REKLAMA

PKB, stopy procentowe, IV fala koronawirusa. Ekonomiści prognozują wzrost gospodarczy

2021-06-29 16:45, akt.2021-06-29 18:28
publikacja
2021-06-29 16:45
aktualizacja
2021-06-29 18:28
Dodaj Bankier.pl w Google

Ekonomiści banków: Millennium, PKO BP, Pekao oraz Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju w najnowszych opiniach prognozują dalszy wzrost gospodarczy Polski, mając na uwadze doniesienia o rozprzestrzeniającym się na świecie wariancie delta koronawirusa. Z pandemicznej perpsektywy komentują także możliwą podwyżkę stóp procentowych.

PKB, stopy procentowe, IV fala koronawirusa. Ekonomiści prognozują wzrost gospodarczy
PKB, stopy procentowe, IV fala koronawirusa. Ekonomiści prognozują wzrost gospodarczy
fot. Monster Ztudio / / Shutterstock

Ekonomiści Millennium: Oczekujemy, iż gospodarka w całym bieżącym roku urośnie o 5,3 proc.

"Słusznie nie ulegliśmy pokusie rewizji w dół prognoz PKB na 2021 rok w obliczu silnej fali zachorowań na COVID-19 na początku tego roku, dostrzegając rosnącą adaptację polskiej gospodarki do pandemii, a także przestrzeń do poprawy sytuacji pandemicznej w obliczu postępującego programu szczepień. Nasza dotychczasowa prognoza dynamiki PKB w tym roku na poziomie 4,4 proc. w momencie publikacji poprzedniego raportu kwartalnego była optymistyczna, jednak obecnie jest zbyt konserwatywna i konieczna jest jej rewizja w górę" - napisano w raporcie.

"Obecnie oczekujemy, iż gospodarka w całym bieżącym roku urośnie o 5,3 proc. i w zbliżonym tempie wzrośnie w 2022 r. Kolejne kwartały przyniosą wyraźną odbudowę aktywności ekonomicznej w sektorach, które dotychczas były objęte obostrzeniami. Ze względu na bardzo niską bazę odniesienia z ubiegłego roku wzrost PKB w II kw. osiągnie wartości dwucyfrowe i zapewne po II kw. polska gospodarka odrobi pandemiczne straty" - dodano.

Ekonomiści Millennium podkreślają, że ożywienie będzie miało coraz szerszy zakres.

"Na scenariusz taki wskazują wyniki badań koniunktury oraz inne dane wysokiej częstotliwości. Szczególnie korzystne okazały się wyniki produkcji budowlano-montażowej w kwietniu i maju, sugerujące kontynuację odbudowy inwestycji w gospodarce. Od strony popytu filarami wzrostu będzie zarówno konsumpcja prywatna, jak i inwestycje" - napisano.

Scammingout

"Tworzy to szanse na utrwalenie się wzrostu gospodarczego na solidnym poziomie w dłuższej perspektywie. Wsparciem koniunktury w polskiej gospodarce będzie utrzymujący się popyt zagraniczny na polskie towary i usługi, jednak ze względu na ożywienie importu, eksport netto powinien mieć ujemną kontrybucję do wzrostu PKB" - dodano.

Autorzy raportu wskazują ponadto, że czynnikiem wspierającym wzrost PKB w latach 2022-2023 będzie realizacja programu Polski Ład, który przyczyni się do zwiększenia konsumpcji prywatnej, a także Krajowego Planu Odbudowy, który wesprze inwestycje.

Wśród czynników ryzyka dla scenariusza prognostycznego ekonomiści wskazują na zaburzenia w łańcuchach dostaw i rozwój sytuacji epidemicznej.

"Krótkoterminowym ryzykiem dla ścieżki ożywienia są nasilające się zaburzenia w łańcuchach dostaw, choć w naszej ocenie czynnik ten nie wpłynie na obniżenie wzrostu w dłuższym terminie" - napisano.

"Czynnikiem niepewności pozostaje też rozwój pandemii, choć w naszym bazowym scenariuszu zakładamy, że zakres wprowadzanych ewentualnie ograniczeń będzie mniejszy. Wraz ze stabilizacją sytuacji epidemicznej gospodarka będzie wracała do normalności, choć w wielu obszarach obraz ten będzie odmienny od tego, jaki był przed wybuchem pandemii. Średniookresowe perspektywy gospodarki rysują się optymistycznie" - dodano.

