To był interesujący piątek na rynkach finansowych. Mocna zwyżka w Europie, ledwo draśnięte szczyty na Wall Street, siła dolara i pogrzeb cen ropy naftowej. To w skrócie reakcja na szokująco pozytywne dane z amerykańskiego rynku pracy.



Amerykańskie Biuro Statystyki Pracy poinformowało, że w listopadzie zatrudnienie w sektorach pozarolniczych zwiększyło się aż o 321 tysięcy. Dla większości ekonomistów był to szok, ponieważ rynkowy konsensus zakładał wzrost o ok. 230 tys. Przez ostatnie dwa lata obserwowaliśmy wyniki rzędu 200 tys. +/- 30-40 tys.
Jednakże tak dobre dane nie wywołały euforii na Wall Street. I raczej nie stało się tak z powodu wątpliwości, jakie inwestorzy mogli mieć wobec metodyki sporządzania tego raportu (dane BLS poddawane są intensywnej „obróbce” statystycznej i często bywają rewidowane).
Problem najprawdopodobniej leżał w tym, że takie dane z rynku pracy mogą skłonić Rezerwę Federalną do szybszego zerwania z zerowymi stopami procentowymi. Byłby to niekorzystny czynnik dla wycen akcji. Obawy te dodatkowo podsycił przeciek z samego Fed-u, którego ekonomiści ponoć uznali, że optymalny czas na podwyżkę stóp procentowych właśnie mija.
Rezultatem była konsternacja na Wall Street. Bo z jednej strony tak dobre dane świadczą o sile amerykańskiej gospodarki, co zachęcałoby do kupowania (nawet ekstremalnie drogich) akcji. Z drugiej strony wizja szybkich podwyżek stóp procentowych doprowadziłaby do wzrostu stopy dyskonta, co zmasakrowałoby wyceny zarówno akcji jak i obligacji.

Te wątpliwości dobrze było widać na wykresie S&P500, który do połowy sesji szedł w górę, nieznacznie poprawiając czwartkowy rekord wszech czasów, wspinając się na wysokość 2079,47 pkt. Ale później S&P500 zaczął się cofać, by w końcówce na chwilę zejść pod kreską i rzutem na taśmę wypracować dodatni finisz. Piątkowy kurs zamknięcia był jednak niższy zarówno od środowego jak i czwartkowego sesyjnego maksimum.
Ze wstrzemięźliwością Amerykanów kontrastowała euforia w Europie, gdzie DAX po wzroście o 2,4% ustanowił nowe historyczne maksimum, nieznacznie poprawiając dotychczasowy rekord z czerwca. Francuski CAC40 urósł o 2,2%, w Madrycie IBEX35 zyskał 2,65%, a w Mediolanie MIB zwyżkował aż o 3,4%. Był to efekt nasilających się przecieków i spekulacji w kwestii rozpoczęcia skupu obligacji skarbowych przez Europejski Bank Centralny. „Klasyczne” QE w strefie euro powoli staje się scenariuszem bazowym, a jego ogłoszenie oczekiwane jest już na styczeń 2015 r.
Kombinacja mocnych danych z USA i rosnących oczekiwań na psucie pieniądza w strefie euro (czyli na QE) doprowadziła do spadku notowań euro, a para euro-dolar pogłębiła dwuletnie minimum. Presja ze strony silniejszego dolara dobiła ropę naftową, której notowania po obu stronach Atlantyku zamknęły się na najniższych poziomach od ponad 5 lat. Dla ropy Brent była to cena 68,70 USD za baryłkę, a dla amerykańskiego surowca typu „Crude” 65,61 USD/bbl.





























































