Antagonizowanie sojuszników z NATO, otwarta krytyka Europy i wszczynanie wojen handlowych nawet z tradycyjnymi partnerami – to działania Donalda Trumpa. Z kolei Władimir Putin dołożył do tego pełnoskalową inwazję na Ukrainę, która wstrząsnęła dotychczasowym porządkiem bezpieczeństwa w Europie i zmusiła kraje regionu do gwałtownego dozbrajania się. W efekcie inwestorzy uczynili z Hanwha Aerospace najlepiej prosperującą spółkę zbrojeniową na świecie.


Od dekad Koreańczycy z Południa sąsiadują ze swoim uzbrojonym po zęby sąsiadem. Ich dawni bracia, Koreańczycy z północy, co chwila grożą Seulowi zniszczeniem. Armia reżimu nie jest może wyjątkowo nowoczesna, ale za to niezwykle liczna. I tu pojawia się koreańska zbrojeniówka, która zaprojektowana została pod to stałe i specyficzne zagrożenie. Nie produkują broni XXII wieku ani niczego niezwykle skomplikowanego, ale tworzą sprzęt dobrej jakości, sprawdzony, a przede wszystkim potrafią produkować dużo i szybko.
I to wystarcza. Koreańczycy żyją z konfliktu z sąsiadami, ale zaczynają powoli rozwijać swój zbrojeniowy biznes także poza krajem; chociażby w Europie. Polsce dostarczają między innymi zestawy rakietowe HOMAR-K, samoloty FA-50, czołgi K2 czy armatohaubice K9. Ta współpraca trwa jednak od dłuższego czasu, a pierwszym poważnym kontraktem było zgarnięcie umowy na podwozia do polskich armatohaubic Krab, których pierwotny krajowy odpowiednik miał problemy techniczne. A warto dodać, że nie wszystkie zakomunikowane zakupy przerodziły się w umowy.
Zbrojąca się Polska to jednak niejedyny kierunek, na którym Koreańczycy są i chcą być obecni. W Norwegii K2NO przegrał z Leopardem, ale już w Rumunii zdecydowali się na zakup 54 samobieżnych armatohaubic K9, a także zastanawiają się nad tym samym czołgiem co Polacy, a więc K2. Kontrakt bardzo lukratywny, bo Bukareszt potrzebuje setek nowych pojazdów.
Koreański Wokulski, czyli na wojnie się zarabia
Oczekiwania związane z ekspansją zagraniczną sprawiły, że kapitalizacja rynkowa grupy Hanwha, siódmego co do wielkości południowokoreańskiego czebola, od początku roku niemal się podwoiła, osiągając poziom około 73 bilionów wonów (50 miliardów dolarów). To jedna nic. Zbrojne ramię konglomeratu – Hanwha Aerospace – stało się najlepszą na świecie spółką z sektora obronnego pod względem wyników giełdowych.
Akcje Hanwha Aerospace wzrosły o ponad 4000% w ciągu ostatnich pięciu lat, co czyni ją najlepiej radzącą sobie spółką obronną w globalnym indeksie Bloomberga. Nawet po ostatniej korekcie, akcje wciąż notują ponad 3100% wzrostu. W szczytowym momencie wykres zatrzymał się na poziomie około 4100%, co pokazuje skalę rajdu, jaki przeszedł ten producent uzbrojenia. Na tle szerokiego rynku wzrosty te wyglądają wręcz kosmicznie. KOSPI, główny indeks giełdy w Seulu, oraz globalny MSCI World, obejmujący akcje z rozwiniętych gospodarek, praktycznie stoją w miejscu.
Obfitość spłynęła także na Hyundai Rotem, mniejszego rywala Hanwha Aerospace, który tylko w tym roku podwoił swoją wartość na giełdzie, a w ciągu ostatniego roku urósł o ponad 195%.
Są zamówienia, to są inwestycje i zakupy
Entuzjazm na rynku udzielił się także zarządowi Hanwha. Spółka ogłosiła, że planuje emisję praw poboru na 3,6 biliona wonów dla swojego segmentu kosmicznego, co według danych Bloomberga, miałoby stanowić największą tego rodzaju ofertę w historii Korei Południowej.
Pozyskane w ten sposób od inwestorów środki czebol chce przeznaczyć na inwestycje w zagraniczne zakłady produkcyjne oraz zakup udziałów u partnerów międzynarodowych, na przykład australijskiej stoczni Austal Ltd, w której 9,9 procent udziałów Koreańczycy nabyli w dniu ogłoszenia wielkich inwestycji.
Hurraoptymizm jednak nie udzielił się akcjonariuszom. Ogłoszenie to wywołało wyprzedaż akcji, które spadły nawet o 16%. Hanwha wyczuła moment i chce kuć żelazo, póki gorące, to fakt. Zarówno ambicje zarządu, a może przede wszystkim ambicje samego Seulu nie mogą zignorować takiej okazji, ale dla rynku to już co innego. Owszem, inwestorom chodzi przede wszystkim o wzrosty, ale niekoniecznie wtedy, gdy wiążę się to z rozwodnieniem kapitału i ryzykiem nadmiernej ekspansji. Koreańczycy mogą mieć wielkie ambicje, ale ich apetyt na wydostanie się z peletonu i dołączenie do militarnej ucieczki (w tej globalnej rywalizacji o dominację na rynku uzbrojenia) właśnie dostał podmuch prosto w twarz przy pierwszym wyjściu na czoło.

































































