Po Afryce przyszedł czas na Azję. Protesty społeczne zapoczątkowane w Tunezji objęły także Egipt, Algierię, Maroko, Jordanię oraz Jemen. Od wczoraj do tej listy możemy dopisać Bahrajn oraz Iran. Arabowie oraz Irańczycy coraz śmielej domagają się zmian władz, a szybko rosnące koszty żywności okazały się katalizatorem tych protestów.
„Widzimy, jak protesty rozprzestrzeniają się z Tunezji i Egiptu do krajów, które są ważne dla rynków ropy” – odnotował Christophe Barret, analityk z Credit Agricole cytowany przez Reutersa.
Handlujący ropą coraz mocniej obawiają się scenariusza, w którym zamieszki dotrą także do Arabii Saudyjskiej, rządzonej żelazną ręką przez sunnicką dynastię Saudów. Niepokojąco wygląda także sytuacja w Iranie, gdzie opozycji znów udało się zgromadzić wielotysięczne tłumy demonstrantów.
W rezultacie ceny ropy w Europie znalazły się na najwyższych poziomach od 2,5 roku. Za baryłkę surowca marki Brent płacono 103,10 USD, czyli tyle samo co na zamknięciu poniedziałkowych notowań. Lecz jeszcze rano kurs ropy otarł się o poziom 104 USD.
K.K.





























































