"Gołębie" wystąpienie szefa Rezerwy Federalnej wprawiło w zadowolenie inwestorów z Wall Street. S&P500 i Nasdaq poprawiły świeże rekordy wszech czasów, rosnąc w granicach 1%.


Wystąpienie Jerome'a Powella było piątkowym hitem. Szef Rezerwy Federalnej z pozoru nie powiedział nic nowego, ale jego wypowiedzi można było zinterpretować jako odejście od nieco twardszej linii prezentowanej w pierwszym półroczu.
"Gospodarka jest silna. Inflacja jest blisko naszego 2-procentowego celu i większość ludzi, którzy chcą pracy, znajduje ją... Jeśli silny wzrost dochodu i zatrudnienia zostanie utrzymany, to dalsze stopniowe podwyżki docelowego przedziału stopy funduszy federalnych będą wydawały się właściwe" - powiedział Jerome Powell podczas corocznego sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole.
Rynek zrozumiał, że Fed pod wodzą Powella nie zrobi niczego pochopnie. Że oczekiwany wzrost stop procentowych nadal będzie "stopniowy" i zdecydowanie wolniejszy niż w poprzednich cyklach. Oraz że za "normalizację" polityki monetarnej kierownictwo Fedu uzna okolice 3%, a nie 5% jak to dawniej bywało.
Po wystąpieniu Powella na rynkach pojawiła się mała euforia. Sprzedawano dolara i kupowano, co popadnie. Ale przede wszystkim akcje. S&P500 poszedł w górę o 0,62%, na zamknięciu osiągając wartość 2874,69 pkt. i po drodze zaliczając nowe historyczne maksimum (2876,16 pkt.). To samo uczynił Nasdaq, który zamknął dzień zwyżką o 0,86%, zbliżając się do okrągłego poziomu 8 000 punktów.
Od dawna wiadomo, że cykl podwyżek stóp procentowych w Rezerwie Federalnej kończy hossę na Wall Street. Rzecz jasna nie dzieje się to ani po pierwszej, ani po czwartej podwyżce. Ale w pewnym momencie rosnące koszty kredytu zabijają giełdowego byka. Trzeba być naiwnym, aby wierzyć, że tym razem będzie inaczej.
Niemniej jednak obecny cykl podwyżek (a właściwie normalizacji) stóp procentowych w USA jest mocno nietypowy. Cena pieniądza rośnie bardzo wolno i podnosi się z rekordowo niskiego poziomu. Istnieje zatem szansa, że także giełdowa hossa wytrwa dłużej, niż to zwykle bywało. Zwłaszcza, że według najpopularniejszych rachub obecnie trwający rynek byka jest już najdłuższym w powojennej historii USA.
Krzysztof Kolany





























































