Który projekt ustawy jest lepszy – pół na pół, czy jeden do dwóch?
Obywatelski projekt ustawy złożony w sejmie w grudniu 2009 roku zakładał umieszczanie na listach wyborczych liczby kobiet nie mniejszej, niż liczba mężczyzn. W praktyce oznacza to parytet 50 proc., a nawet więcej – nie przewiduje się bowiem żadnych ograniczeń odgórnych, partię mogą reprezentować same kobiety.
Posłanka Platformy Obywatelskiej, Agnieszka Kozłowska-Rajewicz zaproponowała 30 proc. Przeciwnicy parytetów protestują tak samo przeciwko jednej jak i drugiej ustawie, zwolennicy mogą wyrażać swoje niezadowolenie względem zapewnienie kobietom tylko jednej trzeciej miejsc na listach wyborczych. Spory trwają, a tak naprawdę statystyki wskazują na to, że wprowadzenie w życie pomysłu PO wcale wiele nie zmieni.
Wykresy: członkowie Senatu RP wg płci, członkowie Sejmu RP według płci, stan na rozpoczęcie kadencji (2007).
Być może do idealnego stanu nie brakuje wiele. Według stanu na rozpoczęcie VII kadencji sejmu, kobiety zajmują 20,43 proc. miejsc, sprawując 94 mandaty. W senacie odsetek ten jest niższy, to 8 proc., ale na przykład w czasie trwania V kadencji jego członkiniami były 23 kobiety (23 proc.). Odsetek pań w reprezentacjach poszczególnych partii to m. in, PiS – 20,48 proc., PO – 22,97 proc., PSL – 3,23 proc. W projektach ustawy o ordynacji wyborczej ważne jest to, że postulują o przywileje dla kobiet na listach wyborczych, co nie jest równoznaczne z gwarancją sprawowania funkcji, o którą się ubiegają. Dlatego 30 proc. kobiet na liście wyborczej nie będzie równe 30 proc. kobiet na określonych stanowiskach.
Wykresy: członkowie Senatu RP wg ugrupowań i płci, członkowie Sejmu RP wg ugrupowań i płci, stan na rozpoczęcie kadencji (2007).
Jaka praca, taka płaca – czy na pewno?
Czy istnieją skutki wprowadzenia parytetów, które byłyby dostrzegalne w świecie biznesu? Dyskryminacja kobiet w pracy to przede wszystkim dyskryminacja płacowa – kobiety przeciętnie zarabiają nawet do 1000 zł mniej niż mężczyźni na tych samych stanowiskach (dane z roku 2009, źródło: wynagrodzenia.pl).
Badania z 2007 roku pokazały z kolei nie tylko ogromne różnice w wysokościach wynagrodzeń, 30 proc., 40 proc., czasem nawet większe niż 50 proc. Kobiety również rzadziej mogą korzystać z dodatkowych świadczeń, służbowy komputer dwa razy częściej dostają mężczyźni, podobnie telefon komórkowy, czy służbowy samochód.
Dyskryminacja płacowa związana jest również z bezrobociem, wśród kobiet wyższym niż wśród płci przeciwnej, dodatkowo często długotrwałym i bez szans na znalezienie zatrudnienia. Nie trudno dopatrzeć się tu związku z tradycyjnym, patriarchalnym modelem rodziny. Mija już czas kobiet zamkniętych w kuchni, tylko wychowujących dzieci i zajmujących się domem, ale nie znaczy to, że te obowiązki przejęli mężczyźni. W I kwartale 2010 roku urodziło się 111 tys. dzieci, na urlop tacierzyński udało się niecałe 2,5 tys. ojców.
Dzieci do żłobków i przedszkoli, kobiety do pracy i do polityki
Magdalena Środa powiedziała o parytetach: ”To rozwiązanie przejściowe, lek na chorą sytuację. Trzy, cztery kadencje wystarczą, by w kraju całkowicie zmieniła się kultura polityczna, myślenie kobiet i priorytety. Bo teraz jest tak, że ustawa o żłobkach i przedszkolach leży w sejmie już trzeci rok i "nie daje się jej uchwalić". Za to ustawę hazardową dało się przepchnąć w 48 godzin. Sejm z dużą reprezentacją kobiet na pewno działałby inaczej.”
Gdyby przyjąć to za pewnik, czyli wyjść z założenia, że parytety mają za pomocą rozsądnie prowadzonej polityki poprawiać sytuację Polek, zadbanie o system opieki nad dziećmi przyczyni się do tego najsilniej. O ile każdy inny pozytywny skutek, czyli kruszenie szklanych sufitów czy budzenie w kobietach ambicji i aspiracji to procesy długotrwałe, w pewnym sensie trudne do zmierzenia miarami ekonomistów, tak nowe żłobki, przedszkola – to już konkrety.
Więcej miejsc gwarantujących opiekę nad dziećmi, a tym samym wyręczenie matek, to więcej pracujących kobiet. Nie jest to oczywiście zależność liniowa, ale można przyjąć to za pewną prawidłowość. Krótszy okres w życiu kobiety przeznaczony wyłącznie na opiekę nad dzieckiem przekłada się na zmniejszanie zwłaszcza długotrwałego bezrobocia. Im dłużej bez pracy, tym trudniej do niej wrócić, im krócej – tym bezpieczniej i atrakcyjniej dla pracodawcy. Dłuższy staż to z kolei większe doświadczenie, kwalifikacje - większe szanse na awans, a także wyższa emerytura.
Czy w sferze biznesu parytety mogą zaoferować coś więcej? Bezpośrednio raczej nie, chyba że wzorem Norwegów powołano by kobiety do zarządów spółek akcyjnych i przedsiębiorstw z udziałem skarbu państwa. Norweskie prawo przewiduje, że kobiety muszą zajmować w nich przynajmniej 40 proc. miejsc.

Parytet lekiem na całe zło?
Pozytywna dyskryminacja, czyli uprzywilejowanie kobiet w polityce ma je aktywizować. Aktywizacja taka nie może odbyć się inaczej, niż poprzez zdjęcie z matek i żon części ich obowiązków. By przejęli je mężowie, potrzebna rewolucja kulturowa, żeby przejęło państwo - przyjazne prawo, ułatwiające zakładanie placówek opieki nad dziećmi. Skoro więc odciążenie płci pięknej będzie skutkowało zwiększoną aktywnością w polityce, czy życiu społecznym, to dlaczego zaczynać od końca, od parytetów? Najpierw ustawy regulujące sprawę żłobków, przedszkoli, potem już wystarczy poczekać, a kobiety same zaczną angażować się w politykę.
Z drugiej strony argument przemawiający za parytetami, to opieszałość obecnej władzy. Gdyby panie miały więcej do powiedzenia, ustawy zostałyby teoretycznie szybciej wprowadzone w życie. Pytanie tylko, czy parytetowy rząd mógłby rządzić faktycznie "lepiej", niż ten zmaskulinizowany?
Katarzyna Jeznach
Bankier.pl
k.jeznach@firma.bankier.pl
Zobacz też:
» 10 wskazówek, jak nie powinno wyglądać CV
» Gap year w dwa miesiące - zrób sobie przerwę
» Pierwsza praca może zaczekać
» 10 wskazówek, jak nie powinno wyglądać CV
» Gap year w dwa miesiące - zrób sobie przerwę
» Pierwsza praca może zaczekać






























