"Podwyżka stóp procentowych w Polsce może nastąpić w IV kw. bieżącego roku"

"Choć znaczna część obecnego wzrostu inflacji jest efektem czynników podażowych i regulacyjnych, na które bank centralny nie powinien automatycznie reagować, to w warunkach spodziewanego dynamicznego ożywienia ryzyko utrzymania inflacji powyżej celu banku centralnego jest w naszej ocenie znaczne. Wraz z odbudową gospodarki oraz utrwalaniem wzrostu gospodarczego na solidnym poziomie RPP powinna w naszej ocenie zmienić retorykę i zacząć sygnalizować normalizację polityki pieniężnej, ponieważ utrzymywanie niemal zerowych nominalnych stóp procentowych mogłoby być źródłem nierównowag w gospodarcze i na rynkach finansowych" - napisano w kwartalnym raporcie.

"Nie uważamy jednak, aby RPP zdecydowała się na szybką reakcję, szczególnie w kontekście wciąż utrzymującej się pandemii. Niemniej jednak, biorąc pod uwagę silny stopień adaptacji gospodarki do funkcjonowania w nowych warunkach oraz odrobienie pandemicznych strat przez gospodarkę zapewne już w 2Q br., waga niepewności ożywienia, która obecnie podnoszona jest przez RPP jako argument stabilizacji stóp, będzie słabła. Dlatego też uważamy, że podwyżka stóp procentowych może nastąpić jeszcze w tym roku, a publikowane w kolejnych miesiącach dane makroekonomiczne będą wpływały na zmianę nastawienia RPP" - dodano.

Ryzykiem dla powyższego scenariusza jest w ocenie Millennium uporczywe akceptowanie inflacji powyżej celu i pozostawienie procesu normalizacji polityki pieniężnej Radzie nowej kadencji.

Według prognoz Millennium referencyjna stopa NBP wyniesie na koniec 2021 r. 0,25 proc. vs 0,10 proc. obecnie, a na koniec 2022 r. 0,75 proc.

Petka- Zagajewska: PKB Polski wzrośnie w 2021 r. o 5,4 proc.

"Patrząc na to, że pozytywnie zaskakują nas i dane krajowe, i tempo normalizacji aktywności gospodarczej na świecie – prognozy dla otoczenia zagranicznego były w ostatnim czasie regularnie rewidowane w górę – zdecydowaliśmy się dopasować naszą ścieżkę do tych pozytywnych zaskoczeń z końca pierwszego i początku drugiego kwartału. Szacujemy, że w 2021 r. wzrost gospodarczy w Polsce sięgnie 5,4 proc. To nie jest jakaś diametralna rewizja, bardziej dodajemy do poprzedniej prognozy efekt silniejszego otwierania gospodarki po wygaśnięciu trzeciej fali pandemii. W 2022 r. zakładamy, że dynamika PKB wyniesie 5,1 proc., bez zmian wobec poprzedniej prognozy" – powiedziała Petka-Zagajewska.

"Z instytucji, która na przełomie 2020 i 2021, była najbardziej optymistyczna, teraz przesuwamy się w środek rynkowych oczekiwań. To świadoma strategia. Bo pomimo bardzo optymistycznego, bieżącego obrazu gospodarki i naszych założeń, które w dużej mierze bazują na tym, że nawet jak pandemia nie wygasa, to jej wpływ na aktywność gospodarczą z każdą kolejną falą jest coraz mniejszy, to jednak o tej pandemii nie możemy całkiem zapominać i ona nadal pozostaje istotnym czynnikiem ryzyka" – dodała.

Ekonomistka podkreśla, że wśród głównych źródeł niepewności dla prognoz nadal dominują te, które mogą obniżać wzrost gospodarczy.

"Pierwszym źródłem ryzyka jest to, że przykład Wielkiej Brytanii i to jak szybko delta rozlewa się po kolejnych państwach Europy pokazuje, że nawet wysoki poziom wyszczepienia nie jest twardą gwarancją tego, że o pandemii możemy zapomnieć. W konsekwencji wydaje nam się, że w drugiej połowie roku wciąż trzeba uwzględniać wysokie prawdopodobieństwo tego, że jakiejś formie ograniczenia będą musiały wrócić" – powiedziała.

