Pracownicy PKN Orlen dowiedzieli się o możliwości odejścia z firmy w zamian za wysoką odprawę w kwietniu. Po zakończeniu przyjmowania zgłoszeń chętnych pracowników okazało się, że uzbierało ich się nawet 700. Tymczasem zarząd płockiej firmy chciał zwolnić 320 osób. Sprawiły to rekordowo wysokie odprawy – za dobrowolne odejście każdy pracownik otrzyma 50 tys. zł plus 4 tys. zł za każdy przepracowany w spółce rok.
„To tylko pozornie wysoki wydatek. Koszty odpraw zwrócą się po 5 – 6 latach” – twierdzi Witold Orlowski, doradca prezydenta. A PKN Orlen na odprawy stać – spółka notuje bowiem rekordowo wysokie zyski. W 2004 roku wypracowała 2 mld zł zysku netto.
Firmy decydują się na wypłaty odpraw nawet, jeśli nie jest to dla nich najtańsze rozwiązanie. Często ważnym argumentem jest zachowanie spokoju społecznego, czyli uniknięcie strajku pracowników i zamieszania w mediach.
Wysokość odpraw proponowanych przez firmy rośnie dość szybko. Do niedawna rekordowa kwota wynosiła 100 tys. zł (Elektrownia Połaniec), potem stawkę podbili właściciele Elektrowni Rybnik, następny rekord ustanowił zarząd holdingu BOT (nawet 150 tys. dla pracownika).
Jakie są efekty takiego sposobu zwalniania pracowników?. Socjologowie uważają, że nie jest to najlepszy sposób na redukcję zatrudnienia, bowiem zwalnianemu pracownikowi wręczana jest ryba, a nie wędka. Z badań wynika, że górnicy, którzy w liczbie 50 tys. skorzystali z odpraw kilkanaście lat temu, w większości przeznaczyli otrzymane pieniądze na konsumpcję, a teraz ponownie są na garnuszku państwa.
Popularność tego sposobu zwalniania pracowników jest uzależniona od umiejscowienia pracodawcy. Pracownicy są mniej chętni do korzystania z odpraw, jeśli firma jest jedynym dużym pracodawcą w regionie, w którym panuje spore bezrobocie, gdzie o inną pracę niełatwo. Po odprawy sięgają chętniej młodzi, wykwalifikowani pracownicy, którzy mają większe szanse na rynku pracy.
M.D.
Źródło: „Gazeta Wyborcza”































































