"Gołębie" wypowiedzi członków Fedu osłabiły dolara, a dobre wieści z frontu wojny handlowej wsparły renminbi. W piątek rano za "zielonego" płacono tylko 6,75 juana, najmniej od pół roku.


Chińska waluta jest na dobrej drodze, by zanotować najlepszy tydzień od 2005 r. W ostatnich dniach renminbi umocniło się wobec dolara o 1,7 proc., schodząc w piątek rano poniżej poziomu 6,75, poprzednio notowanego w lipcu.
Spadek kursu USD/CNY jest przede wszystkim zasługą "gołębich" wypowiedzi reprezentantów Rezerwy Federalnej, którzy sygnalizują gotowość spowolnienia procesu normalizacji amerykańskiej polityki monetarnej w otoczeniu przytłumionej presji inflacyjnej w Stanach Zjednoczonych. Juana wzmacnia również oczywiście uspokojenie nastroju na rynku wynikające z pozytywnych sygnałów płynących z Pekinu i Waszyngtonu. W piątek inwestorzy zostali poinformowani, że postać nr 1 w chińskiej gospodarce, wicepremier Liu He, uda się pod koniec stycznia do USA, by osobiście negocjować rozejm z Amerykanami.
Chińskiej walucie nie zdołały nawet zaszkodzić ogłoszone w zeszły piątek po południu cięcie stóp rezerw obowiązkowych ani dane makroekonomiczne sugerujące dalsze luzowanie polityki monetarnej przez Ludowy Bank Chin - inflacja cen producentów (PPI) sięgnęła w grudniu zaledwie 0,9 proc. wobec oczekiwań na poziomie 1,6 proc., a inflacja CPI wzrosła o 1,9 proc. rdr wobec spodziewanych 2,1 proc.
Juan na łasce Fedu
Choć, analizując ruchy renminbi, podkreśla się wpływ różnych bodźców na jego wycenę (przede wszystkim wojny handlowej), to faktycznie juan porusza się w rytmie nadawanym przez dolara.

W okresie, gdy Pekin rozluźnił kontrolę nad juanem, jego wycena wobec dolara zależy głównie od polityki monetarnej Fedu. Zważywszy na fakt, że gwałtowne osłabienie "czerwonego" stanowi jedno z najpoważniejszych zagrożeń dla chińskiej gospodarki, w rękach Amerykanów znajduje się prawdziwa ekonomiczna "broń atomowa", którą można by zastosować w sporze z Pekinem. To wymagałoby jednak poświęceń - zacieśnienie polityki monetarnej w USA oznacza pogorszenie koniunktury gospodarczej w USA i spadki na Wall Street - na które Amerykanie wyraźnie nie są gotowi. Nie trudno się zatem dziwić, że przeciwnikiem takiej polityki jest prezydent Trump, a i amerykańscy bankierzy centralni rozważają zakończenie cyklu podwyżek stóp procentowych trwającego od grudnia 2015 r.
Maciej Kalwasiński






























