"Dzięki wyszczepieniu one pewnie nie będą już np. oznaczały, że zamykamy galerie handlowe i duże sklepy, co powoduje największy koszt gospodarczy, ale obawiamy się, że nastąpi np. powrót do nauki zdalnej, czy ograniczenie aktywności części branży usługowej. W pewnym stopniu będzie to ograniczało bieżącą aktywność, ale także może sprawić, że proces wydatkowania przymusowych oszczędności będzie rozkładał się na dłuższy czas" – dodała.

Zdaniem Petki-Zagajewskiej,drugim czynnikiem ryzyka dla wzrostu PKB są ograniczenia podażowe.

"One najpierw dotykały jedynie sektora przetwórstwa przemysłowego, ale teraz – i w Europie i w USA – widać, że częściowo dotykają też branż usługowych. Okazało się, że coś co miało trwać chwilę, trwa już kilka ładnych miesięcy i większość analityków wskazuje teraz, że co najmniej do końca roku w jakiejś formie ograniczenia podażowe mogą ograniczać bieżącą aktywność. Jest to czynnik, który wyznacza sufit dla skali wzrostu produkcji i może ograniczać siłę odbudowy aktywności gospodarczej" – oceniła.

Kierownik zespołu analiz makroekonomicznych PKO BP szacuje, że dynamika PKB Polski w samym drugim kwartale może wynieść ponad 10 proc. w ujęciu rok do roku.

"Najnowsze dane za II kw. ukazują gospodarkę w bardzo pozytywnym świetle. Potwierdzają, że oczekiwania dwucyfrowego wzrostu PKB wydają się być scenariuszem zupełnie niezagrożonym. Naszym zdaniem, wzrost o nieco ponad 10 proc. jest w zasadzie pewny" – powiedziała.

"Poza samą siłą, to co jest warte zauważenia, to to że mamy gospodarkę, która jest w tej chwili napędzana przez wszystkie trzy komponenty wzrostowe. We wszystkich sektorach obserwujemy silne ożywienie" – dodała.

Petka-Zagajewska podkreśla, że oprócz mocnego sektora produkcyjnego, ożywienie gospodarcze jest napędzane aktywnością konsumpcyjną, której skala odbudowy wydaje się być teraz silniejsza i trwalsza.

"Przez długi czas kluczową siłą gospodarki był eksport i sektor przetwórstwa przemysłowego. Tutaj te pozytywne trendy nie słabną. To jest o tyle istotne, że pojawiły się pewne chmury, ciążące globalnie nad przetwórstwem, w postaci wąskich gardeł, opóźnień w dostawach, ograniczonej dostępności komponentów produkcyjnych. Chociaż w badaniach koniunktury dużo firm w wielu różnych branżach wskazuje, że to jest wyzwanie, to jak na razie w danych nie widać, by ono wymiernie obniżało wyniki krajowego przemysłu. Produkcja przemysłowa w niezakłócony sposób dynamicznie rośnie. W całym kwartale wzrost produkcji może wynieść łącznie ok. 30 proc." – powiedziała PAP Biznes ekonomistka.

"Produkcja przemysłowa już jakiś czas temu odrobiła przedpandemiczne straty, natomiast teraz dołączyła do niej sprzedaż detaliczna. Ona pokazuje, że realizuje się scenariusz, który obserwowaliśmy także po poprzednich falach poluzowania restrykcji i oddechu od pandemii. Gospodarstwa domowe szybko wracają do wydatków. Wydaje nam się, że po ostatniej fali, skala odbudowy aktywności konsumpcyjnej jest większa i trwalsza. Maj i czerwiec można by opisać jako takie dwa miesiące zakupów przedświątecznych. Analizując wartość transakcji opłacanych kartami PKO BP, to są to poziomy bliskie aktywności zakupowej, jaką zazwyczaj widzimy przed Świętami Bożego Narodzenia" – dodała.

Ekonomistka PKO BP ocenia, że skala ożywienia aktywności konsumpcyjnej może być większa, niż sugerują comiesięczne dane.

