REKLAMA
Podwójna szansa na wygraną! Ranking ETF w Wakacjach na Giełdzie

    Parytety w rządzie, kobiety w pracy

    Katarzyna Jeznach2010-07-08 06:00
    publikacja
    2010-07-08 06:00
    W sejmie toczą się dyskusje nad ustawą gwarantującą kobietom określony odsetek miejsc na listach wyborczych. Po deklaracjach przedwyborczych Bronisława Komorowskiego kobiety czekają na decyzje w sprawie projektu ustawy. Czy parytety w polityce poprawią ich sytuację w pracy?

    Który projekt ustawy jest lepszy – pół na pół, czy jeden do dwóch?

    Obywatelski projekt ustawy złożony w sejmie w grudniu 2009 roku zakładał umieszczanie na listach wyborczych liczby kobiet nie mniejszej, niż liczba mężczyzn. W praktyce oznacza to parytet 50 proc., a nawet więcej – nie przewiduje się bowiem żadnych ograniczeń odgórnych, partię mogą reprezentować same kobiety.

    Posłanka Platformy Obywatelskiej, Agnieszka Kozłowska-Rajewicz zaproponowała 30 proc. Przeciwnicy parytetów protestują tak samo przeciwko jednej jak i drugiej ustawie, zwolennicy mogą wyrażać swoje niezadowolenie względem zapewnienie kobietom tylko jednej trzeciej miejsc na listach wyborczych. Spory trwają, a tak naprawdę statystyki wskazują na to, że wprowadzenie w życie pomysłu PO wcale wiele nie zmieni.

    Wykresy: członkowie Senatu RP wg płci, członkowie Sejmu RP według płci, stan na rozpoczęcie kadencji (2007). Źródło: opracowanie własne na podstawie www.sejm.gov.pl, www.senat.gov.pl

    Być może do idealnego stanu nie brakuje wiele. Według stanu na rozpoczęcie VII kadencji sejmu, kobiety zajmują 20,43 proc. miejsc, sprawując 94 mandaty. W senacie odsetek ten jest niższy, to 8 proc., ale na przykład w czasie trwania V kadencji jego członkiniami były 23 kobiety (23 proc.). Odsetek pań w reprezentacjach poszczególnych partii to m. in, PiS – 20,48 proc., PO – 22,97 proc., PSL – 3,23 proc. W projektach ustawy o ordynacji wyborczej ważne jest to, że postulują o przywileje dla kobiet na listach wyborczych, co nie jest równoznaczne z gwarancją sprawowania funkcji, o którą się ubiegają. Dlatego 30 proc. kobiet na liście wyborczej nie będzie równe 30 proc. kobiet na określonych stanowiskach.

    Wykresy: członkowie Senatu RP wg ugrupowań i płci, członkowie Sejmu RP wg ugrupowań i płci, stan na rozpoczęcie kadencji (2007). Źródło: opracowanie własne na podstawie www.sejm.gov.pl, www.senat.gov.pl

    Jaka praca, taka płaca – czy na pewno?

    Czy istnieją skutki wprowadzenia parytetów, które byłyby dostrzegalne w świecie biznesu? Dyskryminacja kobiet w pracy to przede wszystkim dyskryminacja płacowa – kobiety przeciętnie zarabiają nawet do 1000 zł mniej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach (dane z roku 2009, źródło: wynagrodzenia.pl).

    Badania z 2007 roku pokazały z kolei nie tylko ogromne różnice w wysokościach wynagrodzeń, 30 proc., 40 proc., czasem nawet większe niż 50 proc. Kobiety również rzadziej mogą korzystać z dodatkowych świadczeń, służbowy komputer dwa razy częściej dostają mężczyźni, podobnie telefon komórkowy, czy służbowy samochód.

    Dyskryminacja płacowa związana jest również z bezrobociem, wśród kobiet wyższym niż wśród płci przeciwnej, dodatkowo często długotrwałym i bez szans na znalezienie zatrudnienia. Nie trudno dopatrzeć się tu związku z tradycyjnym, patriarchalnym modelem rodziny. Mija już czas kobiet zamkniętych w kuchni, tylko wychowujących dzieci i zajmujących się domem, ale nie znaczy to, że te obowiązki przejęli mężczyźni. W I kwartale 2010 roku urodziło się 111 tys. dzieci, na urlop tacierzyński udało się niecałe 2,5 tys. ojców.



    Dzieci do żłobków i przedszkoli, kobiety do pracy i do polityki

    Magdalena Środa powiedziała o parytetach: ”To rozwiązanie przejściowe, lek na chorą sytuację. Trzy, cztery kadencje wystarczą, by w kraju całkowicie zmieniła się kultura polityczna, myślenie kobiet i priorytety. Bo teraz jest tak, że ustawa o żłobkach i przedszkolach leży w sejmie już trzeci rok i "nie daje się jej uchwalić". Za to ustawę hazardową dało się przepchnąć w 48 godzin. Sejm z dużą reprezentacją kobiet na pewno działałby inaczej.”

    Gdyby przyjąć to za pewnik, czyli wyjść z założenia, że parytety mają za pomocą rozsądnie prowadzonej polityki poprawiać sytuację Polek, zadbanie o system opieki nad dziećmi przyczyni się do tego najsilniej. O ile każdy inny pozytywny skutek, czyli kruszenie szklanych sufitów czy budzenie w kobietach ambicji i aspiracji to procesy długotrwałe, w pewnym sensie trudne do zmierzenia miarami ekonomistów, tak nowe żłobki, przedszkola – to już konkrety.

    Więcej miejsc gwarantujących opiekę nad dziećmi, a tym samym wyręczenie matek, to więcej pracujących kobiet. Nie jest to oczywiście zależność liniowa, ale można przyjąć to za pewną prawidłowość. Krótszy okres w życiu kobiety przeznaczony wyłącznie na opiekę nad dzieckiem przekłada się na zmniejszanie zwłaszcza długotrwałego bezrobocia. Im dłużej bez pracy, tym trudniej do niej wrócić, im krócej – tym bezpieczniej i atrakcyjniej dla pracodawcy. Dłuższy staż to z kolei większe doświadczenie, kwalifikacje - większe szanse na awans, a także wyższa emerytura.

    Czy w sferze biznesu parytety mogą zaoferować coś więcej? Bezpośrednio raczej nie, chyba że wzorem Norwegów powołano by kobiety do zarządów spółek akcyjnych i przedsiębiorstw z udziałem skarbu państwa. Norweskie prawo przewiduje, że kobiety muszą zajmować w nich przynajmniej 40 proc. miejsc.



    Parytet lekiem na całe zło?

    Pozytywna dyskryminacja, czyli uprzywilejowanie kobiet w polityce ma je aktywizować. Aktywizacja taka nie może odbyć się inaczej, niż poprzez zdjęcie z matek i żon części ich obowiązków. By przejęli je mężowie, potrzebna rewolucja kulturowa, żeby przejęło państwo - przyjazne prawo, ułatwiające zakładanie placówek opieki nad dziećmi. Skoro więc odciążenie płci pięknej będzie skutkowało zwiększoną aktywnością w polityce, czy życiu społecznym, to dlaczego zaczynać od końca, od parytetów? Najpierw ustawy regulujące sprawę żłobków, przedszkoli, potem już wystarczy poczekać, a kobiety same zaczną angażować się w politykę.

    Z drugiej strony argument przemawiający za parytetami, to opieszałość obecnej władzy. Gdyby panie miały więcej do powiedzenia, ustawy zostałyby teoretycznie szybciej wprowadzone w życie. Pytanie tylko, czy parytetowy rząd mógłby rządzić faktycznie "lepiej", niż ten zmaskulinizowany?

    Katarzyna Jeznach
    Bankier.pl
    k.jeznach@firma.bankier.pl
    Źródło:
    Tematy

    Komentarze (14)

    dodaj komentarz
    ~Do Ona
    Facet zarabia więcej niz ty bo jest wydajniejszy - liczy się wydajność a nie to na jakim stanowisku jesteś lub co gorsza ile pracy w to wkładasz, liczy się wydajność
    biokun
    A może to jakaś ukryta misja feministek? Albo nowa wersja seksmisji? :P
    ~ona gość
    Większość z mężczyzn piszących tu komentarze mówi, że oni nic nie słyszeli o nierówności płac. No pewnie, że nie - jesteście facetami, co was to obchodzi. Niestety moi drodzy panowie takie rzeczy zdarzają się częściej niż wam się wydaje. Jest tu też paru panów, którzy uważają, że kobiety powinny zarabiać mniej niż mężczyźni. Z jakiej Większość z mężczyzn piszących tu komentarze mówi, że oni nic nie słyszeli o nierówności płac. No pewnie, że nie - jesteście facetami, co was to obchodzi. Niestety moi drodzy panowie takie rzeczy zdarzają się częściej niż wam się wydaje. Jest tu też paru panów, którzy uważają, że kobiety powinny zarabiać mniej niż mężczyźni. Z jakiej racji ?! Uczymy się tyle samo czasu co oni i musimy w to włożyć tyle samo pracy co oni, a nawet i więcej. Dlaczego gorzej wykształcony ode mnie mężczyzna na stanowisku niższym niż ja i z mniejszym doświadczeniem w tej samej branży ma zarabiać więcej ode mnie. Szowinistyczne myślenie panowie. Nie zazdroszczę waszym damom :)
    infinum
    @ona gość, stary wątek ale widzę, że jeszcze nie umarł.

    Na wolnym rynku nie jest ważne, kto ile wysiłku wkłada w pracę, w naukę i ogólnie jak bardzo mu się chce, albo nie chce. Liczy się TYLKO wynik końcowy, czyli produktywność.

    Jeżeli głupi, niewykształcony i leniwy facet jest efektywniejszy niż inteligentna, wykształcona
    @ona gość, stary wątek ale widzę, że jeszcze nie umarł.

    Na wolnym rynku nie jest ważne, kto ile wysiłku wkłada w pracę, w naukę i ogólnie jak bardzo mu się chce, albo nie chce. Liczy się TYLKO wynik końcowy, czyli produktywność.

    Jeżeli głupi, niewykształcony i leniwy facet jest efektywniejszy niż inteligentna, wykształcona i pracowita kobieta, to logicznym jest że to on będzie zarabiał więcej.

    Oczywiście zdarzają się marni przedsiębiorcy, którzy tego nie rozumieją i wolą nagradzać gorszych pracowników, tylko dlatego że pracownik jest mężczyzną. Wolny rynek nie toleruje takich zachowań w dłuższym terminie, więc albo ów pracodawca w końcu zmądrzeje, albo biznes mu upadnie.

    Oczywiście zasady wolnego rynku nie obowiązują w przedsiębiorstwach państwowych, więc tam niech sobie urzędnicy wprowadzają przepisy jakie chcą.

