Z najświeższych danych OECD wynika, że średnia stopa zastąpienia na emeryturze w krajach zrzeszonych w tej organizacji wyniesie 69,1%. Najniższa jest w Meksyku (45,3%), a najwyższa w Danii (117,5%). W Polsce wynosi ona 59,8%.


Stopa zastąpienia to wysokość emerytury w stosunku do średniej pensji uzyskiwanej przez świadczeniobiorcę w okresie poprzedzającym jego przejście na emeryturę. Jest ona różna w zależności od osiąganych wcześniej zarobków.
W większości przypadków jest ona niższa wraz ze wzrostem dochodów, tzn. im zarabiamy więcej, tym nasza przyszła emerytura będzie stanowić niższy odsetek naszego obecnego wynagrodzenia. Ta zależność występuje w większości państw OECD, m.in. ze względu na ograniczenia wysokości składek odprowadzanych do państwowych systemów emerytalnych.
W Polsce też obowiązują limity – w 2015 roku wynosi on 118 tys. zł, a to oznacza, że maksymalna suma składek na ubezpieczenie emerytalne w ciągu roku wynosi nieco ponad 11,5 tys. zł. Dla wielu ludzi brzmi to nieprawdopodobnie, ale jeśli ktoś pracuje na etacie i zarabia np. 20 tys. zł miesięcznie, to składki do ZUS-u przestaje płacić w czerwcu.

Przeczytaj także
Tylko co setny młody Polak zapisuje się do OFE
Przeczytaj także
Ile wyniesie Twoja emerytura?
W Polsce mediana wynagrodzeń wynosi ok. 2,8 tys. zł brutto (2 tys. zł netto). Z danych OECD wynika, że osoby osiągające taki dochód mogą liczyć na emeryturę w wysokości 1,67 tys. zł brutto (1,3 tys. zł netto).
Obecny pracownik otrzymujący pensję o wartości połowy przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce, czyli 2 tys. zł brutto (1,4 tys. zł netto), może liczyć na stopę zastąpienia rzędu 61%, czyli emeryturę minimalną w kwocie 880 zł netto.
W Polsce można zarabiać mniej, niż wynosi płaca minimalna (1,75 tys. zł brutto; 1,2 tys. zł netto), bo ta obowiązuje tylko na umowach o pracę. Na umowach zlecenia czy o dzieło nie ma żadnych ograniczeń co do wysokości stawek i jeśli ktoś znajdzie zleceniobiorcę, który zgodzi się świadczyć usługę (pracować) za 2 zł za godzinę, to można mu tyle zapłacić.
W praktyce można zarabiać mniej, niż wynosi płaca minimalna, również będąc zatrudnionym na umowie o pracę, np. pracując w niepełnym wymiarze godzin. Jeśli ktoś całe swoje życie pracował za śmiesznie niskie stawki, to w praktyce może liczyć na wyższą stopę zastąpienia swojego ostatniego wynagrodzenia ze względu na tzw. emeryturę minimalną wynoszącą ok. 880 zł netto.
Przeczytaj także
To mniej niż wynosi minimum egzystencji, ale odsetkowo człowiek otrzymujący 1,1 tys. zł miesięcznie netto w teorii osiągnie stopę zastąpienia na poziomie 80%.
Osoba otrzymująca przeciętne wynagrodzenie, czyli 4 tys. zł brutto (2,8 tys. zł netto) może obecnie wg OECD liczyć na stopę zastąpienia na poziomie 59%. Oznacza to emeryturę w kwocie 1,7 tys. zł netto. Emerytury osób z pensją powyżej 6 tys. zł brutto (4,2 tys. zł netto) będą wynosiły ok. 2,4 tys. zł netto.
Polska Meksykiem Europy
W Polsce stopa zastąpienia należy do najniższych wśród państw OECD. Gorzej jest tylko w 4 krajach – Meksyku oraz w USA, Niemczech i Japonii. Nie licząc Meksyku, w pozostałych krajach średnie zarobki należą do najwyższych na świecie – przeciętnie ponad 2 tys. euro miesięcznie, czyli ponad 8 tys. zł. Innymi słowy, chociaż stopa zastąpienia emerytalnego w tych państwach jest niższa niż w Polsce, to i tak przeciętne emerytury w tych krajach będą ponad dwukrotnie wyższe od polskich.
Przeczytaj także
Ciekawa sytuacja jest w Hiszpanii. Kraj ten dotknięty jest ponad 20-procentowym bezrobociem, a liczba emerytów przekracza 8,8 mln osób. System socjalny w Hiszpanii jest mocno przeciążony i ma to bezpośredni wpływ na kondycję finansową i poziom zadłużenia tego kraju. Mimo tego stopa zastąpienia sięga 80%. Średnia w UE wynosi aż 70%. W Danii, Holandii czy we Włoszech jest to ponad 75%.
Przeciętny polski emeryt ma wyraźnie gorzej niż jego odpowiednik w państwach starej UE. Wiele wskazuje na to, że stosunek świadczeń emerytalnych do średniego wynagrodzenia będzie maleć. Dlatego tak ważne jest zadbanie o swoją finansową przyszłość, gdy już nie będziemy mogli pracować. Warto samodzielnie oszczędzać i gromadzić majątek. Problem w tym, że obciążenia składkowe najbiedniejszych są tak duże, że ostatecznie pozostaje im bardzo niska kwota na przeżycie i w tej sytuacji odkładanie jakichkolwiek pieniędzy jest nie tylko bardzo trudne, ale często niemożliwe.
Być może przyszłość nie będzie taka zła, jak przewidują niektórzy ekonomiści, ale żeby tak nie było, to zmiany i odpowiednie reformy muszą nastąpić teraz, bo za kilka lat dla kilku milionów Polaków może już być za późno.
Łukasz Piechowiak
*Artykuł otrzymał tytuł Ogórka w Największej Głupocie Tygodnia w tygodniu "Najwyższy Czas".




























