"Warto też zauważyć, że sprzedaż detaliczna, która jest naszym najcenniejszym comiesięcznym źródłem informacji o konsumpcji, może wręcz trochę zaniżać skalę odbudowy aktywności konsumpcyjnej. Ona obecnie w dużym stopniu realizuje się poprzez masowy powrót konsumentów do sektora usługowego, którego w danych o sprzedaży nie ma" – powiedziała.

"Widzimy, że transakcyjność w branży restauracyjnej, rozrywkowej czy hotelarskiej diametralnie wzrosła. Ten czynnik będzie sprawiał, że ostateczny wynik konsumpcji w II kw. będzie silniejszy niż to, co sugerowałyby wyniki samej sprzedaży detalicznej" – dodała.

W średnim terminie PKO BP oczekuje bumu konsumpcyjnego, napędzanego przez wydatkowanie zgromadzonych w czasie pandemii oszczędności i dobrą sytuację na rynku pracy.

"Zakładamy, że w II kw. skala odbicia konsumpcji będzie sięgała ok. 15 proc. rdr. W średnioterminowej perspektywie, w drugiej połowie 2021 r. i w 2022 r., spodziewamy się boomu konsumpcyjnego, napędzanego przez wydatkowanie zgromadzonych w okresie pandemii przymusowych oszczędności i cały czas wysoką, fundamentalną gotowość do zakupów, wynikającą z dobrej bieżącej sytuacji finansowej. Tu przede wszystkim będzie działać to, że na rynku pracy już prawie odrobiliśmy pandemię. Dynamika wynagrodzeń powróciła do trendu sprzed pandemii, jesteśmy blisko odrobienia strat jeśli chodzi o poziom zatrudnienia" – powiedziała PAP Biznes.

"Gospodarstwa domowe czują się bezpiecznie i optymistycznie postrzegają swoją przyszłość finansową. Dorzucając do tego dodatkowe oszczędności zgromadzone w czasie pandemii, maluje się przed nami okres wysokiej aktywności zakupowej konsumentów ze wzrostem konsumpcji w tym i przyszłym roku o około 6 proc." – dodała.

Zdaniem Petki-Zagajewskiej, potencjalnym źródłem dodatkowego impulsu konsumpcyjnego w 2022 r. jest Polski Ład.

"Cały czas nie uwzględniamy go w naszych bazowych scenariuszach, czekamy na konkretne ustawy i ostateczne decyzje. Bazując jednak na początkowych propozycjach wydaje się, że skala wpływu na konsumpcję będzie całkiem spora – może sięgać ok. 1,5 proc. konsumpcji z 2020 r. To może jeszcze podbić nasz scenariusz dotyczący tempa wzrostu gospodarczego, ale też innych parametrów makroekonomicznych, w tym inflacji" – powiedziała PAP Biznes.

Pekao: IV fala pandemii scenariuszem bazowym i może zahamować podwyżki prognoz PKB

Wystąpienie IV fali epidemii koronawirusa w Polsce z powodu wariantu delta powinno być traktowane, jako scenariusz bazowy - wskazali ekonomiści banku Pekao. Jak dodali, chociaż jej wpływ na gospodarkę jest obecnie trudny do oszacowania, to może powstrzymać dalsze rewizje prognoz wzrostu gospodarczego w Polsce w 2021 r.

"Wystąpienie czwartej (jesiennej) fali epidemii w Polsce powinno być traktowane jako scenariusz bazowy. Jej rozmiary będą oczywiście mniejsze niż w przypadku poprzednich – odsetek osób z odpornością jest w końcu znaczący. Tym niemniej, kombinacja niepełnego zaszczepienia najstarszych grup wiekowych, częściowego omijania odporności przez nowy wariant zwiększa teoretyczną maksymalną liczbę ciężkich przebiegów choroby kilkukrotnie względem scenariusza bez wariantów i z większym zaszczepieniem (przykładowo, w styczniowym raporcie rocznym zakładaliśmy 90 proc. pokrycie szczepieniami najstarszych grup wieku)" - napisali ekonomiści banku Pekao w biuletynie dziennym.