    W przedsiębiorstwach prywatnych takie przepisy są jednak nie tylko niepotrzebne, ale wręcz szkodliwe, bo ograniczają najważniejszą karę wolnego rynku, czyli bankructwo złych pracodawców.
    ~Paweł
    Kobiety dyskryminowane w pracy? - ja się nie spotkałem. jeżeli kobieta zarabia gdzieś mniej na takim samym stanowisku to tylko dlatego że jest mniej wydajna lub ma mniejszy zakres obowiązków. Dyskryminacja to hasełko wyborcze i tyle
    ~pracodawca
    Coś nie tak z dyskryminacją płacową - myślę że ona nie istnieje.Dlaczego ma być po równo? Czy menadzerowi który kumuluje zysk w wysokości 100 000 zł zapłacić tyle samo co menadzerowi kumulującemy zysk w wysokości 200 000 zł? bo i to i to menadzer? - nonsens. Kazdy pracuje sam na siebie a wynagrodzenie uzależnione jest od 3 czynników:Coś nie tak z dyskryminacją płacową - myślę że ona nie istnieje.Dlaczego ma być po równo? Czy menadzerowi który kumuluje zysk w wysokości 100 000 zł zapłacić tyle samo co menadzerowi kumulującemy zysk w wysokości 200 000 zł? bo i to i to menadzer? - nonsens. Kazdy pracuje sam na siebie a wynagrodzenie uzależnione jest od 3 czynników: 1. mozliwości finansowych przedsiębiorstwa(pozycji rynkowej)
    2. zakresu obowiązków
    3. wydajności
    ~Zimek
    "Kobiety dyskryminowane dotąd w pracy" - Proszę podać jakieś przykłady!!!
    To tylko hasło wyborcze mające podburzyć kobiety. a jakieś fakty?
    ~SzowinistRacjonalist
    Dla mnie parytety do głupota jakich mało. Większego debilizmu trudno się dopatrzeć w naszej słodkiej rzeczywistości. Chcę wszystkim feministkom i feministom przypomnieć, że jest na scenie politycznej obecna (marginalnie, ale jest) Partia Kobiet. Z tego, co zanotowały moje oszołomione alkoholem zmysły, to kobiety stanowią jakieś 50% Dla mnie parytety do głupota jakich mało. Większego debilizmu trudno się dopatrzeć w naszej słodkiej rzeczywistości. Chcę wszystkim feministkom i feministom przypomnieć, że jest na scenie politycznej obecna (marginalnie, ale jest) Partia Kobiet. Z tego, co zanotowały moje oszołomione alkoholem zmysły, to kobiety stanowią jakieś 50% tego chorego społeczeństwa. Jakby głupie babska chciały mieć reprezentację w sejmie, to by głosowały na PK - przecież nikt im tego nie zabrania. Dla mnie jest to droga na skróty, dla leniwych babsztyli, które pod pretekstem równouprawnienia chcą bez długoletniej pracy wejść na salony "z przydziału". Czyli skok na kasę i władzę pod pozorem dbania o kucharki i nianie-lachociągi. Mam nadzieję, że to gówno nie przejdzie. Mam nadzieję, że ta nieliczna zdrowa na umyśle klasa polityczna, w tym kobiety, które zyskały swój status długoletnią pracą i kompetencjami, a nie ciągnięciem laski, doprowadzą do upadku tego debilnego projektu. A jeszcze jedno. Przepraszam za poziom mojej wypowiedzi. Ale jak naród głupi, to głupka tylko tak zrozumie :)
    ~mik
    jestem bardzo liberalny i zgadzam się że kobiety są obecnie przez mężczyzn dyskryminowane, ale... bez jaj! Każdy parytet wykrzywia sytuację, bo bardziej będzie się patrzeć na statystykę niż na predyspozycję. Pogrążamy się w socjaliźmie coraz bardziej i coraz większe głupoty zaczyanją być prawem. Wg. mnie jeżeli kobieta ma jaja to jestem bardzo liberalny i zgadzam się że kobiety są obecnie przez mężczyzn dyskryminowane, ale... bez jaj! Każdy parytet wykrzywia sytuację, bo bardziej będzie się patrzeć na statystykę niż na predyspozycję. Pogrążamy się w socjaliźmie coraz bardziej i coraz większe głupoty zaczyanją być prawem. Wg. mnie jeżeli kobieta ma jaja to nie potrzebne jej parytety, ale jeśli się do tego nie nadaje to po co na siłę je angażować. Powinien działać wolny dobór. To działało w przeszłości i działa nadal, tylko my teraz na siłę musimy wszystko regulować. Odwracamy się do natury i wyjdzie to bokiem. Nie wiem czy teraz kobietom wiedzie się lepiej. Myślę, że większość z nich jest nieszczęśliwa. Kiedyś facet zarabiał kasę, pracował i kobiety nie musiały się martwić pracą, wysiłkiem. Miały czas dla siebie, dla rodziny, zajmowały się domem. Czy to było złe? Popatrzcie dzisiaj... latają zabiegane, gonią za karierą, nie mają czasu na miłość rodzinę.... Budzą się mając lat 40 i zaczyna się problem... a na starość zostają samotne? Jeśli uważacie że to jest takie dobre to nie ma problemu. Tylko nie wymagajcie parytetów! Albo wszyscy mamy takie same prawa, albo są uyprzywilejowani. Faceci nie mają parytetów, on muszą o swoje ciągle walczyć. Jeżeli nie nadajesz się do walki to nie wymagaj taryfy ulgowej! Kobiety chciałyby równość, ale zachować też przywileje! Albo jedno, albo drugie.... Pozdrawiam noramalne panie. Nie dajcie się zwariować
    ~qwe
    Kobiety MUSZĄ mniej zarabiać bo o 5 lat krócej pracują i znacznie dłużej żyją. Gdyby to uczciwie podliczyć to okaże się, że to mężczyźni mniej zarabiają. Czyżby "walka/skłócenie płci" miała być sposobem Komorowskiego i Tuska na dalsze nic nie robienie?

    Powiązane: Dzieci

    Polecane

    Najnowsze

    Popularne

    Ważne linki