Święto Newarów w Patanie stało się punktem zapalnym gwałtownych zamieszek, które wybuchły w Katmandu mimo pandemii koronawirusa i obowiązującej tam kwarantanny. Tłem wydarzeń była nieporadność rządu podczas pandemii, brak dialogu ze społeczeństwem i bezrobocie.
!["Policja pałuje za wyjście do sklepu". Zamieszki w Nepalu w czasie epidemii [Reportaż]](https://galeria.bankier.pl/p/5/b/67a7fc9cff04e4-948-568-31-83-4134-2480.jpg)
!["Policja pałuje za wyjście do sklepu". Zamieszki w Nepalu w czasie epidemii [Reportaż]](https://galeria.bankier.pl/p/5/b/67a7fc9cff04e4-948-568-31-83-4134-2480.jpg)
W czwartek rano wokół drewnianego wozu o kołach wielkości dorosłego mężczyzny powoli zbierali się Newarowie, mieszkańcy Patanu, który przez wieki zrósł się w jeden organizm z Katmandu.
Zadzierali głowę, patrząc na czubek ogromnej, 18-metrowej wieży z drewna wiązanego trzciną, umocowanego na wozie, która w tym roku niebezpiecznie przechylała się na prawo. Zaglądali do wnętrza wozu, gdzie umieszczono posąg Czerwonego Maćchendranatha i przyglądali się zajmującym pozycje funkcjonariuszom policji.
„Było nas więcej i więcej. Może tysiąc albo i więcej zebrało się w okolicy Pulchowku. Ktoś zaczął wygrażać policji” - opisuje dla PAP Rabi Shakya, 30-letni mieszkaniec Patanu. „Ktoś krzyknął, żeby łapać za liny wozu” - mówi.
W stronę policji posypały się kamienie i drągi. Tłum ruszył do przodu. Odpowiedział policyjny wóz z armatką wodną. Poszły w ruch pałki, z drugiej strony proce. Nieopodal grupa ludzi otoczyła policjanta drogówki, który jechał na posterunek. „Zrzucili go z motoru. Kopali po głowie. Chciał uciekać, ale nie dali mu odejść. Myślałem, że go zabiją” - opowiada PAP 22-letni Rajendra.

„Nie spodziewaliśmy, że coś takiego się może się wydarzyć” - powiedział dziennikowi „The Kathmandu Post” naczelnik dystryktu Lalitpur Narayan Prasad Bhatta. „Nie wiedzieli? Naprawdę? - ironizuje Rajendra. - To się musiało stać w tym kraju.”
W Nepalu od końca marca przez 4 miesiące w związku z pandemią koronawirusa obowiązywała ogólnokrajowa kwarantanna, jedna z najbardziej restrykcyjnych na świecie. Zamarł transport i zamknięto lotniska. Nepalczycy mogli wychodzić do sklepów i aptek tylko w określonych godzinach.
Pod koniec lipca rząd złagodził ograniczenia, lecz po gwałtownym wzroście liczby wykrytych przypadków przywrócił je już po miesiącu. W dolinie Katmandu zakaz wychodzenia z domu przywrócono 20 sierpnia. Odwołano zgromadzenia publiczne i lokalne święta, w tym wielowiekowy pochód z wozem Czerwonego Maćchendranatha.
„Święto jest ważne dla Newarów, przygotowania trwają zazwyczaj wiele miesięcy. Ale to nie święto, ale frustracja wyciągnęła ludzi na ulice” - ocenia dla PAP Alok Tuladar, ekspert zajmujący się kulturą Newarów.
„Ludzie przez 4 miesiące siedzą w domu, policja pałuje bez pytania za wyjście do sklepu, albo apteki. A potem rząd nagle ogłasza, że już koniec pandemii!” - tłumaczy Rajendra. „Byłem szczęśliwy. A potem po miesiącu władza mówi, że pandemia wróciła” - dodaje.
Rajendra i Rabi mówią, że w czasie pandemii stracili pracę i żyją z oszczędności. „Gdyby jeszcze te 4,5 miesiąca rząd dobrze wykorzystał. Ale nie, przez większość czasu dwóch bossów walczyło o stołki” - zauważa Rabi.
Pod koniec kwietnia br. zaczęła się walka o władzę dwóch szefów rządzącej krajem partii komunistycznej. „Wtedy jak z nieba spada premierowi spór graniczny z Indiami” - tłumaczy PAP Suman Mandal, politolog z Uniwersytetu Jawaharlala Nehru w Delhi. „Odciąganie uwagi od pandemii i kryzysu w partii zakończyło się jednostronnym uchwaleniem nowej mapy przez parlament” - dodaje.
Hundreds of devotees and riot police clashed when devotees started a procession of Rato Machindranath chariot amid the coronavirus pandemic lockdown. 📹epa-efe / @Narendraphoto #Nepal #RatoMachindranath #protests #lalitpur #covid19 #epaphotos #photojournalism pic.twitter.com/CHSoqzn7Dw
— european pressphoto agency (@epaphotos) September 3, 2020
Nepalczycy przez kolejne miesiące czytają relacje z negocjacji między premierem Khadgą Prasadem Olim i Pushpą Kamalem Dahalem. Tymczasem rośnie liczba wykrytych przypadków koronawirusa i krytyka bezczynności rządu. Wychodzą na światło dzienne skandale korupcyjne przy zamawianiu sprzętu medycznego.
Premier zbywa zarzuty i twierdzi, że wyjątkowo odporni Nepalczycy pokonają wirusa, pijąc ciepłą wodę z kurkumą. „Kiedy jeden z ważniejszych polityków zachorował, ludzie żartowali, że władza wreszcie zajmie się koronawirusem na serio” - zauważa politolog.
„Przy dobrej woli państwa można było zapobiec zamieszkom. Organizatorzy innego święta, Indra Dźatry, porozumieli się z władzą i zamiast wozów na ulicach, mamy miniatury z kilkuosobowym orszakiem” - tłumaczy Tuladhar.
Społeczność Newarów i większość Nepalczyków zgodnie potępiła zamieszki w czasie epidemii. Kapłani odprawili modły, przepraszając bogów. „Nie byliśmy częścią tego, co się dzisiaj stało. Nie uznajemy tych ludzi” - powiedział dziennikowi „The Kathmandu Post” Chandra Maharjan, jeden z organizatorów święta w Patanie, który w czasie zamieszek rozmawiał z władzami miasta.
Negocjacje podjęto jednak w ostatniej chwili. Organizatorzy od dawna apelowali o rozmowy, wysłali wcześniej list do prezydent Bidhyi Devi Bhandari. „Nie chcą z nami rozmawiać. Wydają nam tylko instrukcje. Jak tak dalej pójdzie, trzeba będzie pójść do dżungli” - ostrzega Rajendra, nawiązując do 10-letniej wojny domowej, którą w 1996 r. zaczęli maoiści obecni teraz w rządzie.
Dzień po zamieszkach w Patanie wprowadzono godzinę policyjną. Ulice patrolują funkcjonariusze z długą bronią, a wóz z posągiem Czerwonego Maćchendranatha otacza kordon policji.
Z Katmandu Paweł Skawiński (PAP)
pas/ zm/ akl/




























