"Wyżej opisany scenariusz rodzi pewne ryzyka dla perspektyw wzrostu w bieżącym roku. Na ten moment jednak są one trudne do oszacowania – nie jest pewne, czy i jakie obostrzenia epidemiczne zostaną wprowadzone. Jest mało prawdopodobne, aby dotyczyły one handlu i szkolnictwa, ale należy liczyć się z powrotem pewnej liczby obostrzeń jesienią. Ich wpływ na ścieżkę wzrostu PKB nie powinien być znaczący – po ostatnich miesiącach wiemy, że gospodarcze (makroekonomiczne) efekty kolejnych fal epidemii były coraz mniejsze. Tym niemniej, to już prawdopodobnie koniec podwyżek prognoz PKB dla Polski na ten rok" - dodali.

Swoją opinię ekonomiści banku oparli na informacjach na temat wariantu delta koronawirusa, płynących z Wlk. Brytanii. Ta mutacja koronawirusa po raz pierwszy została wykryta w Indiach i ocenia się, że ma najwyższą spośród wszystkich wariantów wirusa wartość wskaźnika secondary attack rate (SAR). Wskaźnik ten określa prawdopodobieństwo wystąpienia infekcji wśród podatnych na zakażenie osób w określonej grupie.

Obecnie delta odpowiada za ok. 90 proc. zakażeń koronawirusem w tym kraju oraz gwałtowny przyrost zakażeń w ostatnich dniach. W poniedziałek w Wlk. Brytanii wykryto 22.868 przypadków koronawirusa, a tygodniowa suma nowych zakażeń (22-28 czerwca) wzrosła wobec poprzedniego tygodnia o 69,9 proc. do 116.287 przypadków.

Ekonomiści podkreślili, że szczepionki na koronawirusa wykazują obniżoną skuteczność przeciwko wariantowi delta.

"Biorąc pod uwagę wystąpienie symptomów koronawirusa, efektywność dwóch dawek szczepionki wobec indyjskiej odmiany spada do 79 proc. z 89 proc. obserwowanych w przypadku wariantu brytyjskiego. Z kolei efektywność w kontekście ochrony przed hospitalizacją jest podobna dla obu wariantów (93 proc. dla alfy i 96 proc. dla delty). Natomiast te same wskaźniki dla podstawowego wariantu koronawirusa wynosiły wg badań klinicznych odpowiednio ok. 100 proc. oraz 90-95 proc." - napisali.

Dodatkowo, wariant delta stwarza możliwość występowania ciężkiego przebiegu zakażenia koronawirusem u części zaszczepionych osób z grupy ryzyka.

W czwartek 24 czerwca wirusolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego Krzysztof Pyrć ocenił, że jak dotąd wykrywane w Polsce przypadki zakażeń wariantem delta stanowią pojedyncze przypadki i tworzą kilka procent wszystkich przypadków koronawirusa. Prawdopodobnie mutacja stanie się jednak dominującą w Polsce. Wskazał wtedy, że zwiększenie liczby przypadków zakażeń może pojawić się jeszcze w czasie wakacji.

EBOiR podniósł prognozę wzrostu PKB Polski w '21 do 5,0 proc.

"Nasze najnowsze prognozy dla całego regionu są dużo bardziej optymistyczne niż we wrześniu. Średni spadek PKB w 2020 r. we wszystkich krajach, w których działamy, wyniósł 2,3 proc. Był on niższy niż oczekiwaliśmy, ale – na tle tego, co działo się na świecie – nie wyglądał źle. Gospodarki dużo lepiej radziły sobie w III–IV kw. ubiegłego roku. W krajach naszego regionu mobilność ludności powróciła już od poziomu sprzed pandemii, podczas gdy w Europie Zachodniej jest ona ok. 5 pkt. proc. poniżej tego, co zaobserwowaliśmy przed kryzysem" - powiedziała PAP Biznes Javorcik.

"Obecnie prognozujemy, że polska gospodarka wzrośnie w 2021 r. o 5,0 proc., a w 2022 r. o 4,8 proc. Jeżeli jednak przyjrzymy się temu, o ile gospodarka wzrośnie od końca 2019 r. do końca 2021 r., to widzimy wzrost na poziomie 2,2 proc. Trzeba zatem pamiętać, że mimo tego, iż na tle innych krajów recesja w Polsce w ubiegłym roku nie była bardzo duża, nie oznacza to, że nie straciliśmy potencjalnego wzrostu" - dodała.

