Orzecznictwo sądów, praktyki firm odszkodowawczych, działanie prawa wstecz, ale też wzrost zamożności i aspiracji Polaków doprowadziły do ostatniego wzrostu składek OC – twierdzi PZU. Ale swoje trzy grosze dorzuciła też Komisja Nadzoru Finansowego, zmieniając regulacje.
„Rosną częstości szkód. Ludzie dużo częściej powodują wypadki (...) Można powiedzieć, że dostęp do samochodów jest dziś łatwiejszy. Rosną realne dochody, maleje bezrobocie. W związku z tym dzisiaj chcemy więcej, chcemy szybciej, chcemy dalej, co powoduje wzrost szkód. Rośnie też średnia wartość szkód. Dzisiaj jeżeli ktoś zbije lampę w samochodzie, a jest to ksenon, często jest to koszt rzędu pięciu tysięcy. Kiedyś, jeśli ktoś zbił klosz, to było 500 zł” – tłumaczył inwestorom na Konferencji WallStreet XXI Tomasz Kulik, członek zarządu PZU i dyrektor finansowy Grupy Kapitałowej PZU.
Ale największą bolączką ubezpieczycieli w ostatnich latach stały się odszkodowania z tytułu szkód osobowych. Szkód, które dekadę temu w ogóle nie były brane pod uwagę przy kalkulacji składek z tytułu ubezpieczeń komunikacyjnych. Koszty zakładów ubezpieczeń zwiększa też bardzo enigmatyczna kategoria „utraty więzi rodzinnych”.
Zobacz także
„Często są to bardzo przykre historie. Człowiek albo ginie, albo jest w stanie wegetatywnym. I po odszkodowanie do sądów bardzo często zgłasza się ze 20 osób. Rodzina najbliższa – to wiadomo, bo poniosła bezpośrednią stratę – często to jest jedyny żywiciel itd. Również rodzina straciła więzy rodzinne z tą osobą – to jest zupełnie inny rodzaj szkody. Szkody, o której wcześniej nigdy nie myśleliśmy. Dzisiaj utrata więzi rodzinnej jest czymś bardzo istotnym i zaczyna być tematem, który może spowodować kolejną bardzo dużą falę kosztów odszkodowań” – wyjaśniał Kulik.
Nie tylko najbliżsi zgłaszają się po pieniądze. Zdarza się, że po odszkodowanie z tytułu "utraty więzi rodzinnych" zgłasza się rodzina, która ostatni raz widziała poszkodowanego 10 lat przed wypadkiem. Po rodzinie zgłaszają się krewni i bardzo cierpiący sąsiedzi. Łącznie z sąsiadem, z którym ten człowiek co piątek wychodził na spacer z psem.

A to nie wszystko. Za sprawą zmian w prawie i dość specyficznej linii orzecznictwa polskich sądów, odszkodowania za „straty osobowe” obejmują również roszczenia sprzed 10 czy 20 lat. „Jeśli ktoś ucierpiał kiedyś – np. w roku 2003 (z tytułu ubezpieczenia można rościć przez 20 lat) - to my dzisiaj jesteśmy zobowiązani do takiego samego traktowania spraw sprzed 2008 roku. To jest pewien problem, ponieważ kiedyś była nieco inna praktyka kwotowania ryzyka i o tego typu odszkodowaniach nikt w ogóle nie myślał, więc po 2008 roku bieżący klienci musieli „złożyć się” na te wszystkie szkody, płacąc wyższe składki” – tłumaczył przedstawiciel PZU.
Katalizatorem zeszłorocznych podwyżek była jednak decyzja Komisji Nadzoru Finansowego, która zakazała zakładom ubezpieczeń generowania straty na portfelu ubezpieczeń OC. Do tej pory ubezpieczycieli mogli pokrywać straty na OC zyskami na innych produktach, traktując obowiązkowe ubezpieczenia komunikacyjne jako swego rodzaju zanętę na klienta. Teraz tak już robić nie mogą.
„Dzisiaj jesteśmy postrzegani jako ten ubezpieczyciel, który oferuje dobrą jakość w stosunku do ceny. Tak, nie jesteśmy najtańsi. Bo nie o to chodzi w ubezpieczeniach, żeby być najtańszym. W ubezpieczeniach chodzi o to, żeby zaoferować produkt, za który później nie trzeba się wstydzić; gdzie nie trzeba pisać gwiazdek, pochyłych druków itd.” – deklarował Tomasz Kulik.
KK
Prezentacja inwestorska PZU odbyła się podczas 21. konferencji WallStreet. Bankier.pl był głównym patronem medialnym konferencji. Więcej wiadomości z konferencji WallStreet.





























































