Premier zapowiada deregulację, wprowadzenie większej dyscypliny fiskalnej i prywatyzację, jako panaceum na utrzymanie przez Polskę palmy pierwszeństwa w zakresie tempa wzrostu gospodarczego w nowoczesnej Europie. Czy uda mu się uzyskać w tym celu konsensus polityczny? Ambicje dziś są niewątpliwie kanclerskie.
O ile z takimi środkami realizacji celu zasadniczego trudno dyskutować, to wydaje się, że ważniejsze stają się implikacje takiego planu dla całej architektury polityki w Polsce. Tak dalekosiężne plany, szczególnie te w sferze instytucjonalnej, nie mogą być bowiem realizowane bez solidnego zaplecza politycznego. Wynika z tego, że Premier planuje długie i owocne rządzenie, co samo w sobie dla gospodarki nie musi oznaczać nic złego. Kłopot w tym, że przedstawiony plan konsolidacji i rozwoju finansów niekoniecznie musi być planem Tuska. Szczegółowe założenia są w swej naturze bowiem nadal silnie profiskalne.
Rząd, co ekonomicznie uzasadnione, uderza, a raczej chce uderzyć w grupy interesów i to już samo w sobie osiągnięcie. To także pierwsza taka zmiana jakościowa w polityce (wymuszona), „milcząca większość” nie chce już bowiem biernie przyglądać się przywilejom nielicznych, a przede wszystkim na nie płacić. Test z zabieraniem składek OFE przez ZUS wydatnie to pokazał. Minister Rostowski nawet dla tej potrzeby wymyślił nową definicję długu publicznego, którą kiedyś w przyszłości mogłaby się posługiwać cała Unia. Uwzględnienie przez wszystkie kraju UE w bilansie długu publicznego, systemu emerytalnego byłoby bez wątpienia na korzyść Polski, ale niekoniecznie już dla innych państw.
Na pierwszy ogień idą „mundurówki”, trochę słabiej reforma KRUS. Kasy fiskalne dla prawników i lekarzy to już tylko interludium. Niestety do ograniczeń fiskalnych dla przedsiębiorców. Bo tak trzeba nazwać dalszą propozycję walki z „kratkami”. O ile więc plan z nacisku na rozwój, tak naprawdę raczej nacisk stawia na konsolidację, to już wniosek nie jest tak różowy. W planach Premiera brakuje jak na razie jeszcze silniejszego skierowania się do źródeł siły polskiej gospodarki, której sukcesy tak chętnie są dziś przytaczanie i słusznie. Nie byłoby ich bez „polskiej przedsiębiorczości”, nie tylko rozumianej z przymrużeniem oka. Przedsiębiorców i pracowników, którzy ciągle są wypychani w „szarą strefę” nie mogąc sobie poradzić z absurdalnymi przepisami i zasadami podatkowymi. Plan konsolidacji i rozwoju finansów (w mojej opinii właśnie w tej kolejności) ze wszech miar potrzebny, sam w sobie nie zagwarantuje dobrobytu i rozwoju Polski w długim okresie.
Bogusław Półtorak,
Główny Ekonomista Bankier.pl S.A.


































































