Australijska spółka wydobywcza Prairie Mining, która chce wybudować na Lubelszczyźnie kopalnię kosztem prawie 632 mln USD, nie obawia się problemów z pozyskaniem finansowania - poinformowali przedstawiciele spółki na wtorkowej konferencji. Ich zdaniem wyniki wstępnego studium wykonalności projektu potwierdzają zasadność i potencjał ekonomiczny projektu.
"Obecna trudna sytuacja na rynku węgla nam absolutnie nie przeszkadza. Nie produkujemy węgla, nie dopłacamy do wydobycia, a projekt wygląda bardzo atrakcyjnie na przyszłość. Parametry ze wstępnego studium wykonalności na pewno będą interesujące dla inwestorów" - powiedział Artur Kluczny, wiceprezes PD CO, polskiej spółki zależnej Prairie.
"Studium wykonalności posłuży nam do rozmów z inwestorami, bankami. Zakładamy, że od drugiej połowy tego roku do końca I połowy 2017 roku uzgodnimy finansowanie, bo już teraz spotykamy się z żywym zainteresowaniem" - dodał.
Ben Stoikovich, dyrektor generalny Prairie Mining ocenił, że w Europie Zachodniej nie ma chęci do inwestowania w węgiel, ale na świecie sytuacja jest inna.

"Jest ciągle wielu inwestorów, którzy widzą przyszłość w węglu. Wiemy, gdzie znaleźć kapitał" - powiedział, wymieniając wśród krajów zainteresowanych tego typu inwestycjami m.in. Japonię, Koreę Południową, Australię, czy RPA.
Prairie Mining opublikował we wtorek wyniki wstępnego studium wykonalności (PFS) dla kopalni Jan Karski, która ma powstać w Zagłębiu Lubelskim. Wynika z niego, że produkcja węgla w kopalni wyniesie 6,34 mln ton węgla netto rocznie, a EBITDA średnio 348 mln USD rocznie. Zakładana żywotność kopalni to 24 lata, a jej wyjściowa sprzedawalna rezerwa zasobowa to 139,1 mln ton.
Średnioroczny koszt gotówkowy ma wynieść prawie 25 USD na tonę, z czego koszty wydobycia to ok. 18,8 USD/t, a koszty wydobycia łącznie z logistyką i zarządzaniem odpadami ok. 21,7 USD/t.
"To wynik wybitny jak na warunki europejskie, a szczególnie polskie" - powiedział Mirosław Taras, członek kadry menedżerskiej Prairie.
Przedstawiciele Prairie argumentują, że przewagą spółki ma być budowa kopalni od podstaw i zastosowanie nowoczesnych technologii, w tym technologii kotwienia.
"Koszt materiałowy jest blisko dziesięciokrotnie niższy niż przy technologii podporowej. Rośnie prędkość postępu ścian, wydajność, jakość wydobywanego węgla" - powiedział Taras.
Z PFS wynika, że wydajność pracy w kopalni ma wynieść 3.750 ton na pracownika rocznie wobec 1.300-2.000 ton w Bogdance, czy 600-700 ton w kopalniach śląskich.
Ok. 42 proc. produkcji stanowić ma węgiel koksujący typu 34, a 58 proc. węgiel energetyczny.
Nakłady inwestycyjne wyniosą łącznie 631,7 mln USD, z czego koszt budowy infrastruktury podziemnej to 421,7 mln USD (w tym 233 mln USD na głębienie szybów), a infrastruktury naziemnej 135,9 mln USD.
Dotąd spółka wydała na realizację projektu ok. 25 mln USD. Ma zabezpieczone środki na sfinansowanie działalności do czasu rozpoczęcia budowy kopalni, pozyskała wcześniej 83 mln dolarów australijskich od CD Capital, funduszu private equity.
W najbliższych miesiącach Prairie skoncentruje się na dalszych analizach technicznych, uzyskaniu decyzji środowiskowej i wstępnych rozmowach z potencjalnymi wykonawcami kopalni i odbiorcami węgla.
Harmonogram zakłada, że w I kwartale 2017 roku złożony zostanie wniosek o koncesję wydobywczą. Spółka liczy, że otrzyma ją w drugiej połowie 2017 roku. Rozpoczęcie budowy kopalni planowane jest na 2018 rok, a pierwszy węgiel miałby być wydobyty w 2023-24 roku.
Prairie podtrzymuje, że nie ma zamiaru sprzedawać projektu.
Spółka zakłada, że w ciągu najbliższych 5-6 lat ceny węgla koksującego odbiją do 110 USD/tonę, a węgla energetycznego do 75 USD/tonę.
Przedstawiciele spółki wskazują, że obecne niskie ceny węgla powodują brak opłacalności wydobycia wśród dużej części producentów, co skutkuje zamykaniem kopalń.
"Będzie więc możliwość wejścia na rynek niskokosztowego dostawcy węgla" - powiedział Stoikovich.
Spółka ocenia, że zapotrzebowanie na węgiel kamienny w Europie będzie się zmniejszać bardzo powoli.
"Energetyka konwencjonalna i ciepłownictwo będą funkcjonować w Polsce, w Europie przez następne kilkadziesiąt lat" - powiedział Kluczny.
"To także istotny projekt w kontekście bezpieczeństwa energetycznego kraju" - dodał. (PAP)
pel/ osz/






























































