Jeszcze trzy lata temu o Rafako mówiło się głównie w kontekście problemów finansowych spółki. Dziś powraca ona do łask, przynajmniej póki co u analityków. Czy przełoży się to na notowania spółki?
Rafako to największy producent kotłów w Polsce. Jego jednostki można spotkać niemal we wszystkich najważniejszych elektrowniach w kraju: od Dolnej Odry, przez Kozienice i Bełchatów, po Opole i Jaworzno. Wielu inwestorom z Książęcej kojarzy się ona jednak przede wszystkim z problemami finansowymi, które przed trzema laty wstrząsnęły raciborskim przedsiębiorstwem.
Historia Rafako łączy w sobie dwie spółki, które na długo zapadną w pamięci inwestorów. Do 2011 roku należała ona do Zygmunta Solorza-Żaka poprzez holding Elektrim. Ten sam Elektrim, którego notowania zostały zawieszone przez Solorza w 2008 roku i nigdy później ich nie odwieszono. Wzbudziło to wiele kontrowersji, historię spółki opisywaliśmy na łamach Bankier.pl m.in. w zestawieniu "rajów dla spekulantów".
Później Rafako znalazło się w grupie PBG. I to właśnie przede wszystkim od nowego właściciela wzięły się wspominane problemy Rafako. PBG w czasie przygotowań do Euro 2012 realizowało ogromne kontrakty, później grupę dopadło jednak przekleństwo zwycięzcy i 4 czerwca 2012 PBG złożyło wniosek o upadłość układową.
Problemy PBG uderzyły w Rafako
Mimo iż Rafako na tle grupy prezentowało się zdrowo, to kłopoty właściciela okazały się poważnym ciosem w finanse Raciborskiej Fabryki Kotłów. Bezpośrednio w spółkę uderzały próby ratowania majątku przez właściciela PBG, Jerzego Wiśniewskiego, oraz sprawa przejęcia papierów Energomontażu-Południe, które później Rafako musiało zwrócić, a sprawą zajęła się KNF.
Dodatkowo pojawił się problem wiarygodności. Finanse Rafako były postrzegane przez pryzmat sypiących się finansów PBG. Narastała nieufność banków, co okazało się przeszkodą nie tylko w pozyskaniu gwarancji dla kontraktów na bloki w Opolu i Jaworznie, ale także kredytów pozwalających finansować bieżącą działalność Rafako.
Najgorszym pod względem finansowym okresem w raciborskiej fabryce był trzeci kwartał 2013 roku. Przy przychodach rzędu 181 mln zł, strata netto sięgnęła 140 mln zł. Niewielka strata pojawiła się także kwartał później, jednak od tamtego momentu spółka notuje już jedynie zyski. Firmie udało się wyjść z dołka i powoli wraca ona do łask u analityków.
CZYTAJ DALEJ: Jakie są perspektywy na przyszłość dla Rafako >>
Dwa razy "kupuj"
- Naszym zdaniem, Rafako daje znakomitą ekspozycję inwestorom poszukującym silnej dynamiki zysków w przyszłości (38 proc. średnia roczna stopa wzrostu zysku na akcję w latach 2016-18) w połączeniu z atrakcyjną wyceną - napisali w raporcie z 10 grudnia analitycy DM BOŚ. Cenę docelową określili oni na poziomie 10,1 zł i zarekomendowali kupno akcji Rafako.
Potencjał w spółce dostrzegli także analitycy Trigona. W ostatnim raporcie również zarekomendowali kupno akcji spółki, cenę docelową ustalając na poziomie 9,3 zł. W trakcie piątkowej sesji za papiery Rafako płacono 7,33 zł. Potencjał wzrostowy w obu przypadkach jest więc spory.
Spółce pomaga nie tylko zakończona niedawno batalia o PBG. - Dostrzegamy liczne okazje, które spółka może wykorzystać do dalszego wzrostu - ocenił DM BOŚ. Analitycy wskazują na inwestycje w konwencjonalną energetykę na rynku lokalnym w związku z pozytywnym podejściem nowego rządu do sektora węglowego, rozwój segmentu usług i wdrożenie konkluzji BAT (zmiany w przepisach ochrony środowiska).
Potrojona EBIDTA
Wzrost będzie nie tylko efektem realizacji projektu Jaworzno. DM BOŚ zauważa, że pod względem liczby pozyskanych kontraktów 2015 rok okazał się kiepski, jednak kolejny prawdopodobnie będzie dużo lepszy.
Analitycy Trigona zakładają, że w kolejnych trzech latach spółka zrealizuje 3,4 mld zł backlogu w Jaworznie przy ok. 8 proc. marży EBITDA. Szacują, że w latach 2015-17 EBITDA spółki wyniesie odpowiednio 50 mln, 121 mln i 125 mln zł. Uważają, że w okresie tym do spółki powrócić powinno także 155 mln zł z kaucji gwarancyjnych w ramach zakończonych kontraktów.
W związku z tym, w ocenie Trigon DM, jest szansa, że spółka odłoży w kolejnych trzech latach znaczną ilość gotówki i można zakładać, że banki zgodzą się na wypłatę 20 proc. zysku netto w ramach dywidendy od 2017 roku. Analitycy Bosia zakładają powrót dywidendy w 2018 roku.
Nie tylko pozytywy
Przy obecnym poziomie zysków Rafako wydaje się niezbyt atrakcyjne. Stosunek kapitalizacji do zysku netto (P/E) sięga obecnie 24,4, podczas gdy dla szerokiego rynku wynosi on 13,9. Na tle rynku spółka jest więc z punktu widzenia teorii droga. Wartości te odnoszą się jednak do przeszłości, przewidywany przez analityków wzrost zysków powinien sprawić, że spółka stanie się w tej kategorii całkiem atrakcyjna. Wyliczenia Trigona sugerują, że w 2017 roku EBITDA będzie trzykrotnie wyższa, niż ta wypracowana przez ostatnie cztery kwartały.
Potencjał dostrzegł już rynek. Notowaniom spółki jednak wciąż daleko do poziomów sprzed przejścia do grupy PBG. Od dołka z kwietnia 2013 roku notowania odbiły o 170 proc., wzrosty te poprzedziły jednak dynamiczne spadki. W tym roku stopa zwrotu wynosi 30 proc. i spółka znajduje się obecnie w pobliżu kluczowego poziomu 7,52 zł (z maja 2015 roku), który wyznacza niemal trzyletnie maksima giełdowej wyceny spółki.
Potencjalnym problemem Rafako może być jej osierocenie. Oprócz PBG (50 proc. udziału w kapitale), powyżej 5 proc. akcji posiada obecnie jedynie Quercus (6,8 proc.). W świetle problemów PBG Rafako nie ma więc mocnego inwestora, który traktowałby spółkę jak oczko w głowie. Dodatkowo, jak oceniają analitycy Trigona, dostępność linii gwarancyjnych wciąż nie jest na najwyższym poziomie. Problemy przeżywa także branża energetyczna, a więc główny klient spółki. Patrząc jednak na potrzeby inwestycyjne polskich elektrowni ciężko uwierzyć, aby Rafako zabrakło kontraktów.


























































