Rząd w Edynburgu ogłosił projekt ustawy o ponownym referendum niepodległościowym. Ustawa zostanie najpierw poddana konsultacjom i nie oznacza to, że takie referendum dojdzie do skutku. Jednak szkocka premier Nicola Sturgeon nie kryje, że nie porzuciła marzeń o niepodległości.


Po przegranym referendum niepodległościowym we wrześniu 2014 roku ówczesny lider partii szkockich nacjonalistów Alex Salmond powiedział, że była to "jedyna taka okazja w tym pokoleniu". Ale wkrótce potem nowa przywódczyni SNP i premier rządu krajowego Nicola Sturgeon zastrzegła: "o ile nie zajdzie coś nadzwyczajnego", co zmieni charakter stosunków Szkocji z Anglią.
Takim nadzwyczajnym wydarzeniem stało się przegłosowanie w czerwcu Brexitu przez większość brytyjskiego elektoratu. Za Brexitem była większość Anglików, ale większość Szkotów - przeciw. Na razie jednak szkocka premier wypowiada się ostrożnie w kwestii referendum, wiedząc, że sprawa niepodległości nie zyskała wielu nowych zwolenników.
Brytyjska premier Theresa May powiedziała natomiast, że nie uważa, aby nowe referendum w Szkocji miało mandat społeczny. Niemniej, 55% Szkotów uważa, że nowe referendum w sytuacji Brexitu byłoby zasadne. W Edynburgu pojawiają się zresztą projekty różnych rozwiązań. Jedno z nich to pozostawienie Szkocji możliwości utrzymania specjalnych stosunków z Unią Europejską.
IAR/ Grzegorz Drymer, Londyn/em/sk
































































