Ministerstwo Edukacji Narodowej przedstawiło propozycje uregulowania czasu pracy nauczycieli i rozliczania nadgodzin, co spotkało się ze stanowczym sprzeciwem przedstawicieli oświaty. Zgodnie z pomysłem resortu pracownicy będą musieli raportować przepracowane godziny, które rozliczane byłyby nie co miesiąc, ale co 4 miesiące lub pół roku. ZNP i NSZZ „Solidarność” zarzucają projektowi próbę usankcjonowania darmowej pracy nauczycieli, nadmierną biurokrację oraz ignorowanie przełomowego wyroku Sądu Najwyższego.


Czas pracy przy tablicy i poza szkołą ściśle rozliczany
Zgodnie z propozycjami zaprezentowanymi na spotkaniu grupy roboczej Zespołu ds. pragmatyki zawodowej, o których informował Portal Samorządowy, fundamentem zmian ma być prawne zdefiniowanie czasu pracy nauczyciela jako czasu, w którym pozostaje on do dyspozycji pracodawcy w szkole lub innym wyznaczonym miejscu. Za nadgodziny ma być uznane przekroczenie średniej 40-godzinnej normy czasu pracy polegające na wykonywaniu zadań poza pensum, godzinami ponadwymiarowymi itp. MEN zamierza także wprowadzić obowiązek ewidencjonowania czasu pracy nauczyciela, za co ma odpowiadać bezpośrednio dyrektor szkoły, który będzie mógł zlecić pracownikom pracę w nadgodzinach lub ich ograniczenie.
Kontrowersje budzi jednak wydłużenie okresu rozliczeniowego do 4 lub 6 miesięcy i dopiero w tym czasie weryfikowano by przekroczenie 40 godzin w tygodniu. Choć praca ponad normę miałaby wynikać z polecenia dyrektora, to nauczyciel otrzymałby nowy obowiązek: samodzielnego zgłaszania przełożonemu ryzyka przekroczenia limitów, dyrektor z kolei mógłby wtedy albo ograniczyć zadania nauczycielowi, zlecić nadgodziny bądź uznać, że praca mieści się w normie.
Spór o stawkę za nadgodziny nauczycieli
O formie rekompensaty za nadgodziny decydowałby dyrektor szkoły - miałby wybór między udzieleniem czasu wolnego w kolejnym okresie rozliczeniowym a wypłatą wynagrodzenia (do piątego dnia roboczego następnego miesiąca), dyskusyjne są jednak finansowe mechanizmy wyliczania dodatku pieniężnego. Zgodnie z propozycją resortu, stawka za godzinę nadliczbową będzie ustalana poprzez podzielenie wynagrodzenia (zasadniczego z dodatkiem stażowym) przez średnią miesięczną liczbę godzin pracy nauczyciela, a nie przez wymiar samego pensum dydaktycznego. Jak zauważa na Facebooku autor strony "Dealerzy Wiedzy", może to wywołać ogromne zaskoczenie na paskach wypłat, obniżając stawkę za nadgodzinę z oczekiwanych 85 zł do zaledwie 40 zł.
Odrębnym systemem mają zostać objęte wielodniowe wycieczki szkolne – tu resort edukacji odrzuca klasyczne płacenie za nadgodziny na rzecz specjalnego dodatku wyrażonego w procencie od wynagrodzenia zasadniczego, zróżnicowanego w zależności od długości wyjazdu.

Solidarność przeciwna pracy ponad miarę
Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” kategorycznie sprzeciwiła się propozycjom resortu, alarmując przede wszystkim o luce w prawie dotyczącym bezpieczeństwa pracy. Projekt MEN nie przewiduje wprowadzenia dobowej normy czasu pracy, co – jak ostrzegają związkowcy – może w praktyce oznaczać zobowiązanie nauczyciela do pracy nawet przez 12 godzin dziennie bez żadnych systemowych ograniczeń.
„Solidarność” jest zdania, że kilkumiesięczne okresy rozliczeniowe mogą prowadzić do kumulowania zadań w danym tygodniu i przeciążenia nauczycieli obowiązkami, a nakładanie na nich wymogu pilnowania czasu pracy to dodatkowa biurokracja:
Przedstawione propozycje realnie przerzucają na nauczycieli odpowiedzialność za monitorowanie i zgłaszanie ryzyka przekroczenia tygodniowej normy czasu pracy. Brak jednoznacznego przypisania obowiązku ewidencjonowania czasu pracy pracodawcy – zgodnie ze standardami prawa pracy – jest sprzeczny z fundamentalnymi zasadami ochrony pracownika i prowadzi do nadmiernej biurokratyzacji oraz niepewności prawnej – czytamy w stanowisku oświatowej „Solidarności”.
