Rosyjskie wojska zaatakowały we wtorek rano obiekt infrastruktury krytycznej należący do państwowego koncernu Naftohaz Ukrainy w zachodniej części kraju; doszło do pożaru - poinformowały władze koncernu. W mieście Brody, niedaleko granicy z Polską, poproszono mieszkańców, aby nie wychodzili z domów z powodu zadymienia.


„Ze względów bezpieczeństwa, aby chronić ludzi i zapobiec zanieczyszczeniu środowiska, specjaliści firmy natychmiast wstrzymali procesy technologiczne na obiekcie. Na miejscu pracują ratownicy Państwowej Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych” - przekazał prezes zarządu Naftohazu Serhij Korecki.
Zgodnie z komunikatem działania ratunkowe są koordynowane z lokalnymi władzami i odpowiednimi służbami. Naftohaz zaznaczył, że jest to już piętnasty celowy atak na jego obiekty infrastruktury krytycznej od początku stycznia.
Naftohaz kontynuuje pracę w warunkach ciągłego zagrożenia wojskowego, koncentrując się na bezpieczeństwie personelu, minimalizowaniu skutków ataków i utrzymaniu stabilności funkcjonowania systemu energetycznego – zaznaczył koncern.
Apel do mieszkańców Brodów: Zostańcie w domu
Rada Miejska Brodów powiadomiła, że w położonym w obwodzie lwowskim mieście zapaliły się po rosyjskim ataku produkty naftowe i powstało zadymienie. Mieszkańcom zalecono pozostanie w domach i szczelne zamknięcie okien.
„W razie potrzeby należy założyć nawilżoną maskę lub respirator. Dotyczy to zwłaszcza osób z przewlekłymi chorobami układu oddechowego” – czytamy w komunikacie.

Szef lwowskiej administracji obwodowej Maksym Kozycki poinformował, że specjaliści z Lwowskiego Obwodowego Centrum Kontroli i Profilaktyki Chorób odnotowali tymczasowe przekroczenie poziomu tlenku węgla w miejscowości Smolno w obwodzie lwowskim. Według niego, jest to związane z porannym atakiem rosyjskiego drona na obiekt infrastruktury w rejonie złoczowskim.
Z Kijowa Iryna Hirnyk (PAP)
ira/ ap/



























































