Premier Donald Tusk przyznał w środę, że nie jest zaskoczony ostatnimi incydentami związanymi z naruszaniem przestrzeni powietrznej krajów bałtyckich przez bezzałogowce. Podkreślił, że już kilka tygodni temu ostrzegał przed możliwą eskalacją sytuacji na wschodniej flance NATO. Nie ma żartów - dodał.


W ostatnim czasie doszło do wielu wydarzeń związanych z bezzałogowcami w krajach bałtyckich. Litewska armia poinformowała w środę o możliwym wykryciu drona w pobliżu granicy państwowej z Białorusią. W związku z incydentem aktywowano misję NATO Air Policing oraz czasowo zamknięto przestrzeń powietrzną nad lotniskiem w Wilnie. Według agencji Reutera incydent trwał około godziny.
We wtorek estońską przestrzeń powietrzną naruszył dron, który następnie zestrzeliły rumuńskie myśliwce F-16 pełniące misję NATO na Litwie. Także władze Łotwy informowały we wtorek o dronie, który wleciał w jej przestrzeń powietrzną. W niedzielę wieczorem na wschodzie Litwy wykryto wrak drona zawierającego ładunek wybuchowy.
Tusk pytany na konferencji prasowej po spotkaniu z premierem Węgier Peterem Magyarem, jak NATO powinno zareagować na tego typu zagrożenia, podkreślił, że już kilka tygodni temu ostrzegał przed możliwą eskalacją sytuacji na wschodniej flance Sojuszu. - Nie jestem zaskoczony tym, że od kilkunastu dni pojawiły się sygnały świadczące o tym, że chaos może dotknąć także naszych sąsiadów, szczególnie państwa bałtyckie, nie z ich winy - podkreślił.
Według szefa polskiego rządu, napaść Rosji na Ukrainę powoduje, że granice innych krajów również są realnie zagrożone. - Kiedy mówiłem o tym kilkanaście dni temu, to wzbudziło emocje także w Polsce u niektórych komentatorów, a ja jeszcze raz chcę dobitnie to powtórzyć: dzisiaj na szczęście już nie jestem sam. Wojna rosyjsko-ukraińska, agresywna polityka Rosji wobec Ukrainy i sąsiedztwa może doprowadzić - i to w niedługim czasie - do sytuacji, w których będzie trzeba reagować stanowczo - stwierdził Tusk.

- Jestem przekonany, że całe NATO, w tym także nasi amerykańscy sojusznicy, będą bardzo poważnie traktować ewentualne zagrożenia i prowokacje, które mogą się pojawić - powiedział.
Premier zapewnił, że współpraca Polski z Węgrami, państwami bałtyckimi czy skandynawskimi skutecznie odstraszy ewentualnych prowokatorów. Jak dodał, Polska jest też coraz lepiej przygotowana do każdego scenariusza. - Chcielibyśmy uniknąć złych zdarzeń, ale ja nie jestem z tych, którzy będą zamykali oczy na rzeczywistość i udawali, że nic się nie dzieje - wskazał Tusk. Podkreślił, że choć obecnie nie ma bezpośredniego zagrożenia dla Polski, zagrożenie różnego typu prowokacjami staje się faktem.
Tusk przypomniał też, że funkcjonariusze ABW zatrzymali trzech Polaków podejrzanych o działania szpiegowskie na rzecz Rosji. - Na podstawie śledztwa ABW stwierdzono niezbicie, że wypełniali zadania wywiadowcze i przygotowywali się także do ewentualnych akcji sabotażowych w Polsce na rzecz Federacji Rosyjskiej. (...) Nie ma żartów, w tych sprawach już naprawdę nie ma miejsca na lekceważenie - dodał.
Jak przekazała ABW, w toku prowadzonego śledztwa zebrano materiał wskazujący, że podejrzani byli czynnie zaangażowani w gromadzenie środków przeznaczonych na zakup sprzętu na potrzeby wojsk rosyjskich, a także propagandowe wspieranie agresji Federacji Rosyjskiej na Ukrainę. „Zatrzymani, na zlecenie ustalonego obywatela Federacji Rosyjskiej powiązanego z Federalną Służbą Bezpieczeństwa FR, wykonywali również czynności o charakterze wywiadowczym, polegające m.in. na rozpoznawaniu rozmieszczenia wojsk NATO stacjonujących na terytorium RP. Członkowie grupy przygotowywani byli do wykonywania zadań o charakterze dywersyjnym i sabotażowym poprzez udział w szkoleniach strzeleckich oraz szkoleniach z taktyki pola walki" - wyjaśniła ABW.
W kwietniu Tusk udzielił wywiadu dla „Financial Times”, w którym stwierdził, że czasami „ma pewne problemy” z wiarą, że artykuł 5. Traktatu Waszyngtońskiego o wzajemnej obronie sojuszników w NATO nadal obowiązuje. Podkreślił, że USA traktują Polskę jako jednego z najlepszych i najbliższych sojuszników w Europie, ale kluczowe jest, jak zadziałałoby to w praktyce, gdyby „coś się wydarzyło”.
Według niego, „największym i najważniejszym pytaniem dla Europy jest to, czy Stany Zjednoczone są gotowe być tak lojalne, jak opisano to w naszych traktatach (NATO)”. Ostrzegł jednocześnie, że Rosja może zaatakować członka Sojuszu w perspektywie „raczej miesięcy niż lat”. Jak ocenił, UE powinna wzmocnić własną klauzulę wzajemnej obrony zawartą w art. 42 ust. 7 Traktatu o UE. (PAP)
andr/ par/





























































