We Francji rozpoczęła się przedwyborcza wojna partii lewicowych, rośnie ryzyko, że wystawią one wielu kandydatów. Szefowa Zielonych Marine Tondelier, która marzy o zjednoczonej lewicy w wyborach prezydenckich, nazywa to scenariuszem rodem z koszmaru - relacjonuje w poniedziałek „Le Monde”.


Sezon polityczny we Francji zaczyna się po inauguracji roku szkolnego. Tym razem jednak liderzy partii i kandydaci liczący na to, że będą reprezentować francuską lewicę rozpoczęli wojnę wcześniej. Na wiecach w Grenoble, Tuluzie, Drome, albo na antenie telewizyjnej politycy w ostatnich dniach zapowiadali udział w wyścigu wyborczym, zabiegali o sojuszników lub atakowali konkurentów - przekazuje dziennik.
Szef skrajnie lewicowej partii Francja Nieujarzmiona (LFI) Jean-Luc Melenchon w Chateauneuf-sur-Isere, na południu kraju, wystąpił w niedzielę przed tłumem zwolenników, który według organizatorów wiecu miał liczyć 10 tys. osób.
Zwycięstwo jest możliwe - skandował Melenchon, który ma w sondażach największe poparcie wśród kandydatów lewicy i uważa, że nie musi już dezawuować innych lewicowych polityków. Zaatakował więc kandydatów centrowych i starał się zabiegać o głosy zwolenników partii Zielonych - podaje dziennik.
Tego samego dnia Raphael Glucksmann, eurodeputowany, polityk centrowej lewicy i współprzewodniczący partii Miejsce Publiczne (Place Publique), ogłosił w telewizji start w wyborach prezydenckich i rzucił rękawicę Melenchonowi. Zapowiedział też udział w prawyborach organizowanych w październiku przez Partię Socjalistyczną (PS).
Marine Tondelier zebrała zwolenników Zielonych w ramach tzw. letniego uniwersytetu swej partii w Grenoble, od 20 do 22 sierpnia. „Dziś nie mam ochoty prowadzić kampanii z Jean-Lukiem Melenchonem lub Raphaelem Glucksmannem, mam ochotę prowadzić kampanię ekologiczną” - oświadczyła.

Były prezydent, socjalista François Hollande wysyła wyraźne sygnały, że zamierza kandydować. Wkrótce ukaże się jego książka „Nowy świat, nowa lewica”, a on sam weźmie udział w debatach z politykami partii centrowych.
Fabien Roussel, szef Francuskiej Partii Komunistycznej (PCF), wykorzystał letni uniwersytet swej formacji, by ogłosić start w wyborach, ale plan ten musi PCF jeszcze zatwierdzić w głosowaniu 6 września. Kłopot jego partii, bliskiej związkom zawodowym, polega na tym, że nie wciąż nie sformułowała swego programu.
Jeśli nawet Glucksmann wygra prawybory socjalistów, zderzy się z Hollandem - prognozuje Manuel Bompard z partii LFI.
W sytuacji, w której skrajna prawica reprezentowana przez Marine Le Pen i szefa jej partii, Zjednoczenia Narodowego, Jordana Bardellę, cieszy się komfortową przewagą w sondażach, podziały na lewicy mogą zniweczyć jej szanse wyborcze - podkreśla „Le Monde”.
W innym poniedziałkowym artykule dziennik zwrócił uwagę, że prawdopodobnie aż 32 polityków będzie kandydować w wyborach, spośród których 24 już zadeklarowało, że na pewno weźmie w nich udział.
Reuters podał wcześniej, że sondaże wskazują, iż Melenchon zmierzy się w II turze wyborów prezydenckich w 2027 roku z Le Pen i zdecydowanie z nią przegra.(PAP)
fit/ mal/




























































