Średnio 50 turystów z Polski dziennie
zalicza wypadek na zagranicznych stokach podczas jazdy na nartach lub
snowboardach – wynika z danych udostępnionych redakcji Bankier.pl przez firmę Europ
Assistance. Coraz częściej w tle obecny jest alkohol.
Statystyki na stokach
W szczycie zimowego sezonu Polacy tłumnie odwiedzają nie tylko rodzime, ale i zagraniczne kurorty narciarskie. Część z tych pobytów ma nieprzyjemny finał za sprawą wypadków na stokach. Jak podaje Europ Assistance, w okresie od stycznia do marca włącznie do obsłużenia jest około 4,5 tysiąca zgłoszeń od polskich klientów uprawiających sporty zimowe w innych krajach.
Stosunkowo najczęściej są to wypadki we Włoszech (50 proc.) i Austrii (30 proc.). Znacznie rzadziej narciarze doznają kontuzji we Francji (8%), w Czechach (7%) i na Słowacji (4%) – wylicza firma na co dzień świadcząca pomoc poszkodowanym ubezpieczonym. Z jej statystyk wynika, że do wypadków na stokach dochodzi najczęściej w pierwszych dniach szusowania, dużo rzadziej w ostatnich dniach urlopu.
ReklamaZobacz także
Siedem na dziesięć przypadków dotyczy narciarzy, pozostałe 30 proc. to urazy nabyte przez snowboardzistów. W przypadku tej pierwszej grupy dominują kontuzje kolan (40 proc. wypadków), kostek i stóp (20 proc.) oraz ramienia i barku (ok. 15 proc.). Snowboardzistów najczęściej dotykają urazy rąk (35 proc.) i pleców (20 proc.).
Dziś zdecydowanie rzadziej niż w przeszłości zdarzają się urazy głowy, bo – jak mówią przedstawiciele ubezpieczyciela – w Alpach panuje teraz "moda" na jazdę w kasku.

Wypadki bolesne dla portfela
Konsekwencje kontuzji, do których doszło na stokach, bywają dotkliwe także pod względem finansowym. Koszt podstawowej pomocy lekarskiej przy urazie na stoku (wizyta, środki opatrunkowe, prześwietlenie) w takich państwach jak Włochy, Austria czy Francja sięga od 400 do 1500 euro. Im poważniejszy wypadek i im większego zaangażowania lekarzy potrzeba, tym wydatek staje się większy. Koszty rosną wraz z ilością badań, prześwietleń czy rezonansu magnetycznego, które należy wykonać.
W bardziej skomplikowanych przypadkach koszty ratownictwa i pomocy medycznej dla osób pozbawionych ubezpieczenia rosną do dziesiątek, a w skrajnych sytuacjach – do kilkuset tysięcy złotych. Najbardziej w przypadku urazów nabytych w zamożnych krajach alpejskich. Europ Assistance podaje przykłady z poprzedniego sezonu:
- Włochy - leczenie operacyjne złamanie skośnego 1/3 bliższej kości ramiennej prawej z przemieszczeniem odłamów - 56 tys. zł,
- Austria – leczenie operacyjne złamania szyjki kości udowej prawej - 51 tys. zł.
Najdroższa sprawa narciarską obsługiwana przez Europ Assistance Polska wynosiła prawie 200 000 zł i związana była z bardzo długą hospitalizacją i rehabilitacją po wypadku narciarskim i uderzeniu w drzewo. Ubezpieczony dostał wówczas licznych złamań i urazów wielonarządowych – przywołuje ubezpieczyciel.
Bezwzględnym minimum, o jakie powinni zadbać podróżujący za granicę, jest Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ). Nie wystarczy ona jednak w razie wypadku na stoku - nie jest bowiem podstawą do refundacji kosztów ratownictwa górskiego. Przypomina o tym Narodowy Fundusz Zdrowia, w poradnikach zamieszczonych na stronie poświęconej EKUZ informując wprost: "Na podstawie EKUZ nie przysługują ponadto świadczenia zdrowotne udzielane przez służbę ratownictwa górskiego udzielane w związku z wypadkiem np. na nartach. Pacjent jest zobowiązany do pokrycia całkowitych kosztów tego rodzaju pomocy medycznej we własnym zakresie. Zatem zalecane jest posiadanie polisy prywatnego ubezpieczenia, z której możliwe będzie pokrycie kosztów tego rodzaju świadczeń związanych z transportem medycznym pacjenta w wyniku wypadku np. narciarskiego" (fragment pochodzi z poradnika dla turystów wyjeżdżających do Czech).
Pijesz alkohol? Dopilnuj klauzuli
Dodatkową komplikacją w przypadku urazów doznanych na stokach jest towarzyszący często narciarzom alkohol – typowy powód wyłączenia odpowiedzialności po stronie ubezpieczyciela. Jak podaje Europ Assistance, spożycie alkoholu wykazywane jest w średnio co trzydziestym obsługiwanym wypadku. I te statystyki z każdym rokiem rosną.
– Coraz częściej zdarza nam się organizować pomoc dla ubezpieczonych, którzy w czasie szusowania po stoku byli pod wpływem alkoholu – potwierdza Justyna Niebutkowska-Jończyk, menadżer ds. komunikacji w Europ Assistance. – Niektórzy narciarze nie wyobrażają sobie niewypicia choćby niewielkich ilości alkoholu pomiędzy zjazdami ze stoku. Informacja o alkoholu we krwi pojawia się zazwyczaj w raporcie medycznym sporządzonym przez lekarza na wizycie lekarskiej – uzupełnia.
Kluczowa w przypadku zdarzeń na stokach jest tzw. klauzula alkoholowa, o którą turyści powinni zadbać w swoim ubezpieczeniu. Obecność takiego zapisu w umowie gwarantuje, że ubezpieczyciel pokryje wszystkie koszty leczenia czy transportu do szpitala. Trzeba jednak mieć na uwadze, że nawet mimo takiego zabezpieczenia w polisie, ubezpieczyciel nie opłaci ani mandatów, ani grzywien, które może nałożyć policja bądź sąd, bo jazda na nartach czy snowboardzie pod wpływem alkoholu jest niezgodna z prawem.
Malwina Wrotniak































































