

Rosjanie mogą w najbliższym czasie wprowadzić restrykcje dotyczące importu m.in. polskich owoców. Minister rolnictwa Marek Sawicki powiedział PAP w poniedziałek, że nie ma oficjalnych informacji na ten temat.
Agencja ITAR-TASS poinformowała w poniedziałek, że Rosyjska Federalna Służba Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego (Rossielchoznadzor) może w ciągu tygodnia-dwóch wprowadzić zakaz lub ograniczenie importu owoców z niektórych państw UE, w tym z Polski.
"Ciągle wierzę, że Rosja działa zgodnie z przepisami Światowej Organizacji Handlu, a jej decyzja nie będzie miała charakteru politycznego" - powiedział PAP Sawicki. Dodał, że do Polski nie napływają jakieś wzmożone informacje o nieprawidłowościach. A jeżeli one są, to należy wskazać konkretną partię i producenta.
Przedstawiciel Rossielchoznadzoru Aleksiej Aleksiejenko powiedział, że w pierwszym rzędzie zakaz może dotyczyć Polski, Mołdawii i Holandii. Członkami UE są tylko Polska i Holandia, Mołdawia podpisała z UE umowę stowarzyszeniową.

Aleksiejenko wyjaśnił, że konieczność wprowadzenia zakazu jest związana z tym, że owoce importowane przez Rosję z niektórych państw Unii są zarażone szkodnikiem - owocówką (to motyl nocny, którego gąsienice żerują na owocach jabłoni, grusz i śliw).
Komentarz eksperta
Katastrofa polskich sadowników
Polacy eksportują do Rosji jabłka za ok. 30 mln euro miesięcznie. Embargo na owoce z Polski oznacza poważny kryzys wielu polskich przedsiębiorstw i rolników. Zaczęła się wojna na embarga i niestety - nie mamy szans jej wygrać.
Jabłka i wieprzowina to jedne z głównych polskich towarów eksportowych do Rosji. W sumie ich łączny roczny eksport to równowartość ok. 400 mln euro. Łączny polski eksport do Rosji wynosi nieco ponad 10 mld euro. Nasz bilans handlowy z Moskwą jest niekorzystny - od Rosjan kupujemy rdr towarów za 25 mld euro, głównie z powodu importu surowców energetycznych. Na embargach najwięcej zarabiają przemytnicy i politycy. Nie da się przestawić w tydzień na nowy surowiec całego sektora gospodarki. To kłopotliwa sytuacja dla wszystkich uczestników handlu - kolejny dowód na to, że zaangażowanie w ukraińskie rozruchy będzie nas sporo kosztować. Miejmy nadzieję, że obecne kłopoty to niezbędny koszt "inwestycji na przyszłość".
Także pod koniec czerwca minister rolnictwa Marek Sawicki zapewniał, że współpraca między polskimi służbami i rosyjskimi układa się dobrze, a najczęściej wykrywane nieprawidłowości dotyczą błędów w dokumentach, a nie jakości produktów.
Eksperci, z którymi rozmawiała wówczas PAP podkreślali, że wprowadzanie przez Rosję embarga na sprowadzane do niej produkty - to wojny handlowe wypowiadane krajom, z którymi Moskwa ma złe stosunki polityczne; efekt tych "kontrsankcji" wobec krajów zachodnich jest niewielki - zaznaczali.
Restrykcje - poza Polską - nakładane są też na inne państwa. W ostatnim czasie Służba Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego zakazała importu żywych świń z Kanady, Meksyku, RPA, Korei Południowej i Japonii, a także USA. Uzasadnieniem jest obawa przed epidemiczną biegunką świń. W przypadku Polski zakaz dotyczy eksportu wieprzowiny i wynika z wykrycia na terytorium Polski przypadków afrykańskiego pomoru świń (ASF) u dzików. Rosjanie nie zdecydowali się jednak na wprowadzenie embarga np. w stosunku do Białorusi, na której terytorium również występuje ASF i to u świń.
Rosja przystąpiła do Światowej Organizacji Handlu w 2012 r. po wieloletnich zabiegach i negocjacjach w tej sprawie. Moskwa liczyła, że podobnie jak w przypadku Chin, również u niej nastąpi napływ wielkich inwestycji. Państwa będące członkami WTO muszą jednak przestrzegać wielostronnych norm i zobowiązań, a w przypadku konfliktu poddać się kontroli i egzekwowaniu przepisów. Problem w tym, że postępowanie przed WTO trwa dość długo. Zdaniem prof. Katarzyny Duczkowskiej-Małysz ze Szkoły Głównej Handlowej przynależność do tej organizacji nie przeszkadza Rosji we wszczynaniu wojen handlowych, które są skuteczne, a jednocześnie trudne do udowodnienia. "Generalna tendencja jest taka: im gorzej się mamy politycznie z jakimś krajem, tym większe niebezpieczeństwo wszczęcia wojny handlowej, a ponieważ nie można jej wszcząć oficjalnie, to robi się to nieoficjalnie innymi metodami. Niewykluczone, że tu mamy do czynienia z taką sytuacją" - oceniła.
Wtórował jej dr Kazimierz Wóycicki ze Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego, który zaznaczył, że polski eksport do Rosji jest stosunkowo niewielki. Z danych ministerstwa gospodarki wynika, że stanowi on 5,3 proc. naszego eksportu za granicę.
Zaznaczył, że rynek rosyjski jest mało atrakcyjny, ponieważ wysyłamy tam często produkty nieprzetworzone. Na przykładzie jabłek zauważył, że nasi producenci, zamiast sprzedawać owoce, mogą je przerabiać np. na cydr i w ten sposób zarabiać jeszcze więcej. (PAP)

































































