Nie jesteśmy skansenem — mówi Radosław Kietliński, doradca zarządu Totalizatora Sportowego, wskazując, że polski model kontroli rynku hazardowego utrzymuje szarą strefę na poziomie 20—30 proc. i wciąż nie ma dla niego lepszej alternatywy w Europie.


Jak duża jest dziś szara strefa hazardu w Polsce i czy obecne narzędzia państwa oraz Totalizatora są wystarczające, by ją ograniczać, czy potrzebne są zmiany?
Gdy patrzy się na radykalne szacunki, w oczy uderza jeden fakt. Według nich skala nielegalnego rynku w tym segmencie jest w Polsce zbliżona do średniej unijnej. A zatem nie ma żadnego argumentu przemawiającego za zmianą naszego modelu. Kilka lat temu zrobiła to Holandia, a dziś legalni i nielegalni operatorzy dzielą rynek po połowie, przy czym bardzo wzrosła liczba osób grających, a także uzależnionych. Można zatem powiedzieć, że Holendrzy postawili na rozwiązanie, które zamiast korzyści przyniosło straty. Mimo tej wiedzy wciąż są w Polsce głosy przekonujące, żebyśmy popełnili ten sam błąd.
Jest jeszcze jedna istotna przesłanka. Zaprezentowane podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego wyniki badań „Postawy Polaków wobec gier hazardowych”, przeprowadzonego przez Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna dla Centrum im. Adama Smitha, wskazują, że 62 proc. badanych Polaków uważa, że większa dostępność kasyn online to większe uzależnienie u młodych dorosłych. 71 proc. z nich uważa, że dostępność do kasyn internetowych w Polsce powinna być niewielka, a ponad trzykrotnie więcej badanych Polaków popiera właśnie monopol państwa w tym obszarze, niż jest mu przeciwnych.
Czy monopol państwa na rynku hazardu ma jeszcze uzasadnienie w erze kasyn online i nowych technologii? Czy taki model da się dziś utrzymać?
Siedem lat temu, kiedy uruchamialiśmy kasyno internetowe, 100 proc. tego rynku było w rękach szarej strefy. Dziś — w zależności od metodologii — mówimy o ok. 60 proc. rynku pod kontrolą, a według naszych własnych analiz nawet 70—80 proc. To pokazuje, że gracze coraz częściej wybierają bezpiecznych operatorów, gdzie mają gwarancję wypłaty wygranych i pewność, że działają w stabilnym, regulowanym środowisku. Uważam, że w Polsce udało się zbudować system kontroli rynku hazardowego, który jest bezpieczny i przewidywalny. Warto też podkreślić, że Totalizator Sportowy nie jest właścicielem monopolu — właścicielem jest państwo polskie, a my jesteśmy operatorem wyznaczonym do jego realizacji.
Czy w takim razie powinniśmy utrzymać obecny model i nie zmieniać zasad rynku, mimo że branża kasyn internetowych postuluje jego liberalizację?
To jest bardziej złożona kwestia i wymaga szerszego spojrzenia. Przede wszystkim dziś nie ma żadnego imperatywu, który wskazywałby na konieczność radykalnych zmian w tym obszarze. Warto pamiętać, że z działalności Totalizatora Sportowego do budżetu państwa w ubiegłym roku trafiło ponad 5,7 mld zł — zarówno w formie podatków, jak i wpłat na fundusze celowe. Kluczowe z nich to wsparcie sportu i kultury, które łącznie sięga ponad 1,5 mld zł rocznie.
Model regulacji rynku hazardowego w Polsce od początku zakładał nie tylko wpływy finansowe, ale przede wszystkim równowagę między efektem ekonomicznym a bezpieczeństwem graczy. Temu służą m.in. limity kwotowe i czasowe, możliwość samowykluczenia czy system wsparcia dla osób zagrożonych uzależnieniem. Potężnym hamulcem dla nieokiełznanego wzrostu tego rynku jest zakaz reklamy gier kasynowych oferowanych przez Internet. Jeśli do w miarę regularnej gry, czyli co najmniej raz w miesiącu, przyznaje się około 2,5 proc. Polaków, to mamy czytelny dowód na to, że model się sprawdza. Nie widać też dziś międzynarodowych dowodów, które jednoznacznie potwierdzałyby, że pełna liberalizacja rynku przynosi lepsze efekty. Nie tylko przykład Holandii pokazuje, że takie zmiany wiążą się również z poważnymi wyzwaniami regulacyjnymi i ogromnymi kosztami społecznymi.
Czy nie ma dziś ryzyka, że Polska z modelem monopolu w hazardzie zostaje „europejskim skansenem”, podczas gdy inne kraje liberalizują rynek?
Nie jesteśmy żadnym skansenem. Tak tego nie postrzegam. Nie ma powodu, by iść „owczym pędem” za innymi rynkami tylko dlatego, że wybrały inną drogę. To trochę jak twierdzenie, że Brytyjczycy powinni zmienić stronę ruchu drogowego, bo większość Europy jeździ inaczej — to po prostu nie jest racjonalne porównanie. Monopol funkcjonuje choćby w Norwegii, a Austria po długiej debacie również zdecydowała o jego utrzymaniu, uznając, że nie ma wystarczających przesłanek do liberalizacji rynku.
Warto też podkreślić, że „demonopolizacja” w różnych krajach oznacza zupełnie różne modele. Przykładowo Finlandia wprowadza dopuszczenie operatorów komercyjnych, ale w zupełnie innym otoczeniu regulacyjnym niż Polska. Kluczowe różnice są fundamentalne: w Polsce gra u nielegalnych operatorów jest przestępstwem, a system ma na celu ograniczanie szarej strefy. W Finlandii samo korzystanie z nielegalnych operatorów nie jest karalne, a konstrukcja rynku w praktyce może kierować bardziej aktywnych lub zamożnych graczy w stronę szarej strefy. Dlatego nie ma jednego modelu, który można byłoby bezpośrednio przenosić między krajami. Każdy system działa w innych warunkach prawnych i społecznych.
Czy istnieje europejski lub globalny benchmark, do którego powinna dążyć Polska w regulacji rynku hazardu? I czy takie rozwiązania da się realnie przenieść do naszego systemu?
Myślę, że ważnym głosem jest orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, w którym podkreśla się, że wszelkie zmiany regulacyjne nie mogą służyć zwiększeniu dochodów budżetowych, a jakiekolwiek modyfikacje w tym obszarze muszą być uzasadnione podwyższeniem standardu ochrony graczy. W przypadku polskiego systemu regulacji rynku hazardowego dziś nie widzimy na horyzoncie rozwiązania, które jednoznacznie byłoby lepsze. Jednocześnie pojawiają się nowe zagrożenia. Jednym z nich są lootboxy, które mogą wciągać osoby nieletnie w mechanizmy hazardowe.
Drugim są kryptowaluty, które mogą być wykorzystywane do finansowania szarej strefy i nielegalnych operatorów. Kluczowe jest jednak finansowanie — jeśli odbierzemy nielegalnym operatorom dostęp do pieniędzy, ich model biznesowy przestaje mieć sens. Hazard bez przepływu środków po prostu nie działa. Dlatego potrzebne jest szersze, także europejskie podejście i współpraca, bo pieniądze z szarej strefy nie trafiają wyłącznie do drobnych przestępców, ale mogą zasilać bardzo poważne zjawiska: od przestępczości zorganizowanej po finansowanie terroryzmu i działań wojennych na Ukrainie. Już dziś widać pierwsze działania w tym kierunku. Organizacje europejskie i instytucje krajowe podejmują rozmowy, a z naszej inicjatywy Związek Banków Polskich integruje branżę wokół problemu identyfikacji i zapobiegania nielegalnym przepływom hazardowym. To proces, który dopiero się zaczyna — i jak w takich przypadkach bywa, wymaga czasu i konsekwencji.
Jak w praktyce wygląda wykorzystanie nowych technologii i sztucznej inteligencji w Totalizatorze Sportowym? I czy regulator jest w stanie nadążać za tempem tych zmian?
Korzystamy ze sztucznej inteligencji, choć nie o wszystkich rozwiązaniach chcę szczegółowo mówić — to obszar, w którym kluczową rolę odgrywają nasi specjaliści IT. Jednym z ważnych zastosowań jest odpowiedzialna gra i ochrona graczy. Wykorzystujemy narzędzia AI do analizy zmian w zachowaniach użytkowników. Jeśli widzimy, że ktoś zmienia swój model gry — np. gra częściej, stawia wyższe kwoty niż wcześniej — system uruchamia sygnał ostrzegawczy. W takich sytuacjach kontaktujemy się z graczem lub graczką i wprost pytamy, czy wszystko jest w porządku, czy nie potrzebuje wsparcia i czy zachowuje kontrolę nad grą.
Sztuczna inteligencja nie jest zagrożeniem sama w sobie. To kolejne narzędzie technologiczne — i to od człowieka zależy, jak zostanie wykorzystane. Totalizator Sportowy jest dziś firmą technologiczną, więc naturalnie korzystamy z takich rozwiązań i nie możemy się od nich odwracać. Jednocześnie trzeba mieć świadomość, że państwo i regulator zawsze będą o krok za technologią — i to nie jest problem tylko Polski, ale wszystkich rynków na świecie. Technologia rozwija się szybciej niż prawo, dlatego kluczowe jest nie tyle jej „wyprzedzenie”, co umiejętność szybkiej reakcji i adaptacji. Wiara w pełne wyprzedzanie big techów czy startupów byłaby po prostu naiwna. Naiwnością nie jest natomiast egzekwowanie prawa w zakresie reklamy nielegalnego hazardu, bo to przyniesie wymierne efekty.
Jaką rolę w realizacji tzw. komponentu krajowego, czyli local contentu, może odgrywać Totalizator Sportowy jako spółka Skarbu Państwa?
To jest program rządowy, więc naturalnie szukamy i będziemy szukać obszarów, w które możemy się w niego aktywnie włączać. Doświadczenia ostatnich lat — pandemia, wojna w Ukrainie czy napięcia geopolityczne — bardzo wyraźnie pokazały kruchość globalnych łańcuchów dostaw. W takich warunkach wzmacnianie współpracy między podmiotami krajowymi jest nie tylko racjonalne, ale wręcz konieczne. Już teraz polskie firmy mają istotną pozycję w naszym ekosystemie — także jeśli chodzi o dostarczanie nowoczesnych usług cyfrowych.
Totalizator Sportowy jest dziś firmą technologiczną o szczególnej roli społecznej i gospodarczej, dlatego szczególnie interesują nas obszary związane z cyberbezpieczeństwem oraz fact-checkingiem, czyli przeciwdziałaniem dezinformacji. Funkcjonujemy w rzeczywistości wojny hybrydowej i nie możemy tego ignorować. Tam, gdzie polskie technologie mogą realnie wspierać bezpieczeństwo państwa i obywateli, tam będziemy obecni i będziemy takie inicjatywy wspierać.
Partnerem publikacji jest Totalizator Sportowy






















