W odpowiedzi związek przedstawił własną kontrpropozycję zmian w Karcie Nauczyciela, która odrzuca szczegółową ewidencję czasu pracy:
- Każda godzina pracy powyżej normy płatna jako 150% stawki godzinowej (zgodnie z Kodeksem pracy).
- Nadliczbowe godziny pracy realizowane wyłącznie za uprzednią, pisemną zgodą nauczyciela i tylko w szczególnych, uzasadnionych sytuacjach.
- Cały czas sprawowania opieki nad uczniami podczas wycieczek wliczany do czasu pracy i opłacany jako nadgodziny.
- Sprzeciw wobec ministerialnego pomysłu stałej kwoty za dzień wycieczki na rzecz wynagrodzenia za faktycznie przepracowany czas.
- Wprowadzenie rocznego 150h limitu nadgodzin oraz obowiązku ich rzetelnej ewidencji przez dyrektora.
- Przejście na miesięczny okres rozliczeniowy czasu pracy, co ma ułatwić kontrolę nad obciążeniem nauczycieli.
ZNP z negatywną opinią w sprawie czasu pracy nauczycieli
Związek Nauczycielstwa Polskiego dla propozycji MEN wydał całkowicie negatywną opinię, kwestionując w ogóle sens procedowania zmian dotyczących nadgodzin. Zdaniem ZNP w świetle uchwały Sądu Najwyższego z 26 lutego 2025 r. nowelizacja Karty Nauczyciela jest zbędna, ponieważ w tej materii należy bezpośrednio stosować powszechne przepisy Kodeksu pracy.
ZNP ostrzegł, że cztero- lub sześciomiesięczne okresy rozliczeniowe to narzędzie do wymuszania na pedagogach odbioru wypracowanych nadgodzin w formie narzuconego czasu wolnego podczas przerw świątecznych, dzięki czemu szkoły będą mogły uniknąć faktycznej zapłaty za dodatkowe obciążenie pracą. Związek punktuje również to, że projekt MEN zezwala na oddawanie czasu wolnego bez zwiększania jego wymiaru o 50 proc., co stanowi ewidentne naruszenie prawa pracy.
Obie organizacje związkowe sprzeciwiają się ryczałtowi za wycieczki szkolne w formie procentowego dodatku, przypominając, że kilkudniowa opieka nad uczniami to de facto praca całodobowa, za którą powinno przysługiwać rzetelne wynagrodzenie. Prezes Oddziału ZNP w Gryficach, Irena Nowak, w rozmowie z Głosem Nauczycielskim wskazuje, że w kwestii zarówno wycieczek, jak i nadgodzin sytuacja jest patowa, a nauczyciele powinni upominać się o swoje prawa. Jako przykład podaje przypadek opiekunów, którym kazano podpisać oświadczenie, że zrzekają się wynagrodzenia za nadgodziny. Nauczyciele odmówili, powołując się na wyrok SN i wymagając zatrudnienia dodatkowego wychowawcy na wycieczce, co skończyło się przyznaniem im dodatku za nadgodziny.
To koniec nadgodzin w oświacie?
Nauczyciele mają wątpliwości, czy propozycje resortu edukacji istotnie im się przysłużą. W mediach społecznościowych widać obawy szczególnie osób, które pracują w dwóch szkołach, bowiem w ich przypadku może pojawić się problem ze szczegółową ewidencją czasu pracy. O ile przy pensum sytuacja będzie oczywista, to już raportowanie godzin dodatkowych, np. przeznaczonych na przygotowanie do lekcji, może być zakwestionowane przez dyrektora szkoły. Długie okresy rozliczeniowe także nie zyskują aprobaty nauczycieli, którzy wprost mówią, że wtedy nadgodzin nie będzie wcale, inni z kolei zwracają uwagę na dodatkowe obowiązki.
Ministerstwo Edukacji Narodowej jak do tej pory nie opublikowało projektu nowych przepisów, konsultacje ze związkami wciąż trwają.
























































