
Image licensed by Ingram Image
Najmocniej za zmianą formy opodatkowania nieruchomości lobbują samorządy, które na katastrze zyskałby najwięcej. To do nich trafiają podatki lokalne, a więc też te pobierane od właścicieli nieruchomości. A napięte przez wieloletnie inwestycje infrastrukturalne budżety lokalne natychmiast potrzebują pieniędzy. Niecierpliwi samorządowcy nie chcą już czekać na wprowadzenie zmian na szczeblu centralnym i mogą spróbować obejść przepisy.
Miasta podzielone na strefy
W zależności od podziału na strefy, opartego na planach zagospodarowania przestrzennego, ustalana byłaby stawka podatku od powierzchni nieruchomości. W ten sposób lokale i tereny w strefach mieszkaniowych, usługowych, inwestycyjnych lub rolnych mogłyby być obciążane różnymi podstawami opodatkowania. Tak oto wprowadzony zostałby podatek katastralny bez katastru.
![]() | Ranking kredytów hipotecznych Bankier.pl |
Unia nie pomoże
Poza sprzeciwem społecznym nie ma w zasadzie ku temu przeciwwskazań, ponieważ podatki od nieruchomości nie podlegają harmonizacji w ramach UE, więc państwa członkowskie mają pełną swobodę w zakresie ich kształtowania. Dlatego też podatek katastralny od lat funkcjonuje w większości państw europejskich.
W Niemczech i Austrii podstawę opodatkowania stanowi rynkowa wartość nieruchomości ustalana w powiązaniu z danymi z ksiąg wieczystych. W Holandii ewidencjonuje się umowy notarialne, a właściciele regularnie dostają urzędowe wyceny wraz ze stawką naliczonego podatku. We Francji podstawą naliczania daniny jest wycena dokonywana raz na kilkanaście lat odrębnie dla nieruchomości zabudowanych i niezabudowanych. Podobnie jak w Hiszpanii wycenia się wartość czynszową, czyli hipotetyczny dochód jaki przyniósłby wynajem tej nieruchomości.
| »Hipoteka bardziej elastyczna |
Ciekawe rozwiązanie przyjęła Irlandia, w której podatnik sam ustala wartość nieruchomości. Jeżeli jednak w przyszłości sprzeda ją drożej niż 110 proc. zadeklarowanej wartości, zapłaci dotkliwe kary. Inaczej niż w powyższych przykładach, w Wielkiej Brytanii wpływy z podatku katastralnego na samorządy rozdziela rząd, a podatek płacony jest w zależności od rodzaju nieruchomości sklasyfikowanych w grupy. Podobną politykę prowadzą Szwedzi, którzy podatki od nieruchomości zbierają do budżetu centralnego. Jest on, jak w całej Skandynawii, ustalany na podstawie cen rynkowych.
Podatek katastrofalny
W polskiej specyfice podatek katastralny w zachodnioeuropejskim kształcie mógłby zdestabilizować cały rynek nieruchomości. Wszystko przez wysoką dysproporcję pomiędzy wyceną nieruchomości, a osiąganymi dochodami przeciętnej rodziny.
Nieruchomości wykupione za ułamek wartości w ramach uwłaszczenia, budowane samodzielnie systemem gospodarczym lub wybudowane wiele lat temu na obrzeżach miast, które teraz przekształciły się w prestiżowe osiedla, mogą mieć obecnie wysoką wartość, co wcale nie oznacza, że ich właściciele są ludźmi zamożnymi na tyle, aby podźwignąć nowe wielotysięczne obciążenia.
Kogo stać na własną nieruchomość?
Charakter podatku katastralnego dobrze sprawdza się w społeczeństwach zamożnych ze stabilnym rynkiem nieruchomości. Ponieważ zniechęca do gromadzenia posiadłości, kieruje strumień pieniędzy do inwestycji kapitałowych i rozwiania własnego biznesu. Ponadto wygładza nierówności społeczne, omijając najbiedniejszych, którzy nie posiadają nieruchomości lub dopiero pracują na jej zakup.
| »Jak korzystać z ksiąg wieczystych online |
To między innymi dlatego w krajach zachodnich znacznie więcej osób niż w Polsce decyduje się na wieloletnie wynajmowanie nieruchomości zamiast na jej kupno. Jednak co działa w bogatych Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii może przynieść zupełnie odwrotny skutek w Polsce.
„Rodzina Na Bruku”
Najmocniej poszkodowaną grupą byłyby młode małżeństwa spłacające kredyty za niedawno kupione mieszkania. Nie dość, że wiele z nich płaci raty od kredytu przewyższającego wartość nieruchomości, których ceny od trzech lat spadają, to do tego musieliby udźwignąć nowe obciążenie. W takich warunkach, wielu młodych ludzi może zrezygnować z dalszego spłacania kredytu i poważniej pomyśleć o emigracji.
Podobnie jak studenci i absolwenci, którzy wynajmują mieszkania – ceny wynajmu wzrosłyby drastycznie ograniczając mobilność społeczeństwa i chęć do kształcenia się poza miejscem zamieszkania. Powszechnym efektem drastycznego podwyższenia podatków od nieruchomości, bo do tego sprowadzają się zmiany, byłoby ogólne znaczne zubożenie społeczeństwa, a w wielu przypadkach dramaty związane z koniecznością przeprowadzki lub zadłużenia się.
Wszystko zależy od tego jak daleko idące będą ewentualne zmiany podatkowe. Podatek katastralny w złagodzonej formie nie musi być dotkliwy dla zwykłych obywateli. Może on przecież być pobierany od drugiej i każdej kolejnej nieruchomości, albo od pewnego pułapu, np. powyżej 300 tys. zł wartości. Ostateczny kształt ewentualnych zmian zależy od rozsądku polityków. Rozwiązanie mocno bijące podatnika po kieszeni, spowoduje nie tylko rewolucję na rynku nieruchomości, ale i społeczną, na jaką żadnej partii politycznej nie stać.
Jarosław Ryba
Bankier.pl
j.ryba@bankier.pl



































