Regiony, w których działa Europejski Bank Odbudowy i rozwoju to Azja Centralna, Europa Centralna i państwa bałtyckie, Europa Wschodnia i Kaukaz, Europa Południowo-Wschodnia, kraje basenu Morza Śródziemnego (Egipt, Jordania, Liban, Maroko, Tunezja, Zachodni Brzeg i Gaza) oraz Turcja.

Główna ekonomistka EBOiR podkreśliła, że w odbudowie koniunktury w Polsce pomaga dobra sytuacja w eksporcie, a także zdywersyfikowana gospodarka.

"Globalnie eksport towarów odbił, ale eksport usług – jeszcze nie. W związku z tym kraje, które eksportują towary lepiej sobie radzą. W Europie Centralnej i krajach bałtyckich sytuacja jest bardzo optymistyczna. Wiele z tych krajów eksportuje towary na rynek niemiecki, ale widać też odbicie w eksporcie usług, który w Europie Centralnej i krajach bałtyckich jest już powyżej poziomu z końca 2019 r. Zaobserwowaliśmy też, że globalnie napływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych bardzo spadł, natomiast w państwach Europy Centralnej i krajach bałtyckich nie zanotowano aż tak dużego spadku. Optymizmem napawa nas też przewidywany wzrost inwestycji i to, że od drugiej połowy tego roku fundusze unijne zaczną napędzać gospodarkę" - powiedziała.

"Polsce bardzo pomaga też to, że jest dużym krajem ze zdywersyfikowaną gospodarką. W krajach, w których gospodarka jest zdominowana przez jeden sektor, np. turystykę, sytuacja jest trudniejsza. Ponadto, w krajach naszego regionu produkcja przemysłowa jako proc. PKB jest wyższa niż w innych krajach o podobnym poziomie dochodów. Naszemu regionowi bardzo pomogła produkcja przemysłowa. Kraje, gdzie produkcja przemysłowa jest ważniejszym komponentem gospodarki, lepiej dały sobie rade w zeszłym roku" - dodała.

Zdaniem Javorcik jednym z podstawowych ryzyk dla polskiej gospodarki w najbliższym czasie jest napływ nowych mutacji koronawirusa. Wśród czynników niepewności w dłuższym horyzoncie ekonomistka wymienia gorący rynek pracy i trendy demograficzne.

"Ryzykiem dla polskiej gospodarki jest z pewnością mutacja koronawirusa Delta. Przepływy ludzi między Polską a Wielką Brytanią – gdzie ta odmiana ma spory udział w zachorowaniach – jest znaczny, szczególnie w okresie wakacyjnym. Jest zatem szansa, że Delta przedostanie się do Polski w dużej ilości. To jest jednak wciąż bardzo duża niewiadoma" - powiedziała.

"Widzimy też, że rynek pracy w Polsce jest bardzo gorący. Płace w ubiegłym roku wzrosły o 7,8 proc. Ponadto, długookresowo trendy demograficzne nie są sprzyjające. Na to może jeszcze nałożyć się fakt, że postępująca cyfryzacja – która w czasie pandemii przyspieszyła – będzie stawiać duże wymagania dla starszych pracowników. Ludzie starsi, według statystyk, mają w nowych krajach członkowskich EU dużo niższe umiejętności cyfrowe niż ludzie w tym samym wieku w Europie Zachodniej. Istnieje ryzyko, że przez to zostaną oni wypchnięci z rynku pracy. Byłoby to bardzo negatywne w obliczu niesprzyjających trendów demograficznych i gorącego rynku pracy, który potrzebuje siły roboczej" - dodała.

W rozmowie z PAP Biznes główna ekonomistka EBOiR zaznaczyła, że w kwestii podwyższonej inflacji w Polsce należy być "bardzo czujnym". W dłuższej perspektywie inflację podbijać może sytuacja na rynku pracy.

"Odczyty inflacji w 2020 r. i w kwietniu tego roku w Polsce oraz na Węgrzech były najwyższe w UE. Trzeba być bardzo czujnym w tej kwestii. Na inflację składają się czynniki krótkookresowe i długookresowe. Jednym z krótkookresowych czynników, podbijających wskaźnik CPI, jest wzrost popytu – w czasie pandemii konsumenci nie mieli jak wydawać pieniędzy i teraz nadrabiają zaległości. Nakładają się na to wyższe ceny surowców na świecie i wyższe koszty wywozu śmieci w Polsce. To wszystko napędza krótkoterminowo inflację" - powiedziała.

