryjne urlopy macierzyńskie/rodzicielskie, ochrona przed zwolnieniem, prawo do zasiłków chorobowych na dziecko finansowanych pośrednio z produktywności firmy), to pracodawca kalkuluje to ryzyko. W efekcie to, co jest tutaj nazywane "niechęcią rynku do matek", jest racjonalną (choć bolesną społecznie) reakcją obronną na ryzyko regulacyjne. To nie jest wolny rynek, tylko skutek wcześniejszych ustaw pro-rodzinnych. Intencją ustawodawcy była ochrona matek, ale bodźcem dla pracodawcy stało się unikanie ryzyka związanego z ich zatrudnianiem.

Statystyka mówiąca, że "59% Polaków uważa, że sytuacja kobiet pogarsza się po urodzeniu dziecka", to badanie opinii społecznej, a nie faktów. Opinia publiczna bywa kształtowana przez narracje medialne. To, że większość ludzi uważa, że coś ma miejsce, nie jest dowodem empirycznym na to, że tak jest, ani tym bardziej na skalę tego zjawiska. Wiarygodne badanie nie powinno pytać ludzi o ich odczucia, lecz analizować twarde dane.

Odnośnie badania Marcina Pałki dla MF: niższe dochody o 28% po 10 latach przyjmyuję jako fakt. Jednak pojawia się pytanie: z czego on się składa? Ekonomiczna strata po urodzeniu dziecka wynika z co najmniej kilku nakładających się czynników:
1) redukcji podaży pracy (przejście na część etatu, rezygnacja z nadgodzin);
2) dobrowolnej wymiany premii płacowej na premię elastyczności (kobiety celowo wybierają stanowiska lub branże mniej płatne, ale bliżej domu lub z mniejszą presją dyspozycyjności);
3) mniejszego doświadczenia wynikającego z bycia wyłączonym z pracy podczas długiego urlopu;
4) czystej dyskryminacji ze strony pracodawców.
Artykuł traktuje całe 28% jako dowód na ten czwarty punkt. Tymczasem dane pokazują zagregowany skutek wszystkich czynników. Przypisanie całego efektu jednej przyczynie to pomijanie reszty zmiennych.

Odnośnie danych IBS (skorygowana luka płacowa 15–18% wyjaśniana dziećmi): Skorygowana luka kontroluje stanowisko i staż. To krok naprzód wobec wcześniejszych porównań. Jednak w większości modeli "staż" mierzony jest jako czas od podjęcia pierwszej pracy lub czas zatrudnienia u danego pracodawcy. Nie kontroluje on efektywnego czasu przepracowanego na stanowisku. Jeśli dwie osoby mają w CV "5 lat stażu", ale jedna efektywnie przepracowała 60 miesięcy, a druga 36 (reszta to urlopy), ich doświadczenie nie jest identyczne, mimo że statystycznie trafiają do tej samej grupy. Luka może być rzeczywista, ale jej interpretacja jako dowód na dyskryminację wymaga wykluczenia tej różnicy.

Odnośnie danych ZUS: ("kobiety na emeryturze pobierają świadczenia o blisko jedną trzecią (31 proc.) mniejsze od mężczyzn"). To wskaźnik najmniej nadający się do diagnozowania dyskryminacji rynkowej. Różnica w świadczeniach wynika bezpośrednio z niższego wieku emerytalnego kobiet (60 vs 65 lat), co oznacza co najmniej pięć lat różnicy w opłacaniu składek (a doliczając przerwy w opłacaniu składek podczas urlopów, ta różnica jest jeszcze większa). A to przekłada się też na różne mianowniki przy przeliczaniu kapitału na miesięczne świadczenie. Jest to więc konsekwencja decyzji ustawowych i algorytmu ZUS, a nie bieżącej dyskryminacji pracodawców. A biorąc pod uwagę fakt, że mężczyźni wchodzą na rynek pracy wcześniej, różnica się jeszcze bardziej powiększa. Krótko mówiąc, mężczyźni pracują dłużej, ich składki są sumarycznie wyższe, a emeryturę pobierają krócej (tym bardziej, że średnia długość życia mężczyzn jest o kilka lat niższa niż kobiet).

Artykuł sugeruje, że niższe zarobki lub wolniejszy awans kobiet-matek wynikają z "kary za macierzyństwo" (dyskryminacji). Pomija się tu kluczowe zmienne różnicujące: rzeczywistą liczbę przepracowanych godzin, ciągłość stażu pracy (przerwa na urlop wychowawczy to fizyczny brak pracownika w firmie, podczas gdy jego bezdzietni współpracownicy zdobywają doświadczenie), oraz elastyczność w wyborze stanowisk (matki częściej wybierają zawody bezpieczniejsze, z regularnymi godzinami pracy, kosztem lepiej płatnych, ale bardziej wymagających dyspozycyjności). Porównuje się kategorie statystyczne "kobiety z dziećmi" vs "mężczyźni", zamiast jednostek o identycznym profilu produktywności i dyspozycyjności. Dużo bardziej wiarygodne w sprawdzeniu skali dyskryminacji byłyby np. eksperymenty z wysyłaniem identycznych życiorysów różniących się jedynie informacją o posiadaniu dzieci lub płci, aby zmierzyć czystą stopę odpowiedzi od pracodawców. Dopiero wtedy zobaczylibyśmy, czy problemem jest uprzedzenie (czysta dyskryminacja), czy też obiektywne czynniki produktywności (np. brak dyspozycyjności).

Bardziej uczciwe podejście wymagałoby odpowiedzi na pytania:
- Czy kobiety-matki zarabiają mniej od bezdzietnych kobiet o dokładnie tym samym stażu pracy, wykształceniu i liczbie godzin przepracowanych w danym roku?
- Jakie są koszty alternatywne proponowanych rozwiązań? Jeśli zmusimy firmy do oferowania elastycznego czasu pracy pod groźbą kar, ile firm (szczególnie małych i średnich) zrezygnuje z rozwoju lub zatrudniania nowych pracowników w ogóle?
- Kto ponosi ukryte koszty? Jeśli państwo subsydiuje lub nakazuje określone przywileje dla jednej grupy (rodziców), to koszty te przerzucane są albo na konsumentów (wyższe ceny), albo na innych pracowników (brak podwyżek dla bezdzietnych, którzy muszą brać nadgodziny za nieobecnych kolegów). Co to robi z atmosferą i produktywnością w zespole?

Powiązane: Kobiety na rynku pracy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki