WAKACJE NA GIEŁDZIE

Szara strefa hazardu online: najważniejsze jest bezpieczeństwo klientów

2026-04-28 15:09
publikacja
2026-04-28 15:09

Szara strefa hazardu online jest jednym z najtrudniejszych wyzwań regulacyjnych. Jej skala przekłada się na konkretne konsekwencje: straty dla budżetu, zaburzenia konkurencji i realne ryzyka dla graczy.

Szara strefa hazardu online: najważniejsze jest bezpieczeństwo klientów
Szara strefa hazardu online: najważniejsze jest bezpieczeństwo klientów
/ Dawid Markysz

Partnerem publikacji jest Totalizator Sportowy

Czy większa liberalizacja, czyli system licencyjny dla kasyn online, pozwoli wyciągnąć użytkowników z szarej strefy, czy przeciwnie — pogłębi problem i zwiększy ryzyka społeczne? Te pytania zdominowały debatę podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Odpowiedzi szukali uczestnicy panelu poświęconego rynkowi gier hazardowych i zakładów wzajemnych: Radosław Kietliński, doradca zarządu Totalizatora Sportowego; Zdzisław Kostrubała, prezes Stowarzyszenia „Graj Legalnie” oraz wiceprezes jednej z firm bukmacherskich; Stein Langberget, partner w kancelarii Hartz & Co przez wiele lat związany z norweską branżą hazardową; prof. Artur Nowak-Far z SGH i były wiceminister spraw zagranicznych; Birgitte Sand, była regulator rynku gier w Danii; Marek Skrzyński, prezes Stowarzyszenia Bukmacherzy Razem; oraz Aleksander Werner, radca prawny i kierownik Zakładu Prawa Podatkowego i Celnego SGH.
Jak zauważył Radosław Kietliński, w dyskusji o modelach regulacyjnych łatwo przesunąć akcent na kwestie systemowe i biznesowe, pomijając perspektywę konsumenta.
— Dużo rozmawiamy o modelach rynku, o tym, czy powinien być monopol, czy system licencyjny, o interesach poszczególnych grup. A zapominamy, że w centrum tego systemu są gracze i mieszkańcy naszego kraju. To ich bezpieczeństwo powinno być punktem odniesienia dla wszystkich decyzji regulacyjnych — mówił.
Sceptycyzm wobec liberalizacji potwierdzają wyniki badania opinii publicznej przeprowadzonego przez Centrum Adama Smitha za pośrednictwem panelu Ariadna (metoda CAWI). 71 proc. respondentów odpowiedziało, że dostępność do kasyn internetowych w Polsce powinna być niewielka, a 62 proc. wskazuje na ryzyko uzależnień młodych dorosłych w wieku 18-25 lat jako jeden z głównych problemów związanych z ewentualnym upowszechnieniem kasyn online. Jednocześnie ponad trzykrotnie więcej badanych Polaków popiera monopol niż jest mu przeciwnych.
— Trzeba pamiętać, że odejście od monopolu to w praktyce decyzja jednokierunkowa — raz podjęta jest bardzo trudna do odwrócenia. Polska nie musi demontować obecnego modelu. Jest on sprawny i funkcjonalny — podkreślał Radosław Kietliński.

Skala, która wymyka się kontroli

Szara strefa hazardu online w Polsce nie pozostawia wątpliwości, że mamy do czynienia z równoległym rynkiem. Jak wynika z danych przywoływanych podczas debaty, jej wartość sięga 74 mld zł, a około 46 proc. obrotu w e-gamingu odbywa się poza systemem regulacyjnym. Do tego dochodzi wymiar operacyjny: tysiące serwisów dostępnych dla polskich graczy i rosnący katalog narzędzi, które pozwalają im funkcjonować mimo formalnych ograniczeń.
Liczby te jednak stoją w sprzeczności z analizami uczestników rynku (m.in. Totalizatora Sportowego), ale również z publikacjami Ministerstwa Finansów. Obrót nie oznacza z kolei pieniędzy, które gracze przesłali do nielegalnych operatorów, bowiem mechanizmy gier hazardowych sprawiają, że może on być nawet kilkunastokrotnie wyższy niż wpłaty. Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna liczbę użytkowników nielegalnych kasyn szacuje natomiast na kilkaset tysięcy, a więc mniej, niż zarejestrowało się w jedynym legalnym kasynie internetowym.
— Na jedno legalne kasyno online przypada dziś ponad 6 tys. nielegalnych stron. Na jedną legalną stronę bukmacherską przypada około 400 domen nielegalnych. To są rzeczywiste dane na dziś — mówił Zdzisław Kostrubała, wskazując, że problem rośnie mimo funkcjonowania rejestru domen zakazanych.
Rejestr obejmuje już ponad 55 tys. adresów, ale jego skuteczność jest ograniczona — nowe strony pojawiają się szybciej, niż stare są blokowane. W efekcie rynek nielegalny nie tylko się utrzymuje, ale stale się odtwarza.
— Dzisiaj podmioty nielegalne mogą funkcjonować z regionu Afryki, Azji czy dowolnego innego miejsca. To, czy będziemy mieli w Polsce monopol, czy go zliberalizujemy, nie ma na to żadnego wpływu. One będą działać tak długo, jak długo będą dostawać pieniądze — zwracał uwagę Radosław Kietliński.
To przesuwa punkt ciężkości z samej struktury rynku na jego mechanikę. Kluczowe staje się nie tylko to, kto może legalnie oferować gry, ale czy system jest w stanie ograniczyć przepływ środków do podmiotów działających poza prawem.

System nie nadąża

Problem szarej strefy nie wynika z braku narzędzi, lecz z ich ograniczonej skuteczności w praktyce. Polski system opiera się na regulacji dostępu i kontroli przepływów finansowych, ale w cyfrowym środowisku 2026to właśnie pieniądz — a nie formalne bariery — staje się kluczowym elementem całego mechanizmu.
Jak zwracano uwagę podczas debaty, dopóki nielegalni operatorzy mają możliwość przyjmowania wpłat, dopóty są w stanie funkcjonować niezależnie od przyjętego modelu rynku.
— Tam, gdzie pojawiają się znane metody płatności, takie serwisy zyskują pozory legalności. Najrozsądniejszą drogą w walce z szarą strefą jest ograniczenie płatności. Nawiązaliśmy w tym zakresie współpracę ze Związkiem Banków Polskich i zachęcamy wszystkie podmioty rynkowe, także te konkurencyjne, żeby się w to włączyły — podkreślał Radosław Kietliński.
To przesuwa punkt ciężkości z regulacji na egzekucję — czyli realną zdolność państwa do działania wobec podmiotów spoza jego jurysdykcji.
— Podstawowym problemem jest to, że państwo ustanowiło reguły, których nie jest w stanie skutecznie stosować. Sam model rynku jest wtórny wobec tego, czy państwo potrafi właściwie działać z tymi narzędziami, które ma do dyspozycji — zaznaczał prof. Artur Nowak-Far. To jednak nie kwestia egzekucji, lecz kierunku zmian budzi wśród uczestników rynku najwięcej emocji.

Monopol czy licencje?

Spór o przyszłość rynku szybko sprowadził się do pytania o jego podstawową konstrukcję: czy utrzymać model monopolu, czy otworzyć rynek i dopuścić operatorów w systemie licencyjnym.
— Prawo unijne dopuszcza oba rozwiązania, ale regulacja musi być oparta na ochronie graczy. Nie może być uzasadniana dążeniem do zwiększania dochodów państwa — zaznaczał prof. Artur Nowak-Far.
W praktyce oznacza to dwa różne podejścia do tego samego problemu. W Danii zdecydowano się na otwarcie rynku. Jak wskazywała Birgitte Sand, zmiana była reakcją na rosnącą aktywność nielegalnych operatorów i ograniczoną skuteczność wcześniejszych narzędzi.
— Zanim wprowadziliśmy system licencyjny, kanalizacja była na poziomie około 10 proc. Rok po zmianach wzrosła do 60 proc. To oznaczało, że znacząca część rynku wyszła z szarej strefy, bo operatorzy dostali realną możliwość działania legalnie — mówiła.
Podkreślała jednocześnie, że otwarcie rynku nie było celem samym w sobie — towarzyszyło mu zaostrzenie zasad ochrony graczy i ścisła współpraca z legalnymi podmiotami.
Inaczej wygląda sytuacja w Norwegii, gdzie utrzymano model monopolu. Jak zwracał uwagę Stein Langberget, nie oznacza to jednak wyeliminowania nielegalnej działalności.
— W Norwegii 93 proc. społeczeństwa popiera monopol. Jednocześnie widzimy, że liczba nielegalnych stron jest porównywalna z innymi krajami. To pokazuje, że problem nie znika wraz z przyjęciem konkretnego modelu — mówił.
Zwracał przy tym uwagę, że większa dostępność gier, szczególnie kasyn online, może prowadzić do wzrostu uzależnień — i to ten aspekt powinien pozostawać jednym z głównych punktów odniesienia przy projektowaniu regulacji.

Czas na działanie

Z perspektywy legalnych operatorów kluczowe znaczenie ma nie tylko model regulacyjny, lecz przede wszystkim warunki konkurowania z podmiotami działającymi poza systemem.
— Dzisiaj mamy sytuację, w której legalni operatorzy działają pod ścisłym nadzorem, płacą podatki i stosują wszystkie wymogi odpowiedzialnej gry, a jednocześnie konkurują z podmiotami, które tych zasad w ogóle nie respektują. To nie jest równa konkurencja — podkreślał Marek Skrzyński.
W dyskusji wyraźnie wybrzmiała potrzeba zdecydowanych działań państwa. Bez nich legalny rynek traci znaczenie, a gracze odpływają do szarej strefy. Popyt nie znika — zmienia się tylko miejsce, w którym jest zaspokajany.
Jednocześnie uczestnicy debaty zgodnie podkreślali znaczenie dialogu i współpracy między instytucjami publicznymi a rynkiem — jako warunku wypracowania rozwiązań, które będą nie tylko skuteczne, ale i trwałe.
— Totalizator Sportowy jest stroną tego rynku i jest otwarty na wszelkie rozmowy oraz dyskusję w tej sprawie. Stoimy jednak na fundamentalnym stanowisku, że obecny monopol państwowy, realizowany przez Totalizator Sportowy, jest rozwiązaniem sprawdzonym i bezpiecznym — i tego podejścia będziemy bronić — podsumował Radosław Kietliński.


Partnerem publikacji jest Totalizator Sportowy


Źródło:
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Powiązane: Europejski Kongres Gospodarczy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki