Przedstawiciele przemysłu chemicznego oceniają, że zaproponowane przez Komisję Europejską zmiany w systemie handlu emisjami EU ETS są krokiem w dobrym kierunku, ale nie odpowiadają na oczekiwania branży. Jak wskazują, nie widać rozwiązań, które wsparłyby konkurencyjność przemysłu i zagwarantowały tanią energię.


"Na rewizję czekaliśmy od wielu miesięcy, z nadziejami i planami, co ta rewizja miała dać branży chemicznej w kontekście odbudowania konkurencyjności, obniżania cen energii, rozwoju, realizacji strategii itd. (...) Nie do końca tego się spodziewaliśmy" - powiedział podczas debaty Tomasz Zieliński, prezes Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.
"W mojej ocenie, pozytywnie można odebrać to, że są te elementy inicjujące pewne zmiany, ale bez twardych narzędzi. (...) Propozycje, przynajmniej z mojej perspektywy, pokazują, że jest to bardziej plan na wynoszenie przemysłu poza Europę niż twarde pozostawienie go tu w Europie. Nie dostrzegłem mechanizmów i jakichkolwiek rozwiązań dających nam, przemysłowi chemicznemu, pozyskanie taniej energii. Długofalowo, nie widzę, jak nowa forma ETS mogłaby trwale odbudowywać, w zasadzie poprawiać konkurencyjność branży, zwłaszcza wobec innych regionów świata" - dodał Zieliński.
17 lipca Komisja Europejska opublikowała propozycję reformy EU ETS. KE proponuje w niej m.in. zmniejszenie tempa redukcji uprawnień: LRF (współczynnik liniowej redukcji emisji) na poziomie 3,7 proc. w latach 2031-2035 i 1,7 proc. od 2036 r. wobec obecnych 4,3 proc. (i 4,4 proc. na lata 2028-2030), obniżenie wskaźnika uprawnień absorbowanych przez Rezerwę Stabilności Rynkowej (MSR) z 24 proc. do 12 proc. oraz dostosowanie jej funkcjonowania do realiów malejącej podaży uprawnień, czy przedłużenie Funduszu Modernizacyjnego.
Komisja Europejska zaproponowała też w ramach reformy systemu handlu emisjami ETS, by państwa UE przeznaczały co najmniej 50 proc. przychodów z aukcji ETS na inwestycje w dekarbonizację. Zapowiedziała też zwiększenie liczby darmowych uprawnień dla przemysłu do 2030 r.

KE chce też zarezerwować dla 12 państw UE, w tym Polski jedną czwartą środków z nowego programu wspierania inwestycji, tzw. booster investment. Łącznie instrument ten zostanie zasilony pulą 400 mln uprawnień, co ma przynieść około 30 mld euro. Program ma być dostępny jeszcze przed 2030 r., a w kolejnej dekadzie ma przekształcić się w bank dekarbonizacji przemysłu.
"Jako przemysł możemy odczuwać pewien niedosyt związany z tym, że nie doszło do gwałtownego zwrotu z polityki klimatycznej w kierunku polityki przemysłowej. Jest szukany pewien balans, ale nadal z mocnym akcentem na politykę dekarbonizacyjną" - ocenił Damian Fogel, dyrektor Biura Regulacji Międzynarodowych w Obszarze Regulacji i Zgodności Orlen.
Jak zauważył, można zakładać, że zaprezentowane przez Komisję zmiany np. dotyczące współczynnika LRF są propozycją wyjściową i będą podlegać negocjacjom.
Dodał, że w kontekście finansowania dekarbonizacji branża czeka na bardziej szczegółowe rozwiązania dotyczące banku dekarbonizacji przemysłu.
"Nie wiemy, na jakie projekty miałyby być alokowane te pieniądze w ramach Industrial Decarbonization Bank. (...) Kluczowym ryzykiem jest to, że ze środków ETS pozyskanych w naszej części Europy finansowane będą inwestycje dekarbonizacyjne np. w Europie Północnej, czy Zachodniej" - powiedział dyrektor Orlenu.
"Komisja wykonała pewien krok i wydaje się, że to wcale w ramach KE nie było takie proste. (...) Natomiast to nie znaczy, że to jest propozycja, która wszystkich w pełni satysfakcjonuje. Czytam to jako krok w dobrą stronę, ale o szczegółach będziemy jeszcze rozmawiać" - dodał.
Adam Gniazdowski, senior manager ds. relacji zewnętrznych i ESG w Qemetica, zauważył, że ceny uprawnień do emisji CO2 nieznacznie wzrosły po ogłoszeniu propozycji zmian, co - jego zdaniem - pokazuje, że uczestnicy rynku widzą, że nie będzie rewolucji.
"Mamy kilka kroczków w dobrą stronę, kilka kroków wstecz i dodatkowo takie rzeczy, których Komisja w ogóle nie musiała robić, czyli na przykład dodanie do ETS instalacji termicznego przekształcenia odpadów, czy warunkowość w zakresie darmowych uprawnień" - powiedział przedstawiciel Qemetiki.
Ocenił, że rozczarowująca jest propozycja dot. liniowego współczynnika redukcji uprawnień.
"(...) Było jasne, że sytuacja, w której uprawnienia znikają z systemu w 2039 roku jest nieakceptowalna, bo ona oznacza de facto likwidację przemysłu w Europie w 2039 roku. Komisja odniosła się do tego, ale w najgorszy sposób z możliwych, czyli przesuwając pozytywne rozwiązania na po 2031 roku, a zostawiając wszystko bez zmian w latach 2026-30. To jest dokładne przeciwieństwo tego, czego potrzebuje przemysł. Przemysł potrzebuje szybkich rozwiązań, żeby przetrwać najbliższe 5-7 lat" - powiedział Gniazdowski.
Piotr Mikusek, dyrektor Korporacyjnego Biura Regulacji w Departamencie Korporacyjnym Wsparcia Biznesu w Grupie Azoty zauważył, że Komisja Europejska upatruje nadziei w elektryfikacji przemysłu, ale w Polsce jest to wyzwaniem ze względu na wysokie ceny energii. (PAP Biznes)
pel/ osz/




























































