Ceny palladu kończą ostatni pełny tydzień sierpnia na najwyższych poziomach od 16 lat. Pallad jest w tym roku najszybciej drożejącym metalem szlachetnym, niemal zrównując się ceną z platyną. Coś takiego byłoby nie do pomyślenia jeszcze dwa lata temu.


W piątek po południu za uncję palladu trzeba było zapłacić ponad 940 dolarów. Wcześniej notowania tego szlachetnego metalu sięgnęły 943 USD/oz, osiągając najwyższy poziom od lutego 2001 roku!
Palladowa hossa trwa od początku 2016 roku. W tym czasie metal ten podrożał przeszło dwukrotnie, tylko w tym roku zyskując na wartości ponad 38 proc. Taki wynik stawia go na pozycji zdecydowanego lidera w sektorze metali szlachetnych. Dla porównania złoto jest obecnie (licząc w USD) o 12 proc. droższe niż na początku roku, platyna o 8,5 proc., a srebro o 6,7 proc.
Spektakularny rajd cen palladu w połączeniu z marazmem na rynku platyny sprawiły, że dopiero drugi raz we współczesnej historii oba metale kosztują prawie tyle samo. To kompletne odwrócenie sytuacji sprzed lat, gdy platyna zazwyczaj bywała znacznie droższa od swego „ubogiego kuzyna”.

Oba metale szlachetne są obecnie w znacznej mierze metalami przemysłowymi. I oba znajdują zastosowanie przede wszystkim w przemyśle motoryzacyjnym. Tyle że platynę stosuje się w katalizatorach spalin z silników Diesla, a pallad w jednostkach benzynowych. Zatem trudno nie powiązać obecnej słabości platyny (i siły palladu) z panującą w Europie nagonką na silniki Diesla. Wprowadzane w wielu krajach UE przepisy antydieslowskie pozwalają oczekiwać spadku popytu na „ropniaki”, których miejsce zapewne zajmą benzynówki (auta elektryczne to wciąż niewielka nisza). Rynek może więc antycypować, że w przyszłości potrzeba będzie mniej platyny, a więcej palladu.
Tymczasem wydobycie obu metali jest bardzo małe w porównaniu do produkcji innych surowców przemysłowych. Na całym świecie rocznie wydobywa się ok. 200 ton palladu i 160-180 ton platyny. Dla porównania, roczne wydobycie złota przekracza 3000 ton, a produkcja miedzi rafinowanej to ponad 20 mln ton.
„Pojawiło się ekstremalne napięcie na kasowym rynku fizycznego palladu po tym, jak utrzymujący się od pięciu lat deficyt metalu zaczął wpływać na dostępność naziemnych zapasów” – napisali w sierpniu analitycy firmy badawczej S&P Global Platts. Spodziewają się oni, że tegoroczna konsumpcja palladu sięgnie rekordowych 10,8 mln uncji, a całoroczny deficyt wyniesie milion uncji.
Około trzy czwarte produkcji palladu pochodzi z dwóch krajów: Rosji (80 ton w 2015 roku) i Republiki Południowej Afryki (73 t). Największy dostawca metalu - rosyjska firma Norilsk Nickel – oświadczył, że z powodu najniższych od sześciu lat nakładów inwestycyjnych w całej branży nie należy oczekiwać „pozytywnych niespodzianek” po stronie podaży palladu.




























