"Długoterminowo trzeba jednak uwzględnić sytuację na rynku pracy. W Polsce bezrobocie jest bardzo niskie, i jeśli wysoki popyt krajowy i eksportowy utrzymają się, to pojawi się presja płacowa, a to z kolei przełoży się na podwyżki zarobków i cen" - dodała.

Javorcik podkreśliła, że w kontekście inflacji kluczowa jest wiarygodność banku centralnego i zaufanie do polityki monetarnej.

"Z badań wynika, że jeżeli ludzie przeżyli kilkuprocentową inflację, to szybko o niej zapominają. Natomiast jeżeli ktoś przeżył hiperinflację – a w Polsce znaczna część społeczeństwa pamięta hiperinflację z lat 90-tych – to obawa o inflację pozostaje na zawsze. Trzeba pamiętać, że to, czy będziemy mieć inflację zależy również od oczekiwań społecznych. Jeżeli wszyscy oczekujemy, że inflacja będzie rosła, to zachowujemy się w sposób ją wywołujący – ustalamy wyższe ceny, żądamy wyższych płac" - powiedziała ekonomista.

"W tym kontekście kluczowa jest wiarygodność banku centralnego i zaufanie do polityki monetarnej. Ważne jest, aby społeczeństwo nie straciło wiary w to, że bank jest niezależny i – w momencie kiedy inflacja pójdzie do góry – odpowiednio zadziała. Nie chodzi o to, kiedy bank zdecyduje się na podwyżkę stóp procentowych, a o długoterminowe zaufanie. To jest kluczowe. Reputację buduje się bardzo długo, a stracić ją można w jednym momencie" - dodała.

Zdaniem ekonomistki EBOiR, czujność należy zachować również w kontekście długu, który w czasie kryzysu mocno wzrósł. Javorcik podkreśliła, że istnieje tendencja do zbyt optymistycznego podchodzenia do zadłużenia w pokryzysowych czasach.

"W czasie pandemii impuls ze strony polityki fiskalnej był znaczący we wszystkich krajach, trzeba było zadziałać. Oczywiście skutkowało to tym, że dług publiczny wzrósł. W tym momencie jesteśmy w bardzo komfortowej sytuacji, bo jesteśmy w stanie tanio pożyczać. Koszty pożyczania dla krajów naszego regionu jako całości wzrosły o 0,5 proc. – to bardzo mało. Jeżeli popatrzymy na kraje Europy Centralnej i państwa bałtyckie, to koszt obsługi długu jest na poziomie troszkę powyżej 1 proc. PKB. Niemniej jednak nie można liczyć na to, że stopy procentowe pozostaną na zawsze tak niskie. Po drugie, patrząc na długoterminową perspektywę, to dług we wszystkich krajach krajów postkomunistycznych jest na poziomie szczytu z lat 90-tych, a to dużo" - powiedziała PAP Biznes ekonomistka.

"Patrząc na międzynarodowe doświadczenie widać, że po kryzysach podchodzimy za bardzo optymistycznie do kwestii długu. W tym momencie prognozy zakładają, że dług będzie spadał jako procent PKB, ponieważ mamy wzrost realny i inflację. Niemniej jednak badania pokazują, że po kryzysach takie prognozy są zbyt optymistyczne i to nie tylko dlatego, że zbyt optymistycznie podchodzi się do wzrostu. Tutaj należy być bardzo czujnym" - dodała.

Patrycja Sikora (PAP Biznes)

pat/ asa/ luk/ tus/ mfm

Najlepsze produkty finansowe znajdziesz w naszej porównywarce - SPRAWDŹ
Źródło:PAP Biznes
Przeczytaj w Pulsie Biznesu
Bez tej spółki nie ma rewolucji AI. W Polsce zatrudnia prawie 2 tys. osób
Tematy
Ostatnie dni promocji Banku Millennium. Do zdobycia nawet 900 zł premii!
Ostatnie dni promocji Banku Millennium. Do zdobycia nawet 900 zł premii!

Komentarze (1)

dodaj komentarz

Powiązane: Gospodarka i dane makroekonomiczne

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki